PO  NASZYMU

CZYLI  PO ŚLĄSKU

..............................

wiadomości pochodzą z internetu ale i nie tylko

HANYS I HILDA

- czyli zolyty  po śląsku

 

Idzie Hanys na zolyty,
biere pukiet i maszkiety,
ancugi, bindry przebiyro
bo do Hildy sie wybiyro.

Brylantyną kudły natar,
spocioł przi tym sie jak Tatar,
łoblyk se czorne szczewiki,
zapion westa na knefliki.

Drogom chcioł jechać na kole
myśli bliży je bez pole,
jak sie pylnoł boł roz dwa,
przed dźwiyrzami trefioł psa.

Pies na niego, łon sie zwyrtnoł,
wywaloł sie przekopyrtnoł,
że giczale niy połomoł
bez to cołki pukiet złomoł.

Jak ło schody łupnoł gowom
nigdy już nie bydzie sobom,
gwiozdka mu sie pokozała
szwarny słodki dzióbek miała.

Hanus bebło -je żech w niebie
Hildzie daleko do ciebie,
łostoń przi mje roztomiło
bydzie sie nom fajnie żyło-

Na to Hilda sie wkurzyła
po kicholu go zdzieliła,
a Ty giździe zatracony
idź kaj indzi szukać żony.

Jo gryfno wyzgerno tako
idź mi zaro stąd pokrako,
i podziwej sie do zdżadła
bydziesz widzioł kupa sadła.

Tak to Hilda mu nazdała
no bo ło tym niy wiedziała,
Hanys dzisiej godoł z ksiyndzym
bo chcioł żynić sie czym pryndzyj.

Weseli mioł zamówione
i pieszczonki dwa kupione,
kej sie Hilda rozciepała
to starom pannom łostała.


parę znaczeń :
zolyty - randka
pukiet  -bukiet
maszkiety-  słodycze
kudły - włosy
szczewiki -buty
bebłać - mówić bez ładu
wywalić sie - przewrócić się
giczale  - nogi
gizd  - hultaj, nicpoń
nazdać  -  przemówić do rozumu
szwarno  - ładna
gryfno  - piękna
kupa - dużo
zdżadło - lustro

( wiersz -p. Renia, Serwis Miłośników Poezji,Grupa autorów BEI" Kobieta.pl)

 

 1.

 

JAK   MAŁY   MIKOŁAJ

WITA   PANA   PREZYDENTA

Mały, 4-letni Mikołaj Dziedzic pochodzi a Góry koło Pszczyny. W 2012 roku został dziecięcym ślązakiem roku.   Po swoim występie w konkursie "Po naszymu czyli po śląsku" ,na którym przyćmił wybory w katygorrii dorosłych, owacje przyjął na stojąco po czym wziął sobie lizaka i zajął się swoją zabawką , jak pisały media. 




 

... Fraszołka ...

Jak kto loto na zolyty,
To pamiyntać musi przi tym,
By sie w piorka fest wystroić
I tym, czym sie do, pochwolić.
Ludzie pszajom bogatymu
I w gymbie przemondrzałymu.
Jak chop mo auto, chałpa, komputer...
Wyboczom mu, że je darymny futer!

..............


 


 


 


 

 

Rombał górnik klocek, romboł go pod ścianą,
I przy tym rombaniu, ciulnął sie w kolano.
Że go zaskoczyło te nogłe zdarzynie,
Na wcześniejszy wyjazd, dostoł przyzwolynie.
Poszoł se przekopym, jak mamlas po szynach,
A tu na zakryncie - dup! w niego maszyna.
Kiedy se obejrzoł, za siebie do zadku,
To by boł uniknął, przykrego wypadku.
Stanął i nadepnął, na kulok urżnięty,
I gwóźdź zaruściały, wlozł mu aż do piynty.
Musioł borok siednąć, na okorków kupie,
Zaroz poczuł drzyzga w swojej chudej dupie.
Górnik aże skoczył, hełm mu zlecioł z gowy,
I ciulnoł tom gowom, w ring łod obudowy.
Buła mu wylazła, na pośrodku glacy,
Stracił równowaga, i ciulnoł na cacy.
Jak lecioł na plecy, chycił za kolyjka,
Paleec mu przytrzasła, jakoś k... belka.
Chycił za betonik, kery wisioł z kraja,
Betonik wyleciol, i dostał nim w jaja.
Droty co sterczały, wlazły mu do miecha,
Trza mieć k... noga, pierońskiego pecha.
Jeszcze zdonżył chycić, jakoś deska z tyłu,
Półka go przytrzasła, i ćwierć tony pyłu.
Godajom wypadki - że chodzą parami,
Jako to jest prowda, to widzicie sami.
Tak jest niebezpieczno robota górnika,
Nie rób nic na dole - unikniesz ryzyka.



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

                            .......................................................







... Fraszołka ...

W jednym chlywie miyszkoł woł.
Mało żar, jeszcze mnij pioł,
Chyntny za dwóch do roboty.
Małe były z nim kłopoty.
Ale roz sie zmiyniył woł!
Wiyncyj żar i wiyncyj pioł,
A robioł co sie opłaci
I...
Padali mu: "Honor tracisz"!
Woł sie nowe znod zadanie:
Robi w Betlejym za łogrzywanie!

................................

2.

KAWAŁY  PO  ŚLĄSKU

 

abo jak kto woli wice po naszymu

JEDYN-JEDYNY ROS

...KOŃ  BY SIE  UŚMIOŁ ...

WICE  Z  GÓRNEGO  ŚLĄSKA

...WICE  PO  ŚLĄSKU   4 ...

"KARBITKA"

... WICE  PO   ŚLĄSKU  3 ...

... WICE  PO  ŚLĄSKU  2 ...

  ... Fraszołka ... 

A dyć, te Ślonzoki,
To śmiyszne boroki!
Nojprzod we powstaniach
Z Niymcali sie biyli,
A potym do Rajchu
Tak chyntnie jeździyli!

Tak to już je łod Mojżyszo,
Że sie ludziom w gowach miyszo.
Egipskie chcom przelyźć wrota
I czcić cielika ze złota!

 

........................

...śląskie  wice   ciąg   dalszy ....

Spotkało się roz dwóch niemądrych.
- Ty Ziga - pado jeden - jo bych ci coś pedzioł, ale sie strasznie boja !
- No to godej, przecież ci nic nie zrobia !
- Tyś nie mioł ojca Ziga !
- Aleś ty głupi Alojz ! - Joch ich mioł więcej niż ty !

 

Roz Antek z Franckiem poszli do restauracji. Tam zamówili kotlety. No ten kelner im po jakies chwili przyniósł. Ten jeden kotlet ale był większy. Antek se go zaroz doł na talerz. - Polekku, polekku - pado Francek - po jakiemu akurat ty ten wiekszy bieresz? - A ty jakbyś zrobił? Pyto Antek - No jo by na pewno wzion ten mniejszy! - No to co chcesz? Joch zaroz tak pomyśloł i bez toch wzion ten większy!

 

Warszawiak, Ślązak i Kaszub pojechali na wczasy do Egiptu. Gdy płynęli łódką, wyłowili z wody gliniany dzban z dziwną pieczęcią. Po chwili złamali tę pieczęć i z dzbana wyleciał Dżinn.
- Uwolniliście mnie, spełnię wasze trzy życzenia. Po jednym na każdego.
Kaszub:
- Ja tak kocham Kaszuby... Niech zawsze woda w jeziorach będzie czysta, ryb będzie pod dostatkiem, a turyści niech będą porządni i bogaci.
Dżinn:
- Nudnawe życzenie, ale jak chcesz. Zrobione.
Warszawiak:
- Wybuduj dookoła Warszawy ogromny mur, żeby odgrodzić moje miasto od reszty tego zacofanego kraju i żeby żadni wsiowi mi tu nie przyjeżdżali.
Dżinn:
- OK. Zrobione. Teraz ty - Dżinn zwraca się do Ślązaka.
Slązak:
- Powiedz mi coś więcej o tym murze wokół Warszawy.
- No, otacza całe miasto, jest betonowy, wysoki na kilometr i szeroki na trzy kilometry u podstawy. Mysz się nie prześlizgnie.
Slązak:
- Dobra. Nalej wody do pełna.

 

Poszedł górnik do spowiedzi. Coś tam poopowiadał i po chwili
zastanowienia mówi:
- Prosza ksiyndza, jo mom jeszcze jedyn taki grzych, ino sie wstydza
pedzieć...
- Godej, synu. Miłosierdzie boskie je niyłograniczone.
- Prosza ksiyndza, jo je ze Sosnowca...
- To niy grzych, synu. To gańba!

 

Przychodzi facet do sklepu i pyta:
- Jest mąka?
Sklepowa odpowiada:
- Mielim
- To poproszę 2kg
- Mielim wczoraj

 

Gornik wpadł do szybu w kopalni, przerażeni koledzy nachylają się nad
czeluścią...
- Francik... żyjesz?!
- Żyja - odpowiada Francik.
- Mosz złomaną nogę?
- Nii...
- To może ręka?
- Niii...
- To dlaczego nie wychodzisz?!
- Bo jeszcze lecaaa...


Alojz skończył robota, ale nie chciało mu się dźwigać łopaty, więc zostawił ją na podszybiu, a na łopacie napisał: "Francik, weź mi na wierch łopata, bo żech jej zapomnioł".
Następnego dnia zjeżdża na dół, łopata dalej stoi, a obok napis:
"Alojz, nie gorsz się, ale jo jej nie widzioł".

 

Roz jeden dochtór badoł dzieci. No i wlazła matka z małym dzieckiem.
Dochtór zbadoł , pooglądoł i pyto:
- A odra już dziecko przechodziło?
- Nie panie dochtorze ! My są zza Buga ! - pado kobieta.

 

W świetlicy GS trwa spotkanie przedwyborcze. Kandydat na senatora mówi do zgromadzonych:
- Chcę was uwolnić od komunizmu, anarchizmu, klerykalizmu...
- A macie panocku coś na reumatyzm?

 

Siedzi se syneczek przi kałuży i pije ta woda.
Na to przichodzi tako stareczka we plyjdzie i pado mu:
- Synek, nie pij tyj wody, bo to je sam maras, puć sam ino do mie, dom ci szolka tyju...
- Proszę, co pani mówiła?
- A nic, nic, pij, pij goroliku, pij...

Antek i Francek wybrali sie do fryzjera. Antek pado po drodze: - Ty Francek, jakbyś mi tak gwóźdź wbił do głowy, to by se fryzjer zepsuł maszynkę, wyłomoł by zęby, zrobimy to? - Dobrze pado Francek, bierz i wal! Antek wziął gwóźdź i chce wbić, ale Francek coś sie zatrząsł. - Co to? Strach cie oblecioł! - Nie, ino tak myślę, żebyś tego gwoździa nie minął, bo bych wtedy pieronie prosto w łeb dostoł

 

Spotkoł roz kolega drugiego i pyto go:
- Cóż tam u ciebie słychać?
- Ano starzeja sie i chca się ożenić, coby mi kto mioł aby oczy zawrzeć.
- No wiesz - pado kolega - jo ci powiem prowda. Miołech dwie baby, ale one mi dopiero oczy otwarły!

 

W szkole pyto sie rechtór dzieci:
- Po czym dzieci poznomy czy kura jest staro czy młodo?
- Po zębach panie rechtór - pado Alojzik.
- Przecież kura nie mo zębów!
- No to jest szczero prowda, ale my momy zęby panie rechtór!

 

Górnik Ecik po raz pierwszy wyjechał ze swoją Trudą nad morze. Wchodzi na plażę i mówi do żony:
- Q*.*a, Truda, patrz ile tej wody!
- Q*.*a, Truda, patrz jakie piękne drzewa!
- Q*.*a, Truda, patrz ile tu ludzi!
Podchodzi Gostek:
- Pan jest ze Śląska?
- Tak, a skąd pan poznał?
- No po tej q*.*ie.
- Widzisz, q*.*a, Truda, na Tobie to się każdy pozna, nawet taki, q*.*a, Gostek.

 

Jeden górnik wyjechoł se na wczasy, nad morze. Już się w maju o niczym nie godo ino o tym, kto kaj jedzie i wiela forsy wźnie. No i ten górnik pojechoł, wyleżoł się tam, no i nazod do dom trza jechać. Wzion wom flacha, i rano leci nad morze i wlewo tam wody morskiej. - Ale panie kolego - pado mu jeden warszawiak - po co panu ta woda? - Ano wiecie, moja stara nie widziała jeszcze morza, niech by chociaż jakieś pojęcie o nim miała!

 

Przychodzi sprzątaczka na skargę do dyrektora kopalni i mówi:
- Wiycie dyrektorze, jak żech wczoraj myła schody to na samiuśkim końcu, przy ostatnim schodku, jak byłach tak schylono, przilecioł jakiś górnik i tak mnie skrzywdził od zadku że szkoda godać!
Na to dyrektor:
- To czemu żeście nie uciekali?!
A na to ona:
- Kaj, na te pomyte?!

Truda rozwiązuje krzyżówka, w pewnym momencie pyto chopa:
- Alojz ty mi powiesz jedno hasło?
- Pewnie że powiem - godo Alojs - A jakie?
- Szpara u kobiety na cztery litery - czyto Truda
Alojs pyto - Pionowo czy poziomo?
- Poziomo
- A to już wiem, to będzie PYSK.

 

Teroz to wszędzie na całym świecie zamiast ludzi wprowadzają maszyny. Jo nie wiem czy to dobre, ale tak ponoć jest. Roz też przyszła komisyjo zwiedzić taki nowy zakład i ten kierownik ich oprowadzo, pokazuje wszystko, a potem to pokozoł im blank nowe instalacje i pado:
- Ta instalacjo zastępuje aż sześć ludzi.
- Och! - godo komisyjo. _ A kto je obsługuje?
- Siedmiu specjalistów - pado kierownik.

 

Fąfara wpada do księgarni i sapiąc, pyta sprzedawcę:
- Czy to pan sprzedawał wczoraj mojej żonie książkę kucharską?
- Ja, a co się stało?
- Zaraz pan się dowie. Idziemy do mnie na obiad.

 

- Piekorzu, mocie suche bułki?
- Mom synku, mom.
- To dobrze wom tak, mogliście je sprzedać jak były świeże!

 

Idzie niewidomy przez las wali w drzewo.Mówi
-Oj, przepraszam panią. I idzie dalej.
Znowu wali w drzewo. I mówi.
-Oj, przepraszam. Idzie dalej.
Sytuacja znowu się powtarza i mówi.
-Ale ta pielgrzymka jest wielka.

 

Jeden chłop wpodł do wody i zaczął się topić, W tym przylecioł taki tłusty kapelonek i wyratowoł chłopa. Ciepnoł mu kryka, chłop ją chycił i wyszedł z wody.
- No teroz jakeś śmierci uciekł, powiedz mi człowieku dobry jakieś to myśli mioł?
- Jo se pomyśloł, jakbych tak ta kryka puścił to byście ale trzaśli na dupa.

 

Roz jeden synek przylecioł do piekarni i woło:
- Dejcie mi dwie żymły i jedna bułka!
- Przecież to jest to samo - pado piekorz.
- Ale kać tam! Żymła jest żymłą a bułka - bułką.
Piekorz mu sprzedoł, ale jak synek już mioł wyjść ze sklepu, pado mu jeszcze roz:
- No dyć pwiedz mi - a to był piekorz ze Śląska - no powiedz mi czemu to nie jest to samo?
- No bo widzą, te dwie żymły są dlo babki i mojej matki, a ta bułka jest dlo ciotki, a ona jest z Sosnowca.

 

Roz spotkało się trzech kolegów. Wypili se i terozki stoć musieli na przystanku, żeby do dom zajechać. No i ten jeden tak prawi:
- Jakby tak stoła tu moja staro, to by przez drzwi do tramwaju nie wlazła, bo tako jest grubo.
- To jeszcze nic - pado ten drugi. Jakby tu stoła moja staro, to by sie ani tramwaj na szynach nie zmieścił. Przecież jak ida z nią do teatru to kupuja trzy bilety, bo jeden stołek jej nie styknie.
- To jeszcze nic - pado ten trzeci - moja baba jest i tak grubszo. Mo taki fajny stanik, to jak jo go zaniósł do pralni, to mi padali "namiotów do czyszczenia nie przyjmujemy".

 

Roz Francik posłoł swoją starą na wczasy. tyla razy słyszoł, że jest to równouprawnienie, myśloł se: "Niech roz i moja zażyje tych wczasów". No i dobrze. Gustla se pojechała, teraz nazod już przyjeżdżo. Francik z bukietem na dworcu na nią czeko i jak ino z pociągu wylazła, to on ponoć tak ją spytoł:
- Dziubecku a byłaś ty mi aby wierno?
- No toć Franciku - pado Gustla - tak jak i ty mie!
- Koniec Gustla! - pado Francik - już ty mi na żodne wczasy więcej nie pojedziesz!

 

Roz jeden chory umarł i dostoł sie do nieba. Święty Pieter go wpuscił i widzi, że ten nieboszczyk sie smieje i smieje, a wniebie to tam tyla śmiechu nie ma.
- Powiedz mi duszo - pado Piotr - po jakiemu ty sie tak śmiejesz?
- A dyć z tego, żech już blisko od godziny tu w niebie a oni mie tam na dole jeszcze operują!

- Antek pożycz mi 200 złotych.
- No dobrze, ale mom przy sobie ino sto.
- No to dej te sto, a drugie sto będziesz mi winien - pado Francek.

Francik Kichol i Masztalski pojechali do RFN. Po dwóch miesiącach kamraci witają Masztalskiego na lotnisku.
- A gdzie Francik? - pyta Zyguś Materzok.
- On tam zostoł.
- Zostoł? Nie godej!
- Sklep otwarł.
- Po dwóch miesiącach sklep otwarł? - dziwi się Ecik. Powiedz, jak on to zrobił?
- Zwyczajnie, łomem...

Przychodzi uczeń do profesora i zdaję test.
Profesor:Dwója ! ! !
Uczeń: Alee panieee profesorzee jak pochodzę po suficie i po ścianiach to postawi mi pan tróje ? ? ?
Profesor myśli no no.....
Profesor: Dobra
Ucześ wczhodzi wszystko ok.
Profesor: Ok trója
Uczeń: Alee paniee profesorzee jak przelece przez ten pokój to postawi mi pan czwóre ? ? ?
Profesor: Hmm no dobrze
Uczeń przelatuje bezproblemu
Profesor: Dobrze czwóra
Uczeń: Alee paniee profesorzeee jak wejdę na to biurko i nasikam na pana a pan będzie suchy to postawi mi pan piątkę?
Profesor: No w porządku
Uczeń wchodzi na biurko leje na profesora......
Profesor: PANIE CO PAN ? ? ? ! ! ! (PROFESOR CAŁY MOKRY)
Uczeń: No dobraaa może być czwórka.

 

... Fraszołka ...

Wyłysioł pies przi łogonie
I sie niy podoboł żonie.
Wiync sie wziyna psa nowego,
Pudla fest łogoniastego.
Ale dugo sie niy pszoli
Bo sie pudel doł ogolić!

 

..................

 

3.

 

NAJZABAWNIEJSZE  ŚLĄSKIE    SŁOWA

...Niektóre śląskie słowa mogą być zabawne z uwagi na wymowę, inne ze względu na znaczenie lub skojarzenia ....

 

 

Muldać

- inaczej cyckać, czyli ssać.


Muldo się amoloki, bo gdyby je ktoś chciał pogryźć, najpewniej straciłby wszystkie zęby. Ale zanim dziecko zacznie muldać amoloki, to muldo nupla, czyli smoczek, a jeszcze wcześniej przystawia się je do cycka, czyli piersi.

 

Szmaterlok

- motyl


Motyle, jak powszechnie wiadomo, są piękne. A ich śląska wersja? Cóż, można by się spierać, wielu natomiast śmieszy. To jedna z najbardziej zaawansowanych ewolucyjnie grup owadów i druga pod względem liczebności.

 

Wrazidlok

- wścibski typ, który wszędzie się wtrąca.
Wrazić oznacza wsadzić, włożyć, zatem wrazidlok to ktoś, kto chętnie wsadza swój nos. Może nawet zbyt chętnie. Słowo stosowane przy różnorakich okazjach, często wobec dzieci, które np. próbują podebrać łakocie, czyli maszkety.

 

Paciulok

- oferma, fajtłapa, ciamajda.


Znasz kogoś flegmatycznego, kto ciągle coś zawala? Zapewne nieraz usłyszał, że jest paciulokiem. Słowo o twardym, zdecydowanie negatywnym wydźwięku, używane najczęściej tak: Ty, paciuloku!

 

Gynsi pympek

- stokrotka, rodzaj kwiatu z rodziny astrowatych


Czy gęsi mają pępki podobne do stokrotek? Najlepiej sami odpowiedzcie sobie na to pytanie. Piękny kwiatek o owalnych lub łopatkowatych liściach i żółtym środku ma taką właśnie, wdzięczną, nazwę.

 

 

Ciaplyta

- lub ciapulyta,

abo maras  czyli   błoto.


Wyraz częściej stosowany jest jednak przez dzieci, bo dorośli mówią po prostu maras, czyli brud. Jest to jak najbardziej zrozumiałe, bo ciaplyta powinna się kojarzyć ze świetną zabawą, a nie brudem.

 

Żdżadło

- lusterko, zwierciadło.


Hanys powiedziałby, zapewne z przekąsem, że "jego baba to ino sie w żdżadle przeglondo". Nic dziwnego, do tego właśnie służy. Poza tym jest jednym z najstarszych wynalazków cywilizacji. Uwierzycie?

 

Łonaczyć

- coś zrobić , coś robić , coś zrób

jak to połonaczysz to pudymy dudom

jak to zrobisz to pujdziemy do domu.

 

Bonclok

- gliniany  dzbanek.

 

w boncloku starki czymały rozskwarzony szpek.

w glinianym garnku babcie miały roztopioną słoninę.

 

Waszpek

- wielka miska.

 

za sterej pierwej starki sie myły we waszpeku.

Kiedyś, dawno, za starych czasów babcie się myły w dużej misce.

 

Waszkorp

- plastikowy kosz na pranie.

starki w waszkorbie nosiły prani do rozwierzynio.

Babcie dawniej używały plastikowego kasza aby rozwiesić prania na podwórku lub gdy pranie zdejmowały wyschnięte.

 

Klapsznita

- czyli kanapka złożona z dwóch sznit.


W środku może być dosłownie wszystko. Najczęściej wuszt, albo hauskyjza, czyli kiełbasa lub domowej roboty ser smażony. I pamiętajcie, chleba z klapsznity nigdy nie wyrzuca się do kosza.

 

Amolok

- czyli po polsku cukierek miętowy.


Amoloki nazwę wzięły zapewne od smaku i zapachu podobnego do pewnej leczniczej mikstury. I prawdę mówiąc bardziej smakują jak mieszanina ziół z anyżkiem niż mięta. Cukierek jest typem szkloka, czyli landynki.

 

Ryczka

- stołek, krzesełko bez oparcia.


W prawdziwym śląskim domu ryczka jest albo w kuchni, bo siedząc na niej obiera się kartofle, albo w antryju, bo bez ryczki nie sposób ubrać butów. Dlaczego ryczka? Przesuńcie ją po posadzce, to się sami przekonacie.

                    

              ... Nasza śląsko gotka  ...

 

zolyty - zaloty- zolytnik - zalotnik, narzeczony
zaglondać - patrzeć, przypatrywać się, wyglądać z okna
 W zogrodzie dycki je robota! -zogrod, zogrodek, zogrodka - ogród

 Yma - Emma - Yma, yno sie tak gupie nazywo, ale to naprowdy gryfno dziołcha.
yno, yny - tylko - yno robota .. a pijyndzy niy widać!
ynta, yntka - upadek, skok do wody - Jak szczelisz na tym kole ynta, to mi potym z bolokami i bekym niy przyłaź!
Ywald - Ewald

 

 wojok - żołnierz
 waserwoga - poziomica
 wieprzki - agreast, a. prosiaki
 wyrobiać - wydziwiać, wariować

 

umarty, umrzyty, umrzik - zmarły, nieboszczyk
Ujek Wiluś - wujek
ukidany - poplamiony, pobrudzony

 

 tomaty - pomidory
taś, taś, taś... - wołanie na kaczki
tyjater - teatr, trupa aktorska, przedstawienie teatralne

 

szwoczki - krawcowe
 sornik - sarna, jeleń
szczewiki, szczewiczki - buty, buciki
Na zamarzniyntym stowie pokiołzomy sie na szlyndzuchach- szlyndzuchy - łyżwy

 raja - kolejka
Rus - Rosjanin - Rusyjo - Rosja

 

  pyrlik - cięzki młot
ponć, ponci - pielgrzymka
  prask - ciżba, tłum
Pyndala je do pyndalowanio- pyndala - pedał rowerowy
 Ponboczek - Pan Bóg

 

Niykerym stare LOMPY mogom sie przidać.
 Luftowanie - wietrzenie
 lauba - altana, zadaszenie, ganek przy domu

 

 kamela - wielbłąd
krzest - chrzest
 koła - rowery
knipsaparaty - aparaty fotograficzne; knipsować - robić zdjęcia
 kopruch - komar

 

 jscanie - sikanie
Jagodki - porzeczki
 Świynty Jorguś piere sie ze smokiym.

 

idzie to zrobić - można to zrobić
Ignac - Ignacy
inakszy - inny - Łoni maja inakszo chałpa!
indianer - indianer
inkszy - inny
interesantny - interesujący
ino - tylko
ipi - brak piatej klepki - Ty mosz ipi!
ipta - głupek, oferma
istny - prawdziwy- Z ciebie je istny gupielok!
isto - naprawdę
iść pod paża - iść z kimś "pod rękę"
Italok - Włoch - Italoki to kiepskie wojoki!
izba, izbedka - pokój - Dziecka, niy garusić w izbie!
izdebka - pokoik
iże - że

 

 "Godać" znaczy "mówić".
 Alu tu je nagaruszone. "Garus" znaczy "bałagan"
 Glizda - dżdżownica
Zestawić razem G-4 i G-5:
 gorol - nie Ślązak, a. góral
  blank gorol

 

Zefek pojechoł fort.
Hajcło sie i FOJERMANY przijachali ta FOJERKA gasić.
FUSBALERY grajom w FUSBAL.
 FAMILOKI to downiyjsze bloki

 

Z tyj dziołszki to je richtig damulka!

  Dekowanie kościoła; dekować - zakrywać coś, chować się, kryć, a. robić dach

  "Dudlik" zwany też "neclikiym", to kok, dawniej jedyny sposób spinania włosów u śląskich kobiet

  "Dorta" czyli "tort", podstawowe ciasto na gyburstag czyli urodziny.

 

  Spotykając człowieka przy pracy mówi się - "Boże pomogej"! zaś on odpowiada - "Dej Panie Boże!".
 bolok - miejsce bolące, siniak, wrzód
 betlyjka - stajenka betlejemska.
 Bajtle - dzieci
  borajstwo, borok - biedaczek, ktoś komu się współczuje.

 

Apluzyny, apluziny lub apfelziny czyli pomarańcze. Produkt ten jak i nazwa pojawiły się na Górnym Śląsku w XIX wieku.
 Antonik, Antoniczek - św. Antoni, figurka św. Antoniego. Bardzo popularne były malutkie ołowiane figurki tego popularnego na Górnym Śląsku świętego. Figurki te sprzedawano na odpustach w małych puciynkach (pudełkach).
"Afa" w gwarze śląskiej znaczy "małpa" ale także głupia mina. Przykładowo: "Szczylać afy" znaczy robić "głupie miny.
Ale sie aszom! "Asić sie" znaczy "chwalić się"

 

 ... Fraszołka ...

Ludzie ekologio smolom
I sztyjc w piecu mułym polą.
Dymiom domy i kotłownie,
Elektrownie, maszynownie,
W autach z wydychowyj rury,
Lecą w niebo dymu chmury.
W lufcie tym sie trujom ptoki
I uciekajom boroki.

Dobre pomysły bociany mają,
Że sezon grzywczy w Afryce spyndzają!

 

........................

... Fraszołka ...

W cyntrum miasta dnia kożdego,
Trefisz dycki co nowego:
Jedyn żebrze, drugi prosi,
Cygon rzyko, kartka nosi.
Tyn zbiyro na operacjo,
Drugi dzieciom na kolacjo,
Juzaś inny coś sprzedowo
I kaseta wcisko nowo.
Sztyjc promocjo, sztyjc żebranie,
Sprzedowanie, wariowanie!
Już od tego biere s....
e...

...........................

 

4.

ŻORSKIE     ŚLĄZOKI

Materiał pochodzi z Twlewizji Żory TV

Wywiad z Naszymi sąsiadami

Dzielnicy  - OSIN

Panią : ZOFIĄ  PRZELIORZ

oraz Panem : LUDWIKIEM  WRÓBEL

 

5.

 

Wiersze z dzieciństwa

... po śląsku ...

 

"Pan  Hilary"

Loto, tyro pan Hilary. Na dekel mu piere
Bo kajś ten boroczek podzioł swoje brele.
Szuko w galotach, szaket obmacuje,
Obalo szczewiki, psińco znajduje.
Bajzel w szranku i w byfyju
Tera leci do antryju.
"kurde" - ryczy -"kurde bele!
 Ktoś mi rombnoł moje brele!"
 Wywraco leżanka i pod niom filuje,
Borok siewnerwio, gnatów już nie czuje.
Szturcho w kachloku, kopie wkredynsie,
Glaca spocona, cały sie czynsie.
Pierońskie brele na amyn kajś wcisnyło
Za oknym już downo blank sie sciymniło
Dożadła łoroz zaglondo Hilary
Aż mu po puklu przefurgły ciary.
Spoziyro na kichol, po łepie sie klupnoł,
Bo znajdły sie brele - te, co tak ich szukoł.
Czy to niy jest gańba? -Powiydzcie sami,
Mieć brele na nosie a szukać pod ryczkami?
 

ABECADŁO

Abecadło roz z bifyja,
Sleciało na łeb, na szyja,
Bestóż sie fest potrzaskało
i sie cołkiem pofyrtało.

A - ledwo stoi i sapie,
Ą - mo bolok na prawyj szłapie
B - sie coś z basami stało
C - blank sie wnerwiyło
bo Ć - kryski zazdrościyło
że sie aż D - fest dziywiyło
E i Ę - dolne łone wyleciały
i choćby F - wyglondały
G - juz niy chce byc tak gupie
a H - ważne jak magi w zupie
I - sie fet powykrziwiało
i sie blank na J - podało
K - mo
prawo szłapa krziwo
L - sie do Ł - niy łodzywo
M - je choby klopsztanga złomano
N i Ń - robiom na grubie na noc
O - sie koloczym nafutrowało
a Ó - coś na łeb sleciało
P - na jedna szłapa kuśtyko
i bestóż R - łazi z krykom
S i Ś - z rajmatykom dwa boroki
wygły sie choby hoki
T - hut mo za fest srogi
U - je jak pusty garniec ubogich
W - jak colsztok się zgiyło
a z Y - by sie chyntnie sznojder zrobiyło
zaś Z,Ż i Ź - som złe skuli tego
że niy moga stoć za pierwszego.




" Uwe a Willi "

(Paweł i Gaweł)

Uwe a Willi w jednym familoku żyli
Uwe na wierchu a Willi na dole.
Uwe spokojny nie wadził nikomu.
Willi larmowoł choćby w stodole.
To hund, to hazok, ciepoł w nichryczkami,
ryczoł i wrzeszczoł i durch trzaskoł drzwiami.
Znerwowoł sie Uwe i złazi do niego
i pado " Willi, jo nie strzymia tego."
A Willi na to:" Co komu do jemu, co jemu do komu,
ty pieroński giździe jo jest u sie w domu."
Nazajutrz Willi na szislongu chrapie
a tu mu z gipsdeki coś na kichol kapie Zerwoł 
sie z szislonga i leci na góra.
Klup, klup. Zawarte. Filuje bez dziura.
"Herr Jezus" co widzi, cołko izba w wodzie
a Uwe z wędkom siedzi na komodzie.
"Was machst du, Uwe?" "Fisze sobie łowie".
"Ale Uwe, dyć mie kapie po gowie"
A Uwe na to: "Co komu do jemu, co jemu do komu,
ty pieroński giździe jo jest u sie wdomu"


 OSIOŁ  BEZ   TASZY
( po śląsku)

Roz w robocie jedyn osioł,
kajś se swoja tasza posioł.
Kaj na drugiy mioł śniodanie,
sznity dwie i kompot z banie.
Ale głód mioł pieronowy,
i se wzioł za żarcie trowy.
Do dziś zostoł przi tyj paszy,
bo se jeszcze nie znod taszy.

PAULEK    I   GUSTLIK
( Paweł i Gaweł)
( po śląsku)

Paulek i Gustlik razym se mieszkali,
sfady nie mieli, ani se nie prali.
Bo Gustlik to chłop diobelsko spokojny,
nie cisł se nigdy ku sfadzie do wojny.
Dycki gazeta czytoł, albo groł w szkota,
albo se legnął, jak na stary lata.
We swojej izbie na wierchu, był w niebo wzięti,
Jak mioł co lubieł, czyli spokój świenty.

Paulek w tyj chałupie, na dole mioł izba,
i choć do tygo nie chcioł se prziznać,
głupek z niego był fest porąbany,
myśliwca udowoł dycki nad ranym.
Trąbieł w gon sygnały, chytoł haziki,
na fazany strzyloł i na inny ptoki.

Biydok Gustlik przez ty wyrobianie,
głowa mioł wielko, jak na jesiyń banie.
Wali po prośbie, Pauleczku kochany,
być tak trocha ciszi, na każdym ranym,
bo żyje se ciężko, i usnyć nie idzie,
czamu rojbrujesz tak przez całi tidzień?
A Paulek na to: „ Ciś stąd głupio mołpo ,
przeca se mogą robić co chca z moim chałupom”.

Możno ze dwa tydnie od zdarzynia tygo,
w tyj chałupie dzioło se coś blank inkszygo.
Paulek se jeszcze pod pierziną grzeje,
a mu se na łeb coś z gipsdeki leje.
Beztuż jaśni zmierzły i gały otwiyro,
a tu już mokre Mo cały wyro.

Wali na góra, fest znerwowany,
że nie może poleżeć nad ranym.

Klup! A dzwyrza zawrzyte. Przez dziurka kuknoł,
i prawie z nerwów zaroz nie puknoł.
Co zejrzoł? Woda? Co to je? – se pyto
Czymu ti Gustlik w chałupie ryby chytosz?
Na co ci woda w izbie i guminioki?
Po co wędki, kibel, hoczyki i chroboki?
A Gustlik na to :
„ Ciś stąd głupio mołpo, przeca se mogą robic co chca
z moją chałupom”

Taki ze bajeczki tyj morał płynie:
„ Nie być do innych wieprzkiem,
a inni nie bydą do ciebie świniy.


"Murzinek  Bambo"
 W Afryce miyszko Bambo Murzinek.
Blank czorny, mały, lokaty synek.
Czorno mo matka, łojca czornego,
Ujka i ciotka, dziadka i kożdego.
Mo piykno chałpa. By ją zbudować,
Trza mieć patyki, deski i trowa.
Bo przeca lepszyj chałpy nie trzeba,
Jak się rok cały hyc leje z nieba.
Bestoż to nagie są Afrykony
I mało kery je łobleczony.
Bestoż fest dużo se uszporują,

Bo czopek, mantli...nic nie kupują.

Bambo Murzinek, to mądry synek
I niy mo w szkole samych jedynek.
Bo się mądrości wkłodo do głowy
W swyj afrykańskij szkole ze trowy.
W szkole tyj niy ma ławek, tablicy
I gimnastycznej sali by ćwiczyć.
Tam wszyscy afrykańscy szkolorze
Maja się od nos troszyczka gorzyj.
Bo brak im heftów, taszy z książkami,
Bestoż po piosku piszą palcami.
Lecz skuli tego tyż fajnie mają,
Bo im nic do dom nie zadowają.

Jak już Murzinki w szkole głod mają,
To przerwa robią i se śniodają.
Ale niy mają tasz ze sznitami,
Ani sklepiku ze kołoczkami.
Głodny Murzinek se w las zaleci,
By se na drzewie fest pomaszkecić.
Może se urwać figi, daktyle
Lub po banany na drzewo wylyść.
A jak go suszy to zamiast Coli,
Na fest się wielko palma gramoli.
Kaj sie napije bardzo zdrowego
Mlyczka łorzecha kokosowego.

 

Lokomotywa


Julian Tuwim "Lokomotywa" w przekładzie na gwarę śląską
Alessandro Amenta
doktorant polonistyki
Uniwersytet La Sapienza w Rzymie

Źródło: Dziennik Zachodni nr 278,

29 listpada 2002 roku, str. 8

 

Lokomotywa!
Jest na banhowie ciynszko maszyna
Rubo jak kachlok - niy limuzyna
Stoji i dycho, parsko i zipie,
A hajer jeszcze wongiel w nia sypie.
Potym wagony podopinali
I całym szwongym kajś pojechali.

W piyrszym siedziały se dwa Hanysy
Jeden kudłaty, a drugi łysy,
Prawie do siebie niy godali,
Bo się do kupy jeszcze niy znali.

W drugim jechała banda goroli
Wiyźli ze soba krzinka jaboli
I pełne kofry samych presworsztóf
I kabanina prościutko z rusztu.
Pili i żarli, jeszcze śpiywali,
Potym bez łokno wszyscy rzigali.

W czecim Cygony, Żydy, Araby
A w czwartym jechały zaś same baby.
W piontym zaś Ruski. Ci mieli życie!
Sasza łożarty siedzioł na tricie.
Gwiozda mioł na czopce, stargane łachy,
Krziwiył pycholem i ciepoł machy.
A w szóstym zaś były same armaty,
Co je wachował jakiś puklaty.
W siódmym dwa szranki, pufy, wertikol,
Smyczy maszyna może donikąd.
Jak przejyżdżali bez Śląskie Piekary
Kaj wom to robiom kółka do kary,
Maszyna sztopła! Kufry śleciały
I każdy latoł jak pogupiały.

To jakiś ciućmok i łajza!
Ciupnął i ślimtoł sygnal na glajzach.
Mog iść do haźla abo do lasa,
Niy pokazywać tego mamlasa!
Potym mu ale do szmot nakopali,
Maszyna ruszyła, cug jechoł dali.
Bez pola, lasy, góry, tunele,
Dar za sobom samym te duperele
Aż się zagrzoły te biydne glajzy,
Maszyna sztopła i koniec jazdy.

 

NA  LIPA
- NA LIPĘ -

W hyc pod moimi liściami dychnąć se możesz.
Prosza, siednij se tukej, witom cie: Szczynść Boże!
Bo choć słoneczko gynał ze nieba blynduje,
To sie na moich liściach ukrop tyn sztopuje.
Tukej dycki fajnisty wiaterek zawiywo,
A we liściach szpok abo słowik piyknie śpiywo.
Powoniej tyż moje kwiotki. To z nich spijają
Pszczoły, kere potym złociutki miód dowają.
Legnij se tu ku mie! Niych listek mój opowiy
Ci jako bojka, cobyś lepij społ na zdrowie.
Widzisz tera, wiela poradza dać uciechy,
Choć niy rosną na mie jabka ani łorzechy.

..........................

 

Tusty   szwortek! 

Umazany pysk mioł Zepel
Bo już wcis niy jedyn krepel
Ołma krepli narobioła
Bezto rada z tego boła

Kreple w fecie upyrszczone
Na bronotno upieczone
Marmeladom filowane
Pudercukrym posypane

I choć kreplym sie byrkało
Hołdy krepli sie wcinało.
I zaś „Tusty szwortek” momy
Bezto zaś sie nawcinomy.
          

                                                                                                           autor: Roman LABIAK

       ..............................

"Masara"

Z brałzy kożdy korzysto,

A masara chciała być czysto.

W niydziela siadła na czornym murze,

A w poniydziałek toplała sie we zurze,

We wtorek we ajnlaufie chyba,

A zajś we środa – siadła na oberibie,

We czwortek siupła na ciotce Rołzie

A we piontek we tatarskij zołzie,

We sobota – w apfelmusie...

Czy łona sie tak marasić musi?

Co potym miała? Zmartwiynie małe,

Chciała być szykowno, nic niy wyłazi,

Naroz durch siado w belejakij mazi...

łona niy wiy, że to je we mjodzie,

Coby sie wykompać we wodzie.

......................

Ślonsko zima.

Na tym naszym gryfnym Ślonsku,

jak my jeszcze byli mali,

cołki rok - i tyż bez zima,

bajtle po placu lotali.

Po szkole do dom lecieli -

ło niczym innym niy myśleli,

w doma sie gibko przeblykali,

szlynzuchy na szłapy łobuwali,

na plac wyłazili - po cichu rzykali,

coby ich łojce do dom niy wołali.

Myńsze bajtle szlynzuchy rzymiyniym zapinali,

wiynksze do szczewika kluczym przikryncali,

potym sie klojzdało,

tam kaj sie yno dało -

po zamarzniyntym basynie, stowie, jeziorze,

klojzdali te ślonske szkolorze.

Figurówki mjeli dziołchy, hokejówy chopcy,

znali sie wszyjscy – żodyn niy był łobcy,

brali swoje hokejkryki, torman hokejfela,

we hokeja grali bez tydziyń i we niydziela.

Na placach klyjzówki robiyli,

we szułach wartko po nich jeździyli,

na sankach sie woziyli -

żodnego bergu niy łopuściyli,

na nartach sjyżdżali, na dechach skokali -

(ino na nich, tak jak dzisioj niy lotali),

bałwana lepiyli, kulkami sie ciepali -

sztyjc moc szpasu mjeli – nudy niy znali.

dzisioj cołkym inno zima momy,

śniygu po leku niy znomy,

kedyś zima srogo była - łod dzisiyjszyj lepszo,

mróz trzimoł i śniyg leżoł - łod listopada, aż do kwietnio.

Choć wiym, że to niymożliwe –

Wy możecie mi wierzyć,

jako zima za bajtla - na Ślonsku -

chciołbych jeszcze roz przeżyć.

 

 

MOJA  OMA

 
 
 

MOJA OMA SIEDZI DOMA  RYCZKA POD NOGAMI MO

W RYNKACH CZIMIE 5 JEGLICZEK  I SZTRYKUJE SE SZCZEWICZEK

TE SZCZEWICZKI SOM DO WNUSIE  CO SZAPECZKI MO MALUSIE

JESZCZE NIE PORADZI TYRAĆ ALE W LUFCIE CHCE NIMI PRZEBYRAĆ

JESZCZE INSZE WNUKI MO USZTRYKUJE I IM DO

PO SZALIKU I CZOPECZCE KIEJ BYCH JO TAK PORADZIŁA

TO BYCH CWITER SE ZROBIŁA - OMA GODO , POKAZUJE

ALE MIE TO NIE SZTYMUJE 

NA JEGLICZKI ŻECH NABRAŁA

JEDYN ŻONDEK PRZEJECHAŁA  COSIK JEDNAK MI SIE SNUJE

TU ZAŚ ŁOCZKO SZTYJC ŚLATUJE ....

OMA NA MIE TAK POJŻAŁA - DZIOŁCHA TY ŻEŚ TY TO SPPRAŁA!

TAK SIE NIE SZTRYKUJE!!!

- WEŁNA W ŁOCZKO SIE WRAŻUJE

A JO YNO PRZECIEPAŁA  Z JEDNEJ NA DRUGO SJECHAŁACH

BEZ TO OCZKA POTRACIŁACH

A INKSZYCH NIE PRZEROBIŁACH

MOJA OMA TO PORADZI TAM KAJ CZA WEŁNA PRZERAZI

SZTYJC PRZEBIYRO JEGLICZKAMI

SIEDZI Z RYCZKOM POD NOGAMI.

Moja oma --fragment piosenki Oma na motorze - Mirosław Jędrowski

.........................

Gorole na kole  

Na Frynie na jednym kole,
cisnom drapko trzi gorole.
Przi lenkradzie je tyn z glacom,
te dwa ynksze nic niy znaczom.


Glacok richtung tym dwom dowo,
jechać kołym przeca zdrowo!
Krynci w prawo , krynci w lewo
chnet prziwalom w jake drzewo!
Tyn na gystlu je we stresie,
niy wiy kaj ich pieron niesie!?
A tyn trzeci łobum "pszaje",
miyndzy nimi niy ma haje!

Ruda cało łobjezdzajom
wszyske frele podziwajom.
Łoroz kopyrtnyli yntka
z przodku pana,no i dyntka.

Leżom teroz w lazarecie
trzi gorole w jednym becie.
W lazarecie niy na Rudzie
w gorolyji kaś w Ostrodzie!!

.....................

JESIYNNO   PANICZKA
DROBNO PANICZKA JUŻ ZAWITAŁA
Z JARZYMBINY ZAŁOŚNICZKI MIAŁA
SZATY, LIŚCIAMI SIE MIENIŁY ROZMAJTE FARBY NA NICH BYŁY
BRONOTNY I ZŁOTY NAJWYNCYJ TEGO
NIE BRAKUJE TEŻ CZERWONEGO
NA KARKU POCIORKI Z DYMBIONEK A Z KASZTANÓW MO PIESZCZONEK
NA GŁOWIE LIŚCIASTY WINIEC KWIOTKI WPIYNTE
 
 
 
- ASTRY I DOMPKI WZIYNTE ZE ZEGRUTKI
SŁOMIOKI JESZCZE DO WŁOSÓW DAŁA
CO BY NAS TAK PJYKIE PRZYWITAŁA
IDZIE PO ŚWIECIE WSZYNDZI ZAGLONDO
KAJ NIE OŻDŻELAŁO TO SŁONKO ŚCIĄGO
CO BY OZŁOCIĆ KAŻDO GRUSZKA
CO BY OŻDŻELAŁY JABŁUSZKA
ALE NIE YNO SŁONKO NOM DOWO
CZASYM SIE Z NAMI TEŻ I POGROWO
PUŚCI NOM ZIMA I DESZCZ NOM LEJE
A ŁONA WICHRYM PO DWORZE WIEJE
PRZECA TO JESYŃ ZMYNNO PANICZKA
CZY IDZIE PRZY NI WYGRZYWAĆ LICKA
DO CI POZBYRAĆ TO CO UROSŁO
POTYM GRZYJ SIE PRZY PIECU I W DOMA ZOSTOŃ.
       
                                                               autor: Urszula Oślislok
 
.......................
 
Godne Świynta stareczki


W małyj izbetce, zimnyj i ciymnyj
Przi łoknie siedzi stareczka
Gyry jóm bolóm, niy umi łodwiedzić
Małego Dziecióntka w żłóbeczku

Włosy mo jasne jak czysty serwet
Kery na stole sie bieli
Świyczka już ga
śnie, a łóna czeko
Na dzieci, co w świat wylecieli

W Wilijo miała biydno wieczerzo
Ze jednyj żymły makówki
Troszka kartofli, kapusty, ryby
I moczki niycał
e pół szklónki
 

Patrzy bez szyba we inne łokna
Kaj sie chojin
ki miechtajóm
Łónyj, ze łoczów, po bladych licach
Wielke sie płaczki kulajóm

Sama łostała, cni za bajtlami
Serce i ból
rozrywo
Czuje, że życie ś-ni ulatuje
Że, chyba już dogorywo

Naroz sie znodła miyndzy swojimi
Z wieczerzóm na nia czekali
Rano sómsiady, co dó ni prziszli
Zimno jóm w łóżku zastali


Łodwiydzej, pómóż, tym starszym ludzióm
Co kole Ciebie miyszkajóm
Niych sie im ino, po jejich licach
Płaczki z radości kulajóm


/Maria Kotula/
 
........................

 

- Moja Oma Maryja -

"Łogrodek "

Mjała oma łogrodek, dziynnie tam chodziola.
Z wjosny sioła jarzin

a, kartofle sadzioła.
Kartofle sadzioła, gnojym podlywała,
coby fajnie rosło i na zima mjała.
Mjała tyż tam drzewa grusze i jabłonie,
wyglondały pjyknie na bj

oło bjelone.
Kwjotki tyż tam mjała, bo jim bardzo pszoła
z rana je plewjoła z wjeczora podloła.
Po grzondkach tyrała,robjoła porzondki,
coby łogrodek boł fajny, no i jeji grzondki.
Stoła tyż tam ławka pjyknie posztrajchowano
oma na ni niy siodała ,bo boła załotano.
A z wjeczora gibko do chałpy leciała,
bo czekała na nia

dziecek cało zgraja.
Czekoł tyż i opa całkym już wnerwjony,
bo niy było wjeczerzy,ani jego żony.
Oma szybko chleba z tustym naszmarowała
i każdymu do chleba tomata dała
I tak tom tomatom haja zażegnała.

 

.................................

 

 

...  Kiedyś na Ślonsku ... 

Kiedyś na Ślonsku cołkimi dniami,
bjoły hanysy sie z gorolami.
Z godki szło poznać kery je kery,
bezto sie prali jak indjanery.

Chłopy z chłopami, baby z babami,
tłokli sie solo i rodzinami.
Chude szkelety, wyżarte byki
furgaly kable i scyzoryki.

Różne tu boły łomoty i trzaski,
lamynty, przeklyństfa, skomlynja i wrzaski.
W końcu Pon Boczek te larmo usłyszoł,
poważnie sie wnerwioł i wszystkich wymiyszoł.

Malice doł Zynka, Zbychowi doł Hajdla,
wcisnoł gorola rodzinie łod Zajdla.
Hanysa kupjoła se baba z Rzeszowa,
wdowa po jednym górniku z Knurowa.

Jygna łod Dziubów wyszła za wdowca
co Gierek w aktówce go przywióz ze Sosnowca.
Ginter kobjytka wzion se z Czeladz,
Pon Boczek pedzioł: że se poradzi.

Ksiegowo Kowalsko co mieszko w bloku
dostała Hanysa banioka z przetoku.
Zep z warszawiankom krótko jest w związku,
a juz zajyżdżo dziołcha po ślonsku.

Bajtle zaś łod nich próbują mówić
i choć to krojcoki dajom sie lubić.
Małe hanysy lubiom fandzolić
jak chcom znerwować małych goroli.

I teroz już wszyndzie, w kościele i szkole,
som i hanysy, som i gorole.
Jedni chcom drugim sie przypodobać,
bo hanys chce mówić, a gorol godać. 
 




... Fraszołka ...

Wczora audi łoziymdziesiont,
Z Niymiec do moij rodziny,
Przijechoł na praje miesionc,
Ujek z ciotkom w łodwiedziny.

Dość dugo my sie witali,
No i troszyczka naprali.
A ciotka sie pobeczała,
Bo by zaś w Polsce żyć chciała.

Lecz sie rano pluła w broda,
Bo ij przeca marek szkoda!

....................

... Fraszołka ...

W post i popielcowo szczoda,
Tustego nom czwortku szkoda!
Bo choć cholestyrol szkodzi,
To tuste nom chyntnie wchodzi
Gymbom w brzuch! Aże spuch!
Przeca to szkodzi, niy rozumiycie?
No ja! Wy rozum mocie na diycie!

.............................

6.

 

BAJKI  PO  ŚLĄSKU

Czerwony kapturek

 

- bajka w wykonaniu dzieci (tekst gwary śląskiej)

 

NARRATOR:

Kaś za Piekarami, za lasem Dioblina

Fest gryfno mieszkała we chałpie dziewczyna.

Czerwono bluzeczka i przykrótko kiecka

Tak sie oblekała już od dziecka.

 

NARRATOR:

Czerwono chusteczka nosiła na głowie.

Czerwony Kapturek – dziołcha  tak się zowie

I chociaż, co prowda, inksze miała miano

To ino Kapturkiem ją nazywano.

 

NARRATOR:

Trza tu jeszcze pedzieć, miała ona oma.

Ta oma mieszkała w ciemnym lesie w doma.

Kapturek jej nosił obiady w połednie.

Warzyła je mama, no toż były przednie.

 

NARRATOR:

Siedzi roz Kapturek nad ciekawym malowaniem,

A tu mama godo ino jednym zdaniem:

 

MAMA:

Słuchej ino dziołcha, dziś są urodziny

Twej kochanej babci, bez to z tej przyczyny

Upiekłam kotlety, kołocz z serem, z makiem

Zanieś naszej omie, ona zje ze smakiem.

 

TATA:

Lecz musisz dać pozor we lesie na droga.

I musisz uważać, to ci pedzieć mogą

We lesie grasuje paskudne wilczysko.

Tyla moich przestrog. I to chyba wszystko.

 

KAPTUREK:

Posłuchejcie drodzy mamo oraz tato!

Dziękuja za troska i nie ino za to.

Dyć jo sie tak myśla: mom sześ lotek

I bardzo jest dzielny ze Kapturka kwiotek

Już ida do omy, zaniesa kotlety.

I trocha sie byda oglądać niestety.

 

NARRATOR:

Ruszył w las Kapturek, do omy z gyszynkiem

I to musza pedzieć, że szedł trocha z lękiem.

Nucił do odwagi nojnowsze przeboje.

Droga była długo, to i szedł ze znojem.

 

NARRATOR:

Naroz tam kaj rosła bardzo staro brzoza

Coś sie poruszyło. To nie była koza.

Gowa fest paskudno, w gębie zębów kilka

Czerwony kapturek dojrzoł w krzokach wilka.

 

WILK:

Czerwony Kapturku kaj idziesz tak szybko?

Pogodej sie z wilkiem moja droga rybko.

Jo taki samotny, kożdy mie omijo

Już nawet nasłali na mie policyjo.

 

KAPTUREK:

Cofnij mi sie z drogi przebrzydło paskudo!

Dziś mi nic nie zrobisz to ci sie nie udo.

Śpiesza sie do omy bo to od niej święto

Omy urodziny niech każdy panięto.

 

WILK:

Coś tako nerwowo? Jo ino chcioł spytać

Czy do tojej omy tyż mogą zawitać?

Trocha się pogodać o zdrowiu, pogodzie

Bo fajnie by było żyć ze omą w zgodzie.

Więc cie bardzo prosza, powiydz mi czy oma

Jo dzisioj zastana w doma?

 

NARRATOR:

Kapturek pomyśloł „Jakoś dobro dusza

Więc droga do omy chyba wskazać musza”.

 

KAPTUREK:

Babcia miyszko dalej na wielkiej polanie

Jak ją tam odwiedzisz to sie nic nie stanie.

 

NARRATOR:

Wilkowi pociekła już ze pyska ślinka

Bo chcioł zjeść i oma i śliczno dziewczynka

Polecioł na skroty do omy willi.

A czasu nie tracił ani jednej chwili.

 

NARRATOR:

Dolecioł do celu, przeskoczył przez murek,

Bo był już na miejscu co wskazoł Kapturek.

Teroz bydzie horror! Trza pedzieć chyba –

Tyn paskudny basior zaklupoł na szyba.

 

BABCIA:

Jo by chciała wiedzieć, wto na szyba puko

I czego tu u mie starowiny szuko?

Czy to ty Kapturku, mosz do mie jedzynie?

Bo na złego wilka jo dowom baczynie.

 

NARRATOR:

Wilk, wtorymu marsza już zagrały kiszki,

Zawołoł głosikiem cieńkim jak u myszki:

 

WILK:

To przyszedł Kapturek, mom obiad ze sobom

I bardzo sie widzieć chciołbych teraz z tobą.

Więc nie boj sie oma ino otworz dźwierza

Nie ma tukej blisko paskudnego zwierza.

 

BABCIA:

Poczekej kochanie już otwierom zamki

Troch nie dowidza i nie trefiom klamki

Raduja sie bardzo na twoja wizyta

Fuj, to wilk, ostuda, chcesz ty dostać w tyta

Ratunku, pomocy ludzie

Niech mie ktoś obroni przeciw tej paskudzie.

 

 

NARRATOR:

Wilk jednak dość wartko kłapnoł swymi kłami

Pożarł staro oma razem ze laciami

Potem sie do łożka ulegnoł nażarty

Wnet przyjdzie Kapturek. Zaś nie bydom żarty.

 

NARRATOR:

Wtem klupie Kapturek do okien od babci

Wilk sie trocha przeląkł bo już nie mioł kapci

Wartko ubroł szlafrok. Naciągnoł pierzyna

Tako była sprytno gadzina.

 

WILK:

Wlyź dalej Kapturku. Jo mom jakieś bóle

Przywitej sie ze mną jak nojbardziej czule.

 

KAPTUREK:

Źle wyglądosz oma. Mosz coś ze uszami

I chyba niedobrze tyż z twojimi oczami

I jeszcze te zęby. Toż to prawie kły

Przeca to nie oma ino tyn wilk zły.

 

WILK:

Wybocz mi Kapturku, teroz powiym cześć

Dalej żech jest głodny i cie musza zjeść.

 

NARRATOR:

Tukej otwarł paszcza, zaś kłapnoł zębami

I połknoł Kapturka razem z prezentami.

 

NARRATOR:

Te ostatnie sceny zrobiły wrażenie

Nawet w waszych oczach widza przerażenie

Lecz jeszcze nie koniec tego bajania

Trocha cierpliwości, nie chcemy wajania.

 

NARRATOR:

Musicie z nami do końca zostać

Jeszcze się jedna pojawi postać

A jest t o Jurek młody gajowy

Zawsze z pomocą przyjść gotowy.

 

GAJOWY:

Teroz po obchodzie lasu

Do omy zajrza zawczasu

Bo być może oma staro

Potrzebuje czegoś zaroz.

 

NARRATOR:

Wejrzoł gajowy do dom przez szyba

I włos na głowie mu zsiwioł chyba

Tu bowiem dojrzoł wilka co chrapie

I jeszcze flaszka picio mo w łapie.

 

NARRATOR:

Wloz do sypialni, przycisnoł wilka

Brzuch mu rozeżnoł i już za chwilka

Babcia wylazła, za nią Kapturek

Taki był dzielny gajowy Jurek.

 

NARRATOR:

To już jest koniec tej opowieści

Jeszcze słyszałam tak niosą wieści

Że ino momy dobre zwierzęta

Więc teraz wiecie trza to pamiętać.

 

 

opr. mgr Lucyna Kinder,

Miejskie Przedszkole nr 1

w Piekarach Śląskich




 

KOPCIUSZEK

po śląsku

Dawno, dawno temu... za górami, za lasami... w starym familoku mieszkoł Kopciuszek, ojciec, macocha z dwiema cerami...
 Macocha i cery były szpetne jak przodek po odstrzale. 

Kieregoś dnia macocha pojechała z cerami do miasta pokupować klajdy na bal.

Na tym balu książę mioł se w babach pomaszkecić
i wybrać se jedna na baba.  

 A Kopciuszek w tym czasie musioł oddzielić wągiel od mułu.  
Kopciuszek tyż bardzo chcioł jechać na bal, 
ale nie mógł,  bo musioł uwarzyć żur dla ojca. 
 A do tego był tak umazany od mułu, ale tak umazany, 
że macocha kozała mu siedzieć w doma.

I Kopciuszek fest płakoł, siodł na ryczce i ryczoł... ale tak ryczoł, że zrobiła się tako kałuża 
i z tej kałuży wylozł Skarbek i powiedzioł: 
"Nie rycz, pojedziesz."  
Skarbek zmienił się w woźnica i pojechoł z Kopciuszkiem na bal. 
 Jak Kopciuszek zajechoł na bal, i normalnie jak tom wlozł,
to wszystkich szlak trefił, a macocha cało spuchła. 

Kiedy wybiła dwanosto, Kopciuszek uciekoł nazot dudom i na schodach stracił szczewik,normalnie spod mu ze szłapy.

 Na drugi dzień książę wzioł szczewik, który stracił Kopciuszek. 

Siodł na moplika i jechoł przez cały Śląsk. 
Jechoł, jechoł... dojechoł do domu macochy. 
 Zaczoł przymierzać ten szczewik na każdo babsko szłapa.

 

Już tak miał wylazować, dziwoł się a tam w koncie normalnie umazany Kopciuszek.

I tak niechyntnie, trocha go zawołoł: "E, podstow ino szłapa!".

A Kopciuszek się troszka tak onaczył, pado:
"Ja, a kaj jo tam pójda...".
I wtedy oczy mu wylazły. Poznoł jom po akcyncie. 

I żyli długo i szczynśliwie.

 

K O N I E C

Niecały -Zapożyczony tekst: Kabaret Młodych Panów




... Fraszołka ...

Ludzie w świynta wielkanocne,
Warzom jajec pełne kopce!
Kupujom tyż balerony,
Woszt do grzonio i wyndzony,
Jakoś kaczka i rolady
I coś jeszcze na łobiady.
Potym jeszcze apluziny,
Liter gorzołki, parfiny,
Cygarety i kroszonki
I coś jeszcze dlo małżonki.
Zmynczoni tym rychtowaniym,
W świynta drzymiom na tapczanie.
Wiync sie pytom: O Gupoto!
Czy zmartwychwstoł Chrystus po to?

..............................

... Fraszołka ...

Starzik kurził fest i pioł,
A i tak se sto lot żoł!
Choć bez kurzynio i picio,
Miołby jeszcze wiyncyj z życio!

..................................

 

 

7.

 

SŁOWNIK   ŚLĄSKI

NA  WESOŁO

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>      <<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

 

....Dużo śląskich słów pochodzi z nimieckigo abo czeskigo czy słowackigo....

...słowa są bardzo zbliżone i podobne...

 

 

GODAĆ – to sie godo, po polsku mówić

Gotka ślązoka to jest coś co nas wyróżnio

i muszymy jom kultywować uczyć młodych gotki by nie zaginyła

 

BAL – to sie godo, po polsku piłka

Najwięcej w bal grajom synki.

Dziołchy wolom pobawić się innymi graczkami.

Bal jest jednym z najważniejszych przedmiotów na Śląsku.

 

 

KLACHY – to sie godo, po polsku plotki

Klachy to som wtedy jak spotkają się dwie baby.

Siednom se kaś w siyni na ryczce i ło czymś se rozprowjajom. Klachy to je inaczyj gotka, rozmowa.

Chłopów tyż dotyczą klachy.

 

 

BIFYJ – to się godo, po polsku kredens

Był to kejś jedyn z najważniejszych mebli w doma,

Był on w każdej śląskiej kuchni.

A w kuchni nie yno się jadło-tam się też rozprawiało,

Abo klachało-wynkszoś czasu spyndzało sie w kuchni kaj był też

Byfyj,ryczka,roma.

 

 

GARDINA – to sie godo, po polsku firanka

W śląskij izbie musi być Gardina

Bo każdo baba by była choro jak by i nie było.

 

 

  FAJRANT – to sie godo, po polsku wolne

Po skończyniu roboty je właśnie fajrant

To najlepszo rzecz jako może spotkać Ślązoka

Wszyscy w robocie na to czekajom.

Przy tym powiedzyniu wszyscy myślom już o fajnych rzeczach.

 

 

FRELA – to sie godo, po polsku dziewczyna

To je młodo dziołcha- różni się tym łod dziołchy ,

że dziołcha je trocha starszo.Frelka je paniynką i freli zdrobniale godo sie frelka, każdo frelka je dziołchom ale niy każdo dziołach je frelkom.

 

 

GAŃBA – to sie godo, po polsku wstyd

„Mie je gańba” – „Mie je wstyd „

tak godomy sława w kierach momy się wstydzić,

- gańbować

 

KIDAĆ – to sie godo, po polsku polać,pobrudzić,poplamić

Kiedy praje nie chcemy to sie dycki nom to zdarzo.

Jak momy jako bioło hymdla w niedziela przy obiedzie mogymy sie pokidać abo skidać zołzom ze łobiadu. Pokidać sie idzie byle czym

 

FUZEKLE – to sie godo, po polsku skarpety

Praje każdy kiery rano stowo łoblyko fuzekle

No chyba ,że to je baba to łoblyko rajtuzy

Ale tera taki czasy, że baby ,dziołchy łoblykajom praje zawsze fuzekle bo chodzom w galotach.

 

KIBEL – to sie godo, po polsku wiadro

Tera przeważnie wszyscy używajom plastykowych kibli ale som różne kible ocingowane z hynklym, glancowane z takom emaliom

 

 

HUT – to sie godo, po polsku kapelusz

Huta te słowo wziyno sie z niemieckiego

Godajom też kapelka abo kłobuk

 

 

LEGNOŃĆ   SIE abo SE LYGNYĆ

 – to sie godo, po polsku położyć się

Wzyno sie to z niemieckiego „ łod legen”

Ida se legnyć do wyrka i przykryja sie pierzinom.

 

GYSZYNK - to sie godo, po polsku prezent

 Ida na weseli i musza kupić gyszynk

dać gyszynk komuś

 

 

SZTROM - to sie godo, po polsku prąd

 

 Jak ni ma sztormu to je klynska

Lodówki nie idom ,pralki stojom ani dzicku nie poradzi sie nic uwarzyć  a stary też narzeko bo nie umi nic zrobić w szopce.

 

BRATRUŁA - to sie godo, po polsku piekarnik

 

 W bratrule pjeczymy babka abo jakiś ciasto inne.

W bratrule mogymy też upjyc kura abo gynś.

 

BETLYJKA - to sie godo, po polsku stajenka, szopka

 

 Kiedyś w kożdej śląskij chałupie musiała być betlyjka to była tradycyja

 

PSIŃCO - to sie godo, po polsku tela ,co nic.

 

Ni mosz nic to właśnie psińco,

Abo jedyn godo do drugiego :

-coś to godoł a tyn drugi odpowiedo ,że psińco

czyli nic

 

KAMRAT - to sie godo, po polsku towarzysz,kolega,przyjaciel,kompan.

 

Kamraty spotykajom sie na piwie

Rozprowiajom o rozmajtych rzeczach

Kamraty grajom w szkata jak majom wyncyj czasu

A ich baby ,w tym czasie szkubjom pjyrzi i klachjom.

Tera to pjyrzo sie już nie szkubie bo som gotowe kołdry ,kejś  każdo dziołcha dostała pierzyna ze pjyrzo we wianie.

  KADŁUBEK - to sie godo, po polsku domek dla ptaków, budka lęgowa

 

Powjeś tam na tej gałynzi tyn kadłubek.

Jak sie wyklujom te ptoki w tym kadłubku.

 

KRAŁZA - to sie godo, po polsku słoik

 

Musza pomyć te krałzy

bo byda zaprawjać te śwyntojonki i wiepszki a potym jeszcze te myjsze krałzy na pozimki

 

BRYLE - to sie godo, po polsku okulary

 

Nikierzy godajom też brele

Piyrsze brele to były binokle i chyba sie przez ni zaglądało jak przez lupa bo trzymało się ich w rynkach.

 

 

MACHER - to sie godo, po polsku złota rączka

 

Godo sie tak do jakigoś chłopa

kiery umi zrobić praje wszystko

a najwjynksze szczyńści to je wtedy, jak mo sie takiego w doma.

 

GELTAG - to sie godo, po polsku wypłata

 

Dostowo sie go kej sie kajś robi  ,tak jak napszykłod grubie

abo  sklepie, nie idzie bez gieltagu żyć.

Śląski chłop co miesiądz Mo go przynosić do dom.

 

GIWERA - to sie godo, po polsku strzelba, karabin.

 

Po Śląsku jeszcze mogymy pedzieć flinta.

Flinta mo tyn co je policjantym abo fesztrym

 

 

MYCKA - to sie godo, po polsku czapka

 

Po Śląsku jeszcze mogymy godać czopka.

Jak sie mycka do na głowa, to sie mo jom łogrzono.

 

 

HERCKLEKOTY - to sie godo, po polsku szybsze bicie serca lub kołatania serca.

 

Momy je jak pryntko idymy pod góra

abo jak nie umjymy wlyź po schodach na wyrch,

 

 

  KNEFEL - to sie godo, po polsku guzik,przycisk

 

Godomy też po Śląsku knefel na kogoś,

Kiery je mały czasym na małego godomy też kurdupel ale knefel momy praje przy każdym mantlu, knefel też mogymy przyszyć jegłom.

 

BAMOŃCIĆ - to sie godo, po polsku zwodzić kogoś , mącić w głowie

 

Jak  synek  w głowie dziołsze bamońci

To czasym może z tego wyńś weseli.

Abo zbamońcić idzie tyż  jak sie komu gupot nałopowiado a tyn drugi w to uwierzy.    

 

                  GRYFNY SYNEK-GRYFNO DZIOŁCHA - GODO SIE TEŻ SZFARNY,SZFARNO

-to sie godo po poksku  ładny chłopak,ładna dziewczyna, urodziwa, piękna

Ta dziołcha od tego Edka je gryfno...

a ta jego drugo cera tyż je szfarno.

 

MANTEL- to sie godo po polsku  płaszcz

jak jedno dziołcha kupi se fajny mantel to drugo i zawiści, mantle som różne czorne, bordowe- mantel czasym też może być popuczony.

 

LIPSTA – to sie godo po polsku – narzeczona

Ta moja lipsta je szfarno fest a fest.

FUSLAPY – to sie godo po polsku – onuce

Te fuslapy se wezna na gruba

PUKIEL – to sie godo po polsku – garb

Ale tyn wielbond mo pukiel  abo

nie stawiej Andzia takigo „pukla”

 

STARKA,STARZIK to sie godo po polsku – staruszka,staruszek

Starka idzie do kościoła pożykać

Ta starka i tyn starzik som już wiekowi

 

ZWOLA – to się godo po polsku – zezwolenie,wyrażenie zgody

Jo mu doł zwola wypić se sznapsa.

Żyń się synek, mosz moja zwola!

 

ŻABIOK– to się godo po polsku – bajorko

W tym żabioku wcale ni ma ryb abo

Ale się tu zrobił żabiok

 

CIĄPATY–SMARKATY to się godo po polsku niepełnoletni, 

Nie pyskuj se boś jest jeszcze ciąpaty abo smarkaty

 

 

CIĄPATY–SMARKATY to się godo po polsku niepełnoletni, 

Nie pyskuj se boś jest jeszcze ciąpaty abo smarkaty

 

BRUŁZUPA – to sie godo po polsku – zupa chlebowa,

z czosnkiem , zupa „wodzionka”

To je tako zupa kaj sie dowo czosnek, chyb no i musowo

muszom być szpyrki 

 

GRACZKI – to sie godo po polsku – zabawki

Godomy do dzieci pochowejcie te graczki

Bo zaś żeście to porościepowali

 

RYCZKA – to sie godo po polsku – zydelek

Można też powiedzieć małe krzesełko

Siednij se na tej ryczce i bydymy szkrobać zimioki

 

SPODNIOKI to sie godo po polsku – kalesony

Tyn starzik niech se oblecze te spodnioki

bo zmarznie

 

HOŁZYNTREGI – to się godo po polsku – szelki

A oblecza se te hołzyntregi bo mi galoty spadną

Tyn je taki tyngi że musi nosić hołzyntregi

 

BIGIEL– to się godo po polsku – wieszak na ubrania

Dej mi tyn bigiel bo se powiesza koszula

Na tym czornym biglu powiesza se galoty

 

SZTRAM to się godo po polsku prosto 

Ale ta dziołcha je sztramsko

abo jak ona sztramsko idzie

 

GLAJZY to się godo po polsku szyny

Po glajzach jedzie pociąg

 

SZTAJGIER– to sie godo po polsku – sztygar

Tyn sztejgier zas mi doł tyle roboty że strach

ZAMT – to sie godo po polsku – sztruks

Ta dziołcha mo zamtowo kecka

Tyn synek mo fajny zamtowy kabot

 

KNIF – to sie godo po polsku – sztuczka,sposób

Czy ty mosz na to jaki knif

 

SZASZEK to sie godo po polsku – Człowiek szybki w działaniu

Ś-niego je taki szaszek, nojprzód robi, potym pochopi

 

SZATY – to się godo po polsku – suknia

Jo se kupiła fajne szaty na ta muzyka a ty?

te szaty mom już za ciasne

 

MUZYKA – to się godo po polsku – bal, zabawa

Na tej muzyce grała nom fajno kapela

I w tych szatach mi się fest fajnie tańcowało.

 

SZRANK to się godo po polsku szafa

Wroź  tyn mantel do szranku

 

SZPERHOK to się godo po polsku wytrych,hak 

Przynyś tyn szperhok to mono to puści

 

KOŁKASTLA to się godo po polsku węglarka

Cza nabrać do  kołkstle wyngla i zańyś ku piecu

 

SZPEK to się godo po polsku słonina

Dej trocha tego szpeku do tej brołzupy

 

SZPORKASA to się godo po polsku skarbonka

Byda zbyrać do szporkasy i kupia se fest fajne galoty

 

BRIFTASZA to się godo po polsku portfel na dokumenty , z przegródkami

Dom se do briftaszy te prawo jazdy

TASZA to się godo po polsku torebka, torba na zakupy

Wezna ta tasza i puda na zakupy

ŁOSZKLIWE,SZPETNE to się godo po polsku brzydkie, ohydne

Tyn chłop od tej Hyjdle je taki łoszkliwy

Fest szpetny je tyn synek od tej Any

 

PRAJE to się godo po polsku prawie

Praje wczora  byłach u zymbocza

 

DYCKO,DYCKI to się godo po polsku zawsze

Dycko jada ałtym ale dzisio jada na kole

 

LUFT to się godo po polsku powietrze

Musza iś na śwyży luft 

 

FICNADLA to się godo po polsku duża igła

Dej mi ta ficnadla bo poficuja ci te skarpety

 

 

FICUJE to się godo po polsku szyje

Poficuj mi te skarpety bo som fest dziurawe

 

KOCHTIŻ to się godo po polsku szafka nocna

Weś połóż na  kochtiż  tyn grzebjyń

 

 

ANTRYJ  to się godo po polsku przedpokój

Z antryju wlazuja do izby

 

BAŻOŁY to się godo po polsku bagno, moczary

Na tych łąkach som bażoły

 

HYNKIEL to się godo po polsku uchwyt

Chyć za tyn hynkiel i zanyś tyn kibel do izby

 

FLOSTER to się godo po polsku plaster

Floster je mi poczebny jak się urzna

 

ŁOKOLNIK to się godo po polsku słupek

Stoji baba przy łokolniku i plotkuje

 

 

ROZPROWIAĆ to się godo po polsku opowiadać, mówić

Porozprowjom ci jutro jak przyda do ciebie o tej Hyjdli

 

 

KITEL to się godo po polsku krótko biało koszula,  biały fartuch doktora

Idzie tyn w tym bjołym kitlu

 

SZPYNDLIK to się godo po polsku szpilka

Przypnij tym szpyndlikym tyn obrozek

 

JEGŁA to się godo po polsku igła

Podej mi ta jegła to poszyja ci te spodnioki

 

ZICHERKA to się godo po polsku agrafka

Tom zicherkom zepna  gardina

 

BONCLOK to się godo po polsku garnek gliniany

Najlepi do boncloka zakisić łogorki

abo czymać w nim szpek

 

TYJ to się godo po polsku herbata

We antryju na byfyju stoji szklonka tyju

 

APLUZYNA to się godo po polsku pomarańcza

Dobrze je se zjeś apluzyna

 




 ....WICE .....WICE....WICE .....

 

- Franek ,ponoć żeś sie ożenił?

- Ano, prowda.

- No to musisz być szczęśliwy?

- Ano, musza.

- Od dzisiej sie dzielymy robotą pado żona od górnika. Dziecko je nasze i roz ty go kolybiesz a roz jo. W nocy żona budzi swojego chłopa i podo :

- Józef, mały ryczy!

- To se kokolyb twoja połowa a moja niech ryczy.

 

Przyszoł roz górnik z szychty i tele co wloz do izby wdepnął do kupy, bo to dziecek w doma było pełno. A baba na to :

- Ty mamlasie jedyn, to jo tu cały dzień już chodza wele tego , a tyś yno żeś wloz i zaroz prosto w gówno.

 

Antek , czy ty wiysz jako jest różnica pomiędzy psem a babom?

- ?

No widzisz, baba to na swojego szczeko a do cudzego się przymilo a pies na opak!

 

 

Jedna baba przyszła roz do wróżki i pado, że nie umi z chłopem  swoim wytrzymać.

-Nie troćcie cierpliwości – pado jej wróżka- widza to ,że wasz chłop zginie tragiczną śmiercią i to wnet!

-Ja, to bydą tacy dobrzy i mi wywróżą , czy mie aby prędko uniewinnią!

 

Sędzia pyta na rozprawie :

-Dlaczego to pani udusiała swojego męża ręcznikiem?

-A oni by tak pryntko znodli kawał jakigo porządnego sznura w chałupie?

 

- Panie Gajda czy wasza baba jest w doma?

Ni, przed trzema godzinami poszła do sąsiadki na pięć minut!

 

Jedna dziołcha miała kawalera.Już tu miało być weseli, już szykowali wszystko,a tu dziołcha z płaczem do matki przylatuje i godo :

A Antek to w piekło nie wierzy …i beczy…

- Nic się nie bój – godo matka- ożyni się z tobą, pomiyszko tu ze trzy miesiące , to uwierzy w piekło, aże uwierzy.

 

Roz jedna baba co jej przed rokiem  chłop umarł, zaklupała do bramy rajskiej.

-Kto tam?

-No jo.

Kto?

-No jo,baba od Antoniego Siwka.Chciałabych wos piyknie prosić,cobyście mi pedzieli czy mój Antoń je w niebie.

- My dusze nie poznowomy po mianie- pado jej św. Pieter

yno po tym co wyrzekli jak konali!

- Czekają yno chwilka –baba dumie-zaroz…co też to mój chłop pedzioł.. Acha,już wym. Pedzioł tak: Maryjka,jak mie choć roz po śmierci zdradzisz, to se byda w grobie przewracoł !

-Acha to je tyn, co jest w drugim rzyndzie szósty od końca, tyn co się tu bez przerwy wierci.

 

- Francek!Jak wyglondo pingwin?

No bydzie mioł tak kole metra wielkości i je czarno-bioły

-O,pieronie, to jo chyba musioł w takim razie zakonnica przejechać.

 

Antek co byś padoł jakbych sie tak z Waleską ożynił?

No,nic bych nie padoł!

Ale,jak bych to tak naprowda zrobił?

- To bych był dopiero cicho!

 

Roz jedyn pijany górnik idzie z szynku do dom,ale mu się tak w oczach ćmiło,że jak długi kopyrtnył i leży na ziemi.

Przechodził policjant i pado : - A wy co tam tak leżycie obywatelu na tej ziemi ?

-A dyć przykładom ucho do ziemi bo chca słyszeć czy ci z drugij zmiany już fedrują!

 

Matka Józka,kiery akurat pijany przyszoł,zaczęła na niego bardzo brzydko wrzeszczeć i przezywać :

Co z ciebie za niedobry syn,co za pijus,co za …….

- No dyć matko! Cicho bydźcie,nie wstyd wom? Jeszcze sie sąsiedzi dowiedzom żeście mie źle wychowali i bydzie wom  gańba.

 

- Antek pójdź sie ze mną ubezpieczyć od nieszczęśliwych wypadków,to ponoć tera modne – podo kolega do kolegi.

- Już je za późno!Pado tyn drugi-Już żech się ożynił!

 

Roz to se spotkoł Zeflik kamrata i tak mu padoł :

- Słyszołeś ,że Antkowi baba uciekła?

- Niemożliwe!No i co on na to?

O, teroz to już wszystko dobrze,ale na początku to my sie boli,że on z tej radości blank zgupieje – pado Zeflik.


....................

 

... Fraszołka ...

Dieta fest łodchudzanego,
To przeca je nic trudnego!
A jak już mi głod doskwiyra,
Pija kawa jak siykyra,
Zakurza sie cygareta,
Dźwigna piwo, szczela seta.
Gdy to jeszcze niy pomoże,
To sie wosztu zjym w komorze!
Tak to dziynnie pościć szłoby,
Yno szkoda mi wątroby!

 

............................

 

... Fraszołka ...

Starzik kurził fest i pioł,
A i tak se sto lot żoł!
Choć bez kurzynio i picio,
Miołby jeszcze wiyncyj z życio!

............................

Fraszołka

Coby smak na jabka zabić,
Poszoł Hynio jabka habić.
Ale somsiod go wystraszoł,
Jak na drzewie dziedzioł z taszom
I jak uciekoł bez płoty,
To potargoł sie galoty.
Te życie to sztyjc kłopoty!

.................

... Fraszołka ...

Fest zgorszyli sie w niedziele,
Że sie pierdnył chop w kościele.
A niy ruszo ich, że pije,
Że baba i dziecka bije!

......................

... Fraszołka ...

Jork za straszne wyrobianie,
Dostoł szmary czyli lanie.
By go ku lepszymu skludzić,
By wyszoł synek na ludzi!
A że takie som metody?
Wychowanie to niy słodycz!

.................

... Fraszołka ...

Jedyn orzeł, ptok nad ptoki,
Umysł mioł niyzbyt szyroki.
W telewizjo ślypia wlepiył
I tak swoja dusza krzepiył.
Połoglondoł kryminały,
Pogupiały serial cały,
Komedyje i horrory,
Film fantasy i love story.
Dyć łod tego łoglondanio,
Zmiyniył sie niy do poznanio
I zmarnioł, że patrzeć przikro.
Hned tyż skrzidła mu zaniknom!

................

... Fraszołka ...

Fest sie baba przikozała:
Łod dziś byda szporowała!
Koniec z szinkom i wosztami
I inkszymi gupotami!
Ale jutro zmiyni zdanie,
Jak przi fajnym sklepie stanie?

................

... Fraszołka ...

Łod roboty pokrziwiony,
Poszoł starzik na pyndzyjo.
Dyć hned umar umynczony,
Marudzyniym do znudzynio.
Bo z chłopami som kłopoty,
Jak niy styknie im roboty!

................

... Fraszołka ...

Co takiego nasi fudbalery majom,

że ino w cudzych landach gole szczylajom?

A jak zaś łoblekom z naszym orłym treski,

to jakby zmiynił jym wtoś szłapy na deski

                                     .................

 

       ... Fraszołka ...

                
W zimno jesiyń, w mroźno zima,
Trzeba nom sie zdrowo trzimać !
Wiync jydz czosnek do wszystkigo,
Do zupu i do drugigo
Danio, jydz tyż do śniodanio.
Ale?
Bydziesz ciynżki do wonianio !

 

.............................

 ... Fraszołki czyli Fraszki śląskie znalezione w sieci ...










Czekom na wasz jaki pomys na  ta podstrona - na jaki śląski powiedzyni abo śląski słowo kierego tu jeszcze ni ma, czy też kawał abo mono lepi wic, ale łoczywiście przetłumaczone ze śląskigo na polski  - Piszcie na adres : dpabis@onet.pl piszcie  "po naszymu czyli po śląsku".

 


Darmowa strona domowa na Beepworld
 
Za treść tej strony odpowiedzialny jest wyłącznie jej
autor. Osiągalny jest za pomocą tego Formularza!