jeśli chcesz słuchać nagrania w czasie czytania treści na podstronie  "Ludzie nieprzeciętni Naszej  Dzielnicy -  2  " załącz przycisk"  lub  w/g  potrzeby  wyłącz.

 

 

LUDZIE  NIEPRZECIĘTNI

NASZEJ  DZIELNICY  - 2

 

 

"JESTEŚ  TYM,  CZYM  WIERZYSZ,

ŻE  JESTEŚ "

 

                            Paulo Coelho

 

... Nieprzeciętne zdolności to wyjątkowy skarb, ale czasem płaci się za niego wielką cenę...

 

... KIMKOLWIEK  JESTEŚ, COKOLWIEK  ROBISZ,

JEŚLI  NAPRAWDĘ  Z  CAŁYCH  SIŁ  CZEGOŚ  PRAGNIESZ,

ZNACZY  TO, ŻE  PRAGNIENIE  OWO  ZRODZIŁO  SIĘ  W  DUSZY

WSZECHŚWIATA  I  SPEŁNIENIE  TEGO  PRAGNIENIA,

TO  TWOJA  MISJA  NA  ZIEMI ...

 

                                                                   "ALCHEMIK"

                                                                  Paulo  Coelho

 

 

KIM SĄ LUDZIE NIEPRZECIĘTNI ?

- mają wyrazistą osobowość,
- są zauważalni, charakterystyczni,
              - są osobami inteligentnymi, nadzwyczajnymi,                                  - są osobami wyróżniający się, wybitni, szczególni,                               - są  niezwykli, unikalni, fenomenalni,                                        - to osoby wyjątkowe, niesamowite, niepowtarzalne

- mają duże poczucie humoru, nietuzinkowi,
- potrafią zabłysnąć jakąś wyjątkowo elokwentną ripostą,   

- posiadający umiejętność łatwego i przekonującego posługiwania się językiem;

-  retoryczny, krasomówczy, oratorski;

- bohaterscy, pokorni,dumni,

- o nadzwyczajnym talencie..w dowolnej dziedzinie

 

      SYNONIM - NIEPRZECIĘTNY

- WIELKOŚĆ, WIELKI

- GENIUSZ , GENIALNY

- WYBITNOŚĆ ,WYBITNY

- INNY, NIESZABLONOWY,NIETUZINKOWY,

- ORGINALNY

                                                                         




Aniela i Jan Michalikowie z Rogoźnej razem idą przez życie. Już od 65 lat!

19 kwietnia 2016, autor: wk
 
 
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dostojni Jubilaci - Aniela i Jan  Michalikowie//Fot. UM Żory

 czytaj więcej

Aniela i Jan Michalikowie z Rogoźnej razem idą przez życie ...

p.Aniela Michalik zmarła nagle 03.07.2016 roku-spoczywa na cmentarzu w Rogoźnej.





1.

 

MIROSŁAW  MICHALIK

Ur. 18.06.1973r 

Prof. nadzw. dr hab. Mirosław Michalik Mieszkaniec Naszej Dzielnicy, urodził się 18 czerwca 1973 r. w Rybniku.

Po ukończeniu Szkoły Podstawowej nr 8 w Rogoźnej oraz Technikum Górniczego w Rybniku podjął w 1993 roku studia polonistyczne w Wyższej Szkole Pedagogicznej im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie. Po dwóch latach studiów, kierując się językoznawczymi zainteresowaniami, rozpoczął studia logopedyczne w ówczesnym Zakładzie Logopedii i Lingwistyki Edukacyjnej Instytutu Filologii Polskiej tej samej uczelni. Obydwa  kierunki studiów ukończył w 1998 r., broniąc pod kierunkiem prof. Teodozji Rittel pracę magisterską pt. Językowy obraz PRAWDY w homiliach Jana Pawła II, oraz pracę licencjacką nt. Spójności i struktury dialogów osoby niedosłyszącej. Recenzentami jego pracy magisterskiej byli: ks. prof. Józef Tischner oraz prof. dr hab. Stanisław Koziara.

Po pomyślnym złożeniu egzaminów wstępnych został słuchaczem studiów doktoranckich zorganizowanych przez Wydział Humanistyczny WSP w Krakowie.
Jego rozwój naukowy jako doktoranta przebiegał wtedy trójtorowo.
Po pierwsze, uczestniczył w seminariach, konwersatoriach i konsultacjach w ramach programu studiów doktoranckich. Po drugie, będąc ciągle studentem studiów doktoranckich, wykonywał dydaktyczne obowiązki asystenta w Zakładzie (później Katedrze) Logopedii i Lingwistyki Edukacyjnej Akademii Pedagogicznej w Krakowie. Po trzecie, od 1998 roku pracował jako logopeda w Zespole Szkół Specjalnych nr 10 w Jastrzębiu-Zdroju. Praktyczne zastosowanie wyniesionej ze studiów wiedzy logopedycznej i językoznawczej było przez Niego wykorzystywane w procesie  budowania i usprawniania kompetencji lingwistycznej pacjentów upośledzonych umysłowo, dotkniętych mózgowym porażeniem dziecięcym, niesłyszących czy autystycznych. Obowiązki logopedy w wymienionej placówce wypełnia do dziś.

W 2000 r. wygrał konkurs na stanowisko asystenta w Katedrze Logopedii i Lingwistyki Edukacyjnej IFP AP w Krakowie, a w czerwcu 2001 r. Rada Wydziału Humanistycznego krakowskiej AP otworzyła jego przewód doktorski. Obrona dysertacji doktorskiej pt. Definicja językowo-kulturowa w diagnozowaniu wiedzy semantycznej uczniów  ze szkół specjalnych odbyła się w dniu 25 października 2002 r. Promotorem pracy doktorskiej była prof. Teodozja Rittel (AP Kraków), recenzentami: prof. Robert Mrózek (UŚ Katowice) oraz prof. Jan Ożdżyński (AP Kraków).

 Po uzyskaniu stopnia doktora nauk humanistycznych w zakresie językoznawstwa w styczniu 2003 r. wygrał konkurs na stanowisko adiunkta w Katedrze Logopedii i Lingwistyki Edukacyjnej macierzystej uczelni. Nowe obowiązki dydaktyczne, m.in. prowadzenie wykładów, promowanie prac dyplomowych (w sumie pod jego kierunkiem obroniło się ponad stu słuchaczy podyplomowych studiów logopedycznych, licencjackich oraz magisterskich, nie ograniczyły jego rozwoju naukowego, który w latach 2003-2006 obejmował następujące sfery badawcze:
1) lingwistykę edukacyjną;
   2) pragmalingwistykę,
3) logopedię.

 Zwieńczeniem tego okresu było wydanie monografii
pt. Diagnozowanie kompetencji lingwistycznej ucznia szkoły specjalnej, której recenzentami byli: prof. Zofia Cygal-Krupa z Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz prof. Edward Polański
z Uniwersytetu Śląskiego.

>>>>>>>>>>>

Dodatkowo od roku 2003 jest zaangażowany jako juror Ogólnopolskich Konkursów Recytatorskich w akcję dbałości o poprawność i kunszt wypowiedzi słownych Polaków.

W omawianym okresie wzrosła również jego aktywność organizacyjna na rzecz Instytutu Filologii Polskiej UP – w latach 2003-2006 był Kierownikiem Podyplomowego Studium Polonistycznego, by równolegle – od października 2004 r. – rozpocząć pracę
w charakterze Kierownika Podyplomowego Studium Logopedycznego, obejmującego ośrodki zamiejscowe UP w Limanowej i Przemyślu. Funkcję tę piastuje nieprzerwanie
do chwili obecnej.  

Na lata 2007-2011 przypada rozwój jego zainteresowań teorią relewancji komunikacyjnej, psycholingwistyką i neurolingwistyką. W okresie tym opublikował 15 artykułów naukowych w renomowanych periodykach (m.in. w „Logopedii”, „Studiach Pragmalingwistycznych”) i pracach zbiorowych (np. w Studia Logopaedica, Studies
in cognitive semantics
). Brał ponadto czynny udział w 11 konferencjach naukowych,
z których 3 osobiście zorganizował.

>>>>>>>>>>>>>>

Zredagował także monografię wieloautorską pt. Nowa Logopedia. Biologiczne uwarunkowania rozwoju i zaburzeń mowy.

 Prócz tego był współredaktorem dwóch kolejnych prac zbiorowych: Nowej Logopedii. Zagadnień mowy i myślenia oraz  „Annales Universitatis Paedagogicae Cracoviensis” 92, Studia Logopaedica III: Argumentacja w dyskursie edukacyjnym.

 

Współpraca:  Red. Śniatkowski Sławomir ;                                           Red. Michalik, Mirosław (1973 )  ; Red. Ożdżyński, Jan (1941) 

 

II tom serii NOWA LOGOPEDIA pt.Biologiczne uwarunkowania rozwoju i zaburzeń mowy, monografię wieloautorską pod redakcją Mirosława Michalika.

Wymienione lata to również okres, w którym był powoływany na różne stanowiska naukowe, podejmując się jednocześnie pełnienia funkcji społecznych. W kwietniu 2009 r., wolą logopedów małopolskich, został wybrany na stanowisko Przewodniczącym Zarządu Małopolskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Logopedycznego. W krótkim czasie nowo powstały oddział stał jednym z najprężniej działających w kraju. W tym samym dniu został Członkiem Rady Wydawniczej „Nowej Logopedii” – rocznika o charakterze monografii wieloautorskiej. 10.06.2011 r. podczas walnego zjazdu Polskiego Towarzystwa Logopedycznego został wybrany do Zarządu Głównego tej organizacji.

 

Wcześniej, bo w listopadzie 2007 r., otrzymał powołanie w charakterze członka do Komisji Rozwoju i Zaburzeń Mowy Komitetu Językoznawstwa Polskiej Akademii Nauk. Na posiedzeniu tejże Komisji, w marcu 2011 r., referował założenia powstającej monografii habilitacyjnej, która później otrzymała pozytywne recenzje wydawnicze od prof. Iwony Nowakowskiej-Kempnej z Wyższej Szkoły Filozoficzno-Pedagogicznej „Ignatianum” w Krakowie oraz od prof. Edwarda Łuczyńskiego z Uniwersytetu Gdańskiego.

Przedmiotem rozprawy habilitacyjnej pt. Kompetencja składniowa w normie i w zaburzeniach. Ujęcie integrujące była ocena stopnia przyswojenia umiejętności syntaktycznych przez osoby z oligofazją oraz z mózgowym porażeniem dziecięcym na tle rozwijających się zdolności składniowych dzieci w wieku od 4 do 10 lat. Cele ogólne przyświecające tworzeniu monografii to:

 1) Wyznaczenie norm rozwojowych dla procesu nabywania kompetencji składniowej;

 2) Ocena kształtu i pochodzenia kompetencji składniowej w dyskursie zaburzonym;

3) Wykorzystanie wyników badań psycho- i neurolingwistycznych w organizacji procesu terapeutycznego osób z zaburzeniami komunikacji językowej. Tym samym w duchu integrującej lingwistyki mentalnej składnia była postrzegana głównie jako zjawisko lingwistyczne, neuropsychologiczne, ontogenetyczne oraz logopedyczne.  

 Po napisaniu monografii habilitacyjnej podjął się redagowania kolejnego tomu „Nowej Logopedii”, zatytułowanego Diagnoza różnicowa zaburzeń komunikacji językowej, który ukazał się latem 2012 r. 

 
 

Kolokwium habilitacyjne prof. nadzw. dra hab. Mirosława Michalika odbyło się 24.05.2012 r. w krakowskim Uniwersytecie Pedagogicznym. Recenzentami jego dorobku naukowego byli: prof. Jadwiga Cieszyńska-Rożek (UP), prof. Stanisław Grabias (UMCS), prof. Edward Łuczyński (UG), prof. Stanisław Milewski (UG).

 

Rada Wydziału Filologicznego, po przyjęciu kolokwium, jednogłośnie postanowiła nadać mu stopień naukowy doktora habilitowanego nauk humanistycznych w zakresie językoznawstwa, specjalności logopedycznej.

Od czasów habilitacji jego dorobek naukowy wydatnie się powiększył. Stanowią go obecnie:

2 autorskie monografie książkowe,

  DIAGNOZOWANIE KOMPETENCJI LINGWISTYCZNEJ,UCZNIA SZKOŁY SPECJALNEJ

Autor postawił sobie za zadanie zdiagnozowanie stanu języka uczniów szkoły specjalnej, rozumianego jako kompetencja lingwistyczna, na podstawie tworzonych przez nich eksplikacji znaczeń nazw żywiołów. W tym celu wykorzystał definicje językowo-kulturowe w ujęciu linowo edukacyjnym, służącym pomiarowi stopnia opanowania wiedzy semantycznej i przyswojenia kompetencji kulturowej. Wprowadził nowy termin - kompetencja językowo-kulturowa - spójny z podstawowym "narzędziem diagnostycznym", czyli definicją językowo-kulturową. W rozprawie zawarto analizy wypowiedzi uczniów pod kątem występujących w nich zaburzeń paradygmatycznych i syntagmatycznych, pozwalające na określenie kompetencji gramatyczno-leksykalnej badanych. Wnioski wypływające z badań autora oraz szeroki materiał empiryczny mogą być istotną pomocą praktyczną dla nauczycieli pracujących z uczniami szkół specjalnych.

 KOMPETENCJA SKŁADNIOWA W NORMIE I ZABURZENIACH.Ujęcie integrujące

Rozprawa wnosi istotne wartości do badań nad kompetencją składniową. Jej Autor nie ogranicza się do lingwistycznej analizy zjawiska, lecz wykorzystuje zdobycze innych nauk, takich jak psychologia, neurologia czy filozofia. Ze względu na wykorzystanie materiału badawczego zebranego w grupach osób z zakłóceniami rozwoju mowy studium wchodzi w zakres logopedii, a wyniki tych badań mogą mieć zastosowanie w praktycznej działalności logopedów i wychowawców pracujących nad usprawnianiem kompetencji językowej dzieci i młodzieży dotkniętych takimi zaburzeniami, jak oligofazja i dyzartria.

 

a także: 5 tomów prac zbiorowych, których jest redaktorem i współautorem,

40 rozpraw naukowych o charakterze artykułów.

W październiku 2012 r. został Pełnomocnikiem Dziekana Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Pedagogicznego ds. Nauki.

Wiedzę zdobytą podczas badań naukowych prof. nadzw. dr hab. Mirosław Michalik w dalszym ciągu wykorzystuje jako logopeda, pracując z dziećmi upośledzonymi, niesłyszącymi, autystycznymi i dyzartrycznymi w Zespole Szkół Specjalnych nr 10 w Jastrzębiu-Zdroju.

Jego zainteresowania pozazawodowe obejmują literaturę, film, historię i podróże.

 

Dziękuję panu Mirkowi Michalikowi, za udostępnienie materiałów i zdjęć.  Żadne naruszenia praw autorskich nie są zamierzone”.

                                                                                                      Rogoźna, 2012r (dede/RDZR)





2.

            ... KIM  JEST  MISJONARZ ? … ...MISJONARZ  ŚWIECKI…

...CZY TO CZŁOWIEK NIEPRZECIĘTNY  ? …

 

Kim jest misjonarz? Jest nim człowiek, do którego Jezus mówi tak jak powiedział do Marii Magdaleny po Zmartwychwstaniu: ,,Udaj się do moich braci i powiedz im!” I powiedział jej, co ma przekazać braciom. Wtedy Maria Magdalena poszła przekazała uczniom to, co jej Pan powiedział. W podobny sposób misjonarz ma pójść do swoich braci i sióstr i podzielić się z nimi swoją wiarą. Oznajmia ludziom to, co usłyszał o Słowie Życia, co ujrzał własnymi oczyma i czego dotykały jego ręce. Dzieli się swoją wiarą słowami, obecnością i świadectwem życia.

 

Misjonarzem jest ten, kto stara się nieść dobrą nowinę w ten sam sposób, jak czynił to nasz Pan Jezus Chrystus. Misjonarz jest uczniem Jezusa i naśladuje przykład Mistrza, Słowa, które stało się ciałem i zamieszkało między nami.

Misjonarz zatem nie idzie do ludzi jako człowiek wszechwiedzący. Nie narzuca im siłą swojej wiary. Na wzór Chrystusa spotyka się z ludźmi, słucha ich, otrzymuje od nich i dzieli się tym wszystkim, co ma i kim jest. Jest gościem, który musi najpierw słuchać ludzi.

Dlatego misjonarz nie może być zwykłym człowiekiem. Chcąc się dzielić  z innymi Bogiem, sam musi być Bogiem przepełniony. To musi być człowiek żyjący wiarą na co dzień.

 

 Cały katalog cnót, którymi powinien odznaczać się misjonarz. Ma on zatem być:
- skory do podejmowania inicjatywy
- stały w wykonywaniu pracy
- wytrwały w trudnościach
- cierpliwie i mężnie znoszący samotność, zmęczenie i bezowocną pracę
- otwarty
- chętny do podejmowania powierzonych zadań
- wspaniałomyślny w dostosowaniu się do obyczajów danego narodu
- solidarny
- zgodny
- ma w duchu miłości, trzeźwości i ofiary swoją postawą życia odzwierciedlać życie Jezusa, tak, aby w gorliwości o zbawienie duszy gotowy był chętnie ofiarować wszystko, a nawet swoje życie....

Aby zostać misjonarzem zakonnym trzeba skończyć 7-12 letnie studia, w zależności od formacji danego zgromadzenia. Misjonarz świecki może rozpocząć swoją działalność zazwyczaj po 1 roku przygotowań w specjalnych ośrodkach misyjnych.

...A więc misjonarz to osoba nieprzeciętna ...

 

GRZEGORZ  GIDLECKI

 

Ur. 19.03.1976 r

 

Grzegorz Gidlecki – urodzony 19 marca 1976 roku w Boguszowicach syn Władysława i Urszuli z.d  Kusz. Wychował się i wyrósł w Rogoźnej. Jego szkoły to : Szkoła podstawowa nr 8 w Rogoźnej, potem Technikum Mechaniczne w Rybniku, po maturze Studium Katolickiej Nauki Społecznej w Katowicach.

W roku 2010 kończył jeszcze szkołę pomaturalną Gloker w Krakowie o kierunku

„ Asystent osoby niepełnosprawnej”

Pisząc o Grzesiu Gidleckim, chcę wszystkim przybliżyć jak wyglądała sprawa jego powołana, bo w zasadzie od ukończenia szkoły średniej chciał świadomie być świeckim misjonarzem.

... Grzesiu Gidlecki to osoba bardzo skromna o wielkim sercu otwarty dla ludzi by nieść im pomoc każdego dnia…

Grześ, zanim pojechał na misje, chciał – jak sam mówi – zrobić coś dobrego. Zdecydował się poprzeć salezjańskie dzieło – Adopcję Miłości.

Na początku w szkole średniej nie wiedział jeszcze jak wyglądać będzie jego przyszłość zawodowa, ale już kończąc Technikum pojawiła się w nim pewność, aby poświęcić życie pracy na Misjach.

Po ukończeniu szkoły w 1996 roku podjął naukę na Studium Katolickiej Nauki Społecznej w Katowicach. Szkołę tę wybrał, gdyż miał na uwadze, że ta wiedza może mu się przydać w pracy misyjnej za granicami kraju. Równocześnie podjął pracę zawodową końcem 1996 roku.

Rok później po raz pierwszy skontaktował się z Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie.

Jak mówi sam Grzegorz, odpowiedziano mu wtedy, że kandydatów przyjmuje się dopiero po ukończeniu 25 r. życia, więc kontynuował pracę zawodowa oraz naukę na Studium KNS (Katolicka Nauka Społeczna) by móc jak najlepiej się przydać na Misji. Studium ukończył w 1999 roku.

W tym samym roku ciągle z myślą o przyszłej pracy misyjnej rozpoczął kurs języka angielskiego, zdając sobie sprawę, że znajomość języka obcego będzie konieczna.

Języka uczył się przez dwa kolejne lata.

W roku 2001 mając już 25 lat wyjechał na kurs językowy na Maltę w celu podciągnięcia swoich umiejętności językowych. Przez cały ten wspomniany czas kontaktował się z misjonarzami pracującymi na różnych placówkach misyjnych a początkiem 2002r po odbyciu rekolekcji w Czechowicach po raz kolejny skontaktował się z CFM (Centrum Formacji Misyjnej).

Otrzymał stamtąd list z prośbą o kontakt z ks.prof Janem Górskim. Z ks.prof. rozmawiał jak mówi wtedy, tylko telefonicznie. Zdając sobie sprawę, że jego angielski nie jest jeszcze wystarczająco dobry, poczynił starania w kierunku wyjazdu za granicę, w celu pogłębienia nauki języka. Udało mu się to latem 2003r. Wyjechał do Anglii na rok czasu.

Pracował tam jako au-pair tz. ( wzajemna pomoc), a równocześnie zgłębiał kolejne tajniki języka angielskiego.

Au pair - oznacza wzajemną pomoc: Ty pomagasz rodzinie goszczącej w opiece nad dziećmi i w drobnych pracach domowych, a rodzina goszcząca gwarantuje osobny pokój, całodzienne wyżywienie, przyzwoite kieszonkowe, a w niektórych krajach również bezpłatne ubezpieczenie zdrowotne. Inną ważną zaletą programu jest to, że otrzymujesz możliwość życia w wybranym przez Ciebie kraju, masz okazję poznać jego kulturę i obyczaje, a co najważniejsze: uczysz się ulubionego języka obcego w doskonałych warunkach.

Po powrocie z Wysp, spotkał się w październiku 2004 r. już osobiście z ks.prof J.Górskim. Wtedy nie udało mu się skłonić ks. profesora do wysłania go do Warszawy.

Ks. profesor na zakończenie rozmowy powiedział mu tylko "jak masz powołanie, to pojedziesz", czym dodał mu otuchy i utwierdził go w jego dążeniach i planach.

Początkiem roku 2005 Grzesiu Gidlecki, podejmuje pracę zawodową i równocześnie rozpoczyna pracę jako wolontariusz w Hospicjum im. Jana Pawła II w Żorach, przez co jego plany ponownie ulegają oddaleniu.

 

Wiosną 2006r wchodzi w kontakt z siostrą Haliną Koćwin, salezjanką wtedy pracującą w Wiśle. Siostra ,prowadzi w Polsce Wolontariat VIDES. Od tej siostry zakonnej dowiedział się też o działalności wolontariatu "Młodzi Światu".

Z VIDES-em współpracował przez rok czasu. Z grupą kilkunastu młodych ludzi przygotowywał się do wyjazdu na miesięczny wolontariat w Egipcie latem 2007r.

Po odwołaniu jednak przez siostry z Egiptu ich wspólnego projektu, z powodu ptasiej grypy szalejącej w tym kraju, postanowił włączyć się już zdecydowanie do współpracy z Salezjańskim Wolontariatem Misyjnym "Młodzi Światu" z Krakowa.

Po kilku miesięcznym przygotowaniu otrzymał propozycję pracy w sierocińcu w Kasisi, w Zambii, na co od razu przystał. Do Zambii wyjechał w lutym 2008 roku.

Projekt Grzesia obejmował rok czasu, ale za zgodą SWM przedłużył czas pobytu o trzy miesiące. Do kraju wrócił końcem maja 2009 roku.

Kasisi położone jest 37 km od stolicy Zambii, Lusaki. Od 1926 roku działa tam Dom Dziecka Kasisi, prowadzony przez polskie zgromadzenie Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej. Jest to największy i najbardziej znany sierociniec w Zambii i szczególne miejsce, w którym dzieci nie tylko otacza się miłością, ale również dba się o to, by po osiągnięciu pełnoletności potrafiły same zatroszczyć się o siebie.

 

Zadaniem Grzegorza była opieka nad wychowankami sierocińca oraz pomoc w pracach na terenie placówki.

 

...LISTY PISANE PRZEZ GRZESIA, Z ZAMBII DO KRAJU

PRZEDSTAWIĄ DOKŁADNY OPIS TEGO MIEJSCA I TEGO CO GRZEŚ CZUŁ BĘDĄC TAM DALEKO, NA CZARNYM LĄDZIE Z DALA OD BLISKICH, Z DALA OD RODZINNEGO DOMU...

...naprawdę  warto  je  przyczytać ...

list 1

....Sierociniec założony został w 1926 roku przez ojców jezuitow, jako że cała misja w Kasisi jest jezuicka. Przez dwa lata posługę pełniły tu siostry dominikanki, a w 1928r przyjechały tu siostry służebniczki, które w tym roku świętowały 80-cio lecie przybycia.Nasi podopieczni to dzieci od niemowlaków do 19-20 laków.Dużo osób pyta mnie jak dzieci dostają się do sierocinca. Duża większość podopiecznych ma kogoś z krewnych dziadków  wujków. 
Gdy ojciec rodziny zostaje sam z małym dzieckiem, (matka umiera) nie jest w stanie najczęściej sam w stanie podjąć opieki nad maluchem.Wtedy zgłasza się do opieki społecznej i oni po zbadaniu sytuacji przekazują dziecko do takiej placówki jak Kasisi.Wtedy takie dziecko po osiągnieciu wieku trzech lat najczęściej wraca do rodziny. Gdy np. rodzice borykają się z AIDS, choroba jest daleko posunieta, opieka społeczna również stara się zagwarantować miejsce w sierocińcu dla dzieci. Wtedy dostajemy kontakt do najbliższych krewnych i dziecko, gdy dorośnie może wrócić do rodziny lub nap odwiedzać ich od czasu do czasu(dużo dzieci idzie na wakacje do krewnych).Na dzień dzisiejszy mamy ok.250 dzieci. Liczba się zmienia, bo często przychodzą nowe dzieci, (najczęściej niemowlaki), ale też dużo dzieci odchodzi do rodzin z powrotem.

Jest tu na miejscu jedenaście sióstr zakonnych, sześć polskich i pięć zambijskich. Do opieki nad dziećmi zatrudnionych jest ok 50 kobiet zambijskich. Tak ,że jest tu ponad trzysta osób  w sierocińcu jest własna kaplica, ale zaraz na zewnątrz jest też duży kościół parafialny. Kilka słów o szkole. Tu w Kasisi mamy szkołę podstawowa zaraz za murami sierocińca.Dzieci maja 10 min. Ta szkoła jest do dziewiątej klasy.Do szkol średnich musza iść do innych miejscowości  to szkoły z internatem. Z tego co ja widzę to poziom nauczania bardzo rożni się od tego w Polsce.Niestety na minus.Jest dużo problemów z edukacją. Po pierwsze wszystko jest nauczane po ang. a nie wszystkie dzieci idąc do szkoły znają ten jęzk, nie przykładają tu też uwagi do np. tabliczki mnożenie, nie jest to wymagane. Wiele dzieci 12-14 letnich nie potrafi mnożyć. Geografia fatalnie, mylą Afrykę Południową z Ameryka Pol. Myślą ze Afryka Pd to kontynent. Japonii szukają w Europie. Jest tu niestety brak pomocy szkolnych atlasy, mapy itp.Wokół Kasisi jest tylko busz. Czasami napotka się jakaś chatę I znowu kilka kilometrów zarośniętej drzewami i krzewami rowniny.Do Lusaki stolicy i zarazem najbliższego miasta mamy ok 30km.

Ja ,jestem ciągle zachwycony tym miejscem. Jest tu wiele sytuacji zabawnych I radosnych. Ale dzieci idąc na spacer, widzą mnie z daleka i pędzą na spotkanie. Każde chce się przytulić. Tak, że te pierwsze, które dobiegną tulą mi się do nóg  następne z braku miejsc wokół mnie tulą się do innych dzieci. Jest to piękny widok.

Następnym razem postaram się napisać coś niecoś o mojej pracy, o moich spostrzeżeniach po tych już prawie siedmiu miesiącach pobytu tutaj.

Pozdrawiam serdecznie i do usłyszenia.Niech Pan Bóg błogosławi wszystkim.

Grzegorz Gielecki

 
list 2

Witam ponownie.

Tu w Zambii, pora zimna jest w pełni tak jak w Polsce teraz jest lato, tak tu teraz mamy lato w ciągu dnia, a zimę w nocy i nad ranem. Tak jak pisałem, tylko śniegu brakuje.Ostatnio wspomniałem już trochę o tym kraju. Dziś chciałbym cos więcej powiedzieć tez o Zambijczykach.Na początku napiszę jeszcze raz coś o imionach, bo jest to bardzo charakterystyczne.Tutaj w Zambii ,można dać dziecku na imię jak tylko się chce. Naprawdę zdążają się bardzo oryginalne imiona. W mojej grupie mam chłopców o imieniu Prince i Monady. Mamy w ośrodku  również Memory, Queenie, chłopca o imieniu Gift.W niedzielę dzieci mają czasami warsztaty malarstwa i rysunku. Przyjeżdżają do nas dwaj uznani zambijscy artyści i oni prowadzą te zajęcia. Jeden z nich ma na imię Stary. Siostra zapytała się Go, jakie to też jest pochodzenie jego imienia, może to np. Od gwiazd? Pan Stary opowiedział jak jego ojciec pracował przez pewien czas gdzieś w Afryce, w kopalni  z jednym Polakiem. No, i ten Polak wolał często do ojca naszego artysty: Hej stary, jak się masz? Temu Zambijczykowi tak się to spodobało, że postanowił swojemu synowi dać na imię Stary!Tak, że naprawdę jest tu całkowita dowolność w przyznawaniu imion.Ale mamy też całkiem normalne imiona jak Suwilanji, Kimbukane!!!! ;o),ale są też i dobrze nam znane, jak Jacob,Joseph,David,Peter.W Zambii największa grupa wyznaniowa jest Kościół protestancki, ale też duży procent stanowią katolicy. W sierocińcu panuje duch katolicki, jako ze placówka jest prowadzona przez katolickie siostry, a cala misja  powstała jako misja jezuicka już w 1906r.Wiele rzeczy w Zambii jest inna niż na Starym Kontynencie. Długo by wyliczać. Ziemia np. jest czerwona. Jak przychodzą czasami silne wiatry, to czerwony pył jest wszędzie? Uprawia się tu słodkie ziemniaki(bataty), kukurydza jest tu podstawa wyżywienia a jest biała, rzadko widzi się żółtą odmianę. Zambia ,ma bardzo dużo orzechów ziemnych, lecz nie je się ich tak jak u nas prażonych czy solonych ale gotowane, tak jak ziemniaki, tyle że trzeba je obrać z Łupin.

Mamy tu bardzo dużo bananów afrykańskie odmiany są bardzo małe długości mniej więcej 10 cm! Zaskoczyła mnie tutaj informacja, że Murzyni się opalają. Tak jak u nas pod wpływem Słońca ich skóra czasami jest jaśniejsza.Ale jeżeli chodzi o mnie, to nie potrafię się za bardzo opalić. Jest to dziwne, co się trochę opalę, to zaraz znowu skóra jaśnieje.  Musiałbym się celowo opalać, ale i tak na długo by się to nie zdało.W Wielka Sobotę miał przyjąć chrzest jeden ze starszych chłopców (8 lat) Siostra zapytała czy mógłbym zostać ojcem chrzestnym dziecka, na co chętnie się zgodziłem.Na imię ma Wiliama, w połowie maja mieliśmy zbiorowy chrzest. Chrzczone było ok 30 dzieci, większość niemowlaków i małych dzieci. I znowu zostałem poproszony, czy nie zostałbym ojcem chrzestnym jednego z maluchów. Tak, że, niosłem do chrztu 11-nasto miesięcznego chłopca o imieniu Benson. No, i mam teraz w Zambii dwóch chrześniaków. Benson, ma już teraz ponad rok, ale niestety jest częściowo sparaliżowany i wygląda na trzy-czteromiesięczne dziecko. Mając  tę małą kruszynę na rękach, bałem się abym  go przypadkiem nie skrzywdził.....

list 3

U nas tu ochłodziło się bardzo rano, jest 10-12 stopni. Dla mnie jest OK, ale Murzyni marzną. Ja, chodzę w krótkim rękawie a oni mają już swetry, a wieczorami mówą że zamarzają, jak słońce  wyjdzie zza chmur to znowu jest 35 stopni –dziwna jest ta pogoda tutaj? Bardzo dużo tych najmniejszych dzieci jest  przeziębionych.

W sobotę byliśmy w kilka osób w takim jakby ZOO, zebry, krokodyle, małpy bardzo mi się podobało.Teraz trochę jak wygląda mój dzień.Rano jest msza o szóstej, po mszy ok 6.30 śniadanie. Na 7.00 Dzieci idą do szkoły a ja w tym czasie do obiadu (o 12.00) Pomagam siostrom w jakiś naprawach i remontach, budynki są stare, jest tu dużo do roboty. Ale jest jeszcze kilka miejscowych pracowników, tak że idzie to sprawnie. Chłopcy wracają ok 13.00 ze szkoły, wtedy czas spędzam z nimi. Czy pomogę odrobić lekcje, czy naprawiamy rowery zawsze mamy jakieś ciekawe zajęcia? Po kolacji o 18.00 Mam Jeszcze z nimi takie spotkanie z jedną z sióstr. Czasami jestem z nimi tylko ja. Jest wtedy czas, aby omówić jakieś bieżące sprawy, zaplanować następny dzień czy tydzień. Opowiedzieć im coś o Polsce i o Europie. Oni w zamian starają się opowiedzieć coś o ich kulturze, o Zambii, o Afryce.

Tak, że naprawdę nie ma się, kiedy nudzić, czas mam wypełniony. Powiem więcej tu byłoby pracy nie dla mnie jednego, ale jeszce dla pięciu osób.Sierociniec jest ogromny, samych dzieci 250 ok 50 pracowników i jeszcze siostry 10 -osobami ugotowanie posiłków dla takiej grupy ludzi to wyzwanie a gdzie pranie, prasowanie i inne codzienne zajęcia......

list 4

Jak tu jest pięknie to się nie da opisać. Pod każdym względem. Spotykam się wszędzie z bardzo miłym przyjęciem. Miejscowi ludzie zawsze mnie pozdrawiają, uśmiechną się, dzieci z daleka machają mi rękami, jak tylko mnie zobaczą jadę czasami przez wioskę to wśród dzieci duże poruszenie. Witają mnie , machają, czasami przez pół wioski biegną za rowerem. Z reguły jak jedzie jakiś biały to samochodem, na rowerze rzadko widzą widocznie białego. Wszędzie niestety widać tu biedę. Wioski są zelektryfikowane, te, które widziałem do tej pory, ale mieszkam kilkanaście km od stolicy. W wioskach nie ma bieżącej wody. Wodę mają tylko ze studni. Na wioskach jeszce ludzie sobie jakoś radzą-mężczyźni pracują na rodzinę przez wypalanie węgla drzewnego i sprzedawanie w mieście. Kobiety opiekują się domem. Dzieci tu jest ogromnie dużo aż miło popatrzeć. Wszystkie uśmiechnięte radosne, biegają wszędzie bez butów, nawet jak je mają to chyba oszczędzają. Ale najgorzej jest w slamsach.

Ja nie widziałem jeszcze ludzi żyjących w takich warunkach, bez prądu wody ,w walących się domach . Tu w sierocińcu nie mamy żle , wręcz powiedziałbym niczego nam nie brakuje. Tutaj dzieciaki nie wiedzą, co to głód czy zimno. Ale i tak niektórzy wybierają zżycie na ulicy, bo tam sam wolni, tam im nikt nic nie narzuci.....

list 5

Ja, mam swój własny pokój z łazienką. Nic więcej mi nie potrzeba. Na posiłki chodzę do kuchni do sióstr poza tym mam też własną małą lodówkę i kuchenkę, tak że mogę sobie nawet sam coś przygotować. Lodowki tutaj są zamykane na klucz-nie mówiłem tu wszystko jest inne! Wychowankowie tutaj jedzą w swojej stołówce. Oni mają swoje godziny posiłków i chodzą grupami. Podopieczni tutaj jedzą po afrykańsku, tak jak są przyzwyczajeni, ale pojawiają się też inne potrawy np. spaghetti. Podstawa ich posiłków jest sima(szama) to jest zmielona na drobna kasza i ugotowana na wodzie kukurydza. Dziennie- codziennie. To jest jak u nas ziemniaki. Pewnie jeszcze o afrykańskiej kuchni napisze. Z tym jedzeniem to historia. Zambijczycy generalnie jedzą bez użycia sztućców, gołymi rękoma. Robią kulki z simy maczają w sosie czy w jakimś mięsie i tak jedzą. Też już tak jadłem. Ale tu na stołówce nie muszą zawsze tak jeść, bo łyżki czy widelce wiadomo są. Tylko że siostry nie nadążały z kupowaniem sztućców, tak szybko ginęły. Dzieci po prostu wyniosły do szkoły i posprzedawały lub gdzieś pogubiły. Nie byłoby problemu, bo tak jak piszę oni jedzą rękoma, ale czasami na obiad jest po prostu zupa, czy tak jak wspomniałem spaghetti. Te, które jeszcze mają łyżki,(najczęściej maluchy) to jedzą bez problemu a inni niestety musza sobie jakoś radzić! :o) .........

Grzegorz Gidlecki – wolontariusz SWM MŁODZI ŚWIATU – pracował przez 15 miesięcy w największym Domu Dziecka w Zambii.

Dla wychowanków sierocińca pełnił rolę ojca, nauczyciela, wychowawcy, brata...

 
 
list 6

Trochę o sierocińcu. Tutaj jest ok 250 dzieci ok 60 z nich jest chorych na AIDS. Te chore maluchy prowadzą normalne życie. Chodzą do szkoły, bawią się, zachowują się jak normalne dzieci. Te młodsze nawet nie zdają sobie może sprawy że w każdej chwili mogą umrzeć. Starsze myślę są już bardziej świadome sytuacji. Jedyne, co te dzieci wiedzą wszystkie bez wyjątku to to, że muszą brać lekarstwa, bo inaczej nie warta jest ich cała wiedza o chorobie. Leki przedłużają im życie i zapewniają normalne funkcjonowanie. Tylko Bóg wie jak długo. To może być kwestia kilku miesięcy ,lat albo kilku dni.

Dzieci mają tu wszystko, co potrzeba. Naprawdę nie wiem jak siostry to robią, że te maluchy mogą zapomnieć o jakichkolwiek problemach. Mają jedzonka pod dostatkiem, mają, co ubrać, mogą chodzić do szkoły. Te dzieciaki są tu SZCZEŚLIWE. Dosłownie to jest wielkie dzieło to, co tu funkcjonuje. Oczywiście są problemy, tak jak mówiłem np. ze światłem, czy z drogą dojazdową(jak popada droga do miasta jest czasami nieprzejezdna, ośrodek jest odcięty od świata, nawet nie ma jak zawieźć dzieci do szpitala.) Problemem są też ceny i dostępność leków ,szczególnie dla tych dzieci z AIDS. Ale dzieci o tym wszystkim nie wiedza, nawet nie zdają sobie sprawy, że takie trudności istnieją. Po prostu są szczęśliwe i nie wiem może nawet nie odczuwają przez to wszystko, tak bardzo ,że są sierotami.

Pozdrawiam serdecznie.

 
 

list  7

Witam serdecznie.

6.12.2008r

Znów po długiej przerwie, zabieram się  za skreślenie kilku słów o tej niezwykłej  placówce. Z chłopcami zawsze jest coś do roboty. Ostatnio zorganizowaliśmy kilka wyjazdów na rowerach przez nich samych wyremontowanych. To jest radość szczególnie dla chłopaków. W ciągu roku szkolnego (w Zambii, być może już wspominałem rok szkolny zaczyna się w styczniu i podzielony jest na trzy trzymiesięczne semestry, tak ze wakacje dzieci maja w kwietniu, sierpniu I grudniu)staram się  pomoc np. W czasie odrabiania lekcji. Pomagam im w angielskim, matematyce, historii, geografii i in.  A problemy są duże. Duża część dzieci nie zna np. tabliczki mnożenia a to dlatego, że w szkole się  tego nie wymaga. No I taki chłopak z czwartej lub piątej klasy nie wie ile to jest cztery razy pieć I musi sobie dopiero policzyć. Nie dość  tego, nawet w szkole średniej dzieci maja problemy z tabl. mnożenia.Gramy razem w piłkę  nożną ,dla nich to ulubiony sport. Gramy też w siatkówkę ale tu trzeba było  w zasadzie zacząć od podstaw, bo niektórzy nie umieli odbić piłki.

Moje dzieci przychodzą do mnie z rożnymi problemami ,z którymi nie umieją sobie poradzić. Tak że np. taśmowo robię dziurki w paskach do spodni, sklejam uszkodzone zabawki, lutuje ulubione radio czy niezbędne tutaj latarki, szyje rozerwane ubrania. Po prostu we wszystkim przede wszystkim muszę być  starszym bratem i ojcem. Mieszkam zaraz przy moich chłopcach w osobnym małym pokoju, tak że czasami mój pokoik wygląda jak mały warsztat pracy. Ale to cieszy, gdy widzi się uznanie i podziw na tych małych twarzach, że odzyskało no i ma naprawioną swoją ulubioną rzecz czy zabawkę .Obecnie mam teraz maszynkę do strzyżenia włosów, no i się strzyżemy, mam funkcje  nawet i fryzjera.

Jeżeli chodzi  o naukę, to czasami i ja bywam w kłopocie I to dużym! W czasie wakacji jeden z dużych chlopcow-18 lat, przyszedł do mnie z pytaniem z historii o kanclerza Bismarcka i konflikt jaki był w Niemczech o Szlezwik i Holsztyn. Jakoś wybrnąłem, próbując coś sobie jeszcze z lekcji historii przypomnieć  i  posiłkując  się  mapą z tego okresu. Dużo czasu nie minęło i ten sam chłopak przychodzi do mnie z  biologią i pyta jak działa ośrodkowy system nerwowy, jak połączony jest mózg, kręgosłup i jak to się dzieje że organizm się uzależnia od używek. Może  miałbym mniejszy problem wyjaśnić to po polsku, ale zrób to tutaj po angielsku! Na szczęście miał dobry podręcznik do biologii i wspólnymi siłami udało się nam poskładać  wszystkie potrzebne inf do kupy.

Bardzo często rozmawiamy o religii, o świętych, a ja staram się im czytać często Żywoty Świętych. Pytają o Niebo, o Czyściec, czy mają do mnie pytania z Biblii. A ja dając odpowiedź ,bazuje właśnie na Piśmie Świętym.

Jako, że język polski przewija się tu w sierocińcu bardzo często, są polskie siostry, często mamy też gości z Ojczyzny, dzieci często łapią jakieś polskie słowa i przylatują do mnie abym im powiedział co to znaczy. Albo i więcej same znają trochę polskich zwrotów i się mi chwalą. Zdążają się przez to i zabawne sytuacje. Idę sobie przez plac sierocińca a dzieci widzą mnie, biegną do mnie i już z daleka wołają do mnie po polsku:  Dziecko moje!

Jak to dzieci niektóre nie przepadają  za myciem, praniem i kąpaniem. Także do moich obowiązków należy też aby im przypomnieć lub nawet zaprowadzić do kąpieli.Przypomina mi się od razu wierszyk jeszcze z dzieciństwa “Murzynek Babo”.Mama go wola, „choć do kąpieli” a On się boi że się wybieli. Czasami faktycznie można by odnieść takie wrażenie, bo niektórzy unikają wody jak ognia.

Teraz grudzień, wszystkie dzieci maja wakacje, tak że jestem z nimi prawie cały dzień, ale w trakcie roku szkolnego, gdy dzieci są w szkole staram się pomagać siostrom w prowadzeniu i utrzymaniu placówki. Czy trzeba załatwić zakupy(do miasta mamy ponad 30 km) czy pojechać z jedną z sióstr po jajka(jak jedziemy to przywozimy 3000 jajek), co starcza na ok tydzień? Czy jakieś bieżące naprawy, czy remonty? Trzeba naprawić żelazko powymieniać lampy, uszczelnić czy wymienić kran takich prac tu jest mnóstwo, a ja się cieszę, że mogę służyć pomocą.Wiele osób pyta mnie o moje samopoczucie i zdrowie. Jak do tej pory wszystko się układałoby w takiej kondycji miał bym szansę pracować do końca pobytu? Poza jakimś tam drobnym przeziębieniem zdrowie dopisuje mi do tej pory jak trzeba.Będę kończył na dziś. Już mi na Czarnym Ladzie prawie dziesięć miesięcy minęło. Czas leci i powoli trzeba się będzie pakować do Polski.

Postaram się jeszcze napisać coś przed powrotem do kraju. Pozdrawiam serdecznie

Grzegorz.

 
 

...Grześ, pragnie podzielić się z Tobą tą niesamowitą opowieścią ....

włącz przycisk i poczekaj aż film się naładuje.

Jeszcze przed włączeniem się w działalność Wolontariatu  Młodzi Światu Grzesiu, zgłosił  się do Salezjańskiego Ośrodka Misyjnego w Warszawie i po dwumiesięcznych staraniach otrzymał  informację, że będzie mógł wpłacać regularne kwoty na jedną dziewczynkę w Zambii o imieniu  -Lister.

W zamian raz do roku otrzymuje się list od misjonarza opiekującego się placówką, który informuje o postępach czy zmianach jakie się dzieją na danej Misji.

Gdy Grześ włączał się w to dzieło, to była to jeszcze adopcja indywidualna, obecnie jest już tylko adopcja grupowa, czyli że można dokonywać wpłat na konkretne dzieło, czy grupę osób, np. klasę szkolną.

 

Parę miesięcy później po tym wydarzeniu  Grześ działał  już czynnie w wolontariacie w Krakowie, a potem okazało się, że też jedzie do Zambii.

...Obiecał  sobie , że musi spotkać Lister...

Popatrzył wtedy na mapę gdy był już na miejscu  i okazało się, że te dwie miejscowości oddalone są o  800 km. Nie zraziło go to jednak wcale.

Już po półrocznym pobycie na Czarnym Lądzie pojechał do Kasamy na północy tego afrykańskiego kraju, gdzie mieszkała Lister, spotkać się z Nią i z jej rodziną.

 
 

Po powrocie do kraju, był przekonany, że tym razem już spokojnie uda mu się dostać do Warszawy i kontynuować po przygotowaniu tam pracę misyjną w różnych krajach Świata.

Z CFM (Centrum Formacji Misyjnej) osoby świeckie są delegowane na dwuletnie kontrakty, po których można kontynuować pracę na kolejnych placówkach.

 

Grzesiu jak mówi, chciał tę drogę uczynić drogą swego życia. I pracować na misji póki sił i zdrowia starczy.

... Ale jego losy potoczyły się inaczej …

By dostać się do Warszawy, musiał odbyć kolejną   rozmowę z ks. prof i po raz kolejny usłyszał :„ nie”.

Nie, pomimo dobrej opinii z jego pobytu w Zambii. Ciężko mu było przyjąć tę decyzję, ale pomimo starań i opinii kilku jeszcze osób, nie udało mu się skłonić przełożonego do zmiany decyzji. Gdy po trzech miesiącach ostatecznie minął termin składania dokumentów do Warszawy, przyjął , że ma pracować w naszym kraju.

 

Po tej próbie włączenia się w dzieło misyjne zagranicą, postanowił zostać w kraju i spróbować znaleźć pracę w Krakowie.

Po trzech tygodniach już miał odpowiedź.

Po powrocie z Zambii wiedział, że gdziekolwiek na Świecie to będzie, to chce pracować wśród chorych i umierających.

To wezwanie pojawiło się już u niego, gdy pracował jako wolontariusz w Hospicjum w Żorach.

W Krakowie otrzymał pracę w Krakowskim Hospicjum dla Dzieci imienia księdza Józefa Tischnera.

 
wyjazd do Zakopanego z grupą rodzeństwa podopiecznych Hospicjum dla Dzieci. 
 
 

 hippoterapia.

W miejscu tym pracował przez ponad dwa lata.

 

                     

Nagranie głosowe-WYWIAD Z GRZESIEM GIDLECKIM W SALEZJAŃSKIM WOLONTARIACIE MISYJNYM
> Załącz przycisk <

... ŻYĆ  ABY  KOCHAĆ ...

Wywiad-Spotkanie z Grzesiem Gidleckim w czasie podróży Darka Malejonka artysty z zespołów takich jak Arka Noego, Maleo Reggae Rockers, w których jest liderem. Pan Darek, od dziecka marzył o podróży do Afryki, uciekając od turystyki, a chcąc poznać prawdziwe oblicze Afryki - wyrusza w podróż, jako wolontariusz SWM Młodzi Światu, gdzie spotyka się nie tylko z miejscową ludnością, ale i z wolontariuszami z Polski.

...To właśnie ludzie, którzy opuścili swą ojczyznę, wyjechali z Polski, by całym sercem dawać siebie innym...

....Misjonarze i wolontariusze świeccy, którzy poświęcili wygodne życie dla wyższych spraw ....

 

> Załącz przycisk <
Odczekaj, aż film się załaduje

Pytając GRZESIA, czy pojechałbym znowu na taką misję zagraniczną? - odpowiada :

-może, ... najlepiej to oddadzą słowa, które powiedziałem o moich planach do jednej z osób w tym roku przygotowującej się do wyjazdu:

- "Jedziesz służyć, a nie realizować swoje marzenia i to jest sens misji, nie miejsce. Dlatego ja, wprawdzie dopiero po powrocie zrozumiałem, że Pan Bóg ode mnie nie chce tyle bym służył na misjach (choć to nie jest wykluczone), ale chce bym był misjonarzem, gdziekolwiek będę i cokolwiek będę robił.

Nie miejsce, a posługa jest ważna, choć  zrozumiałem to dopiero po powrocie. "

 

Pytając dalej, czy tęskni za tamtymi dziećmi, którymi się opiekował ? - odpowiada :

  - " tęsknie... za tamtymi dziećmi, za wszystkimi osobami, które tam poznałem, ale przez to, że ciągle gdzieś jeszcze opowiadam komuś o tym jak tam było, ciągle jestem o to proszony, to ten pobyt wraca do mnie jak żywy co mnie bardzo cieszy. "

............

 

Grzegorz, obecnie pracuje w firmie Servitum i Centrum Integracja w Krakowie, gdzie pomaga i opiekuje się osobami starszymi i terminalnie chorymi oraz  służy pomocą osobom niepełnosprawnym  ruchowo i jak sam mówi, prace związane ze specyfiką i misją tych miejsc bardzo sobie wszystkie ceni, gdyż dużo się uczy.

 

Firma SERVITUM jest to zespół pełnych empatii profesjonalistów, świadczących profesjonalną i kompleksową opiekę nad starszymi, samotnymi, chorymi lub potrzebującymi pomocy osobami, które Klienci powierzają naszej pieczy. Dbałość o wygodę Seniora obejmuje również dostawę ciepłych posiłków, pranie i prasowanie, zakupy potrzebnych artykułów spożywczych, przemysłowych i farmaceutycznych z dostawą do mieszkania Podopiecznego.Kompleksowe usługi opiekuńcze w domu Seniora składają się z elementów typowych, wykonywanych zawsze według przyjętych przez firmę standardów oraz innych uzgodnionych aktywności, zgodnie z indywidualnymi życzeniami i upodobaniami Klienta. Każda propozycja Klienta i każda prośba Podopiecznego może być zlecona i zostanie wykonana.

 

Z tym zawodem i pracą wiąże dalszą swoją przyszłość zawodową.

Pytając Grzesia, o jego  hobby ? - odpowiada :

- hmm - czy jest coś co mnie nie interesuje, chyba nie :o)) ale najbardziej lubię poczytać dobrą lekturę (zawsze książki lubiłem), a poza tym jakieś aktywności sportowe - lubię biegać, lubię popływać. Z racji wcześniejszego mojego zawodu "(wykształcony elektryk)" bardzo lubię również jakieś techniczne sprawy, naprawy, no i mam satysfakcję,
że sam sobie potrafię coś zrobić czy naprawić.

                                                      Rogoźna, 2012r  (dede/RDZR)

.............




                           Bardzo dziękuję panu Grzegorzowi, za udostępnienie wszystkich materiałów i zdjęć z jego udziałem.

"Żadne naruszenia praw autorskich nie są zamierzone”.


3.

 

HENRYK  MICHALIK

Ur. 21.05.1950r – Zm. 24.05.2004r

 

Henryk Michalik urodzony 21.05. 1950 roku w Rogoźnej, syn Rufina Michalik i Anny Michalik zd. Kaprak. Mieszkaniec Naszej Dzielnicy od urodzenia – mieszkający przy ul. Łąkowej 24,

Górnik, pracujący pod ziemią  przez 13 lat  w KWK „Jankowice”                       oraz  KWK „Pniówek”

Ale przede wszystkim  Wielki Artysta – rzeźbiarz, malarz-plastyk, człowiek o wielkim talencie, człowiek wielkiego serca.

Szkołę plastyczną ukończył w Rydułtowach, tam także uczył się między innymi rzeźby pod okiem profesora Ludwika Konarzewskiego - juniora,  a malarstwa u jego żony Joanny Konarzewskiej, zaś zajęcia z grafiki u Alojzego Śliwki. Szkołę ukończył w roku 1972. Jednak do wszystkiego doszedł swoją pracą, w jego głowie powstawały różne pomysły a poprzez swoją wyobraźnię  tworzył prawdziwe dzieła.

Największym osiągnięciem  jednak dla Henryka Michalik stała się rzeźba, pierwszą wykonał w węglu kolejne powstawały w kamieniu  i drewnie. W zorganizowanym 1968 roku przez Muzeum w Zabrzu konkursie „Ludowa i amatorska rzeźba w węglu”, Henryk Michalik zdobył trzecią  nagrodę a w kolejnych latach zdobywał kolejne.

W latach siedemdziesiątych  pracował jako instruktor plastyki w Domu Kultury obecnym Miejskim Ośrodku Kultury w Żorach, później w klubie „REBUS” prowadził również spotkania dla malarzy nieprofesjonalnych.

 
 

W Rogoźnej, gdzie mieszkał  razem ze swoją żoną Marią, prowadził zajęcia plastyczne w świetlicy parafialnej.

 Reprezentował Żory na plenerze rzeźbiarskim w Supraślu ,wystawiał swoje prace również w Wiśle-podczas trwającego Tygodnia Kultury Beskidzkiej. Przez dwa lata pracował również w Niemczech, ciągle doskonaląc warsztat rzeźbiarski, tam poznał właśnie technikę obróbki kamienia, który bardzo go fascynował .

Spod jego ręki wyszło kilkaset obrazów i rzeźb, wiele swych prac przeznaczał na różne organizowane aukcje charytatywne.

 

 Artysta –rzeźbiarz i malarz Henryk Michalik, doczekał się też kilku indywidualnych wystaw w Boguszowicach, Żorach. Jego prace znalazły miejsce w wielu muzeach takich jak np. w Płocku, Zabrzu, Bielsku – Białej, Białymstoku, w Muzeum Górnośląskim w Bytomiu, w Rybniku, w Wodzisławiu Śląskim. Wiele prac Henryka Michalik zdobi kolekcje  prywatnych domów w Rogoźnej jak i Stanach Zjednoczonych, Szwajcarii oraz Niemczech.

rzeźba mieszkańca Rogoźnej, "Skarbnik z Kopalni" ( 4.12.1987 r)

   Pierwsza wystawa malarstwa 1972 r

 

Galeria pod kluczem 2005 rok

Wystawa z okazji 700 lecia Rogoźnej 2005 rok

SP-8 ,obecnie Zespół Szkolno-Przedszkolny nr 8 w Rogoźnej.

Prace jego można też podziwiać przechadzając się cmentarnymi alejkami  a to przede wszystkim rzeźbione w kamieniu na granitowych pomnikach: lilie, róże, drzewa, winogrona-to efekt jego pracy.

Henryk Michalik, jest również twórcą statuetki Phoenix Sariensis, wręczanej obecnie co roku w naszym Mieście dla instytucji, organizacji, stowarzyszeń, itp., osób  szczególnie zasłużonych dla miasta Żory oraz jego promocji w kraju i zagranicą.

Był, także twórcą i wykonawcą rzeźby św. Krzysztofa, patrona kierowców- figura ta stanęła na nowo powstałym parkingu parafialnym w Rogoźnej w 2002 roku.

Jest to dar parafian- kierowców oraz ks. Proboszcza Józefa Szalika.

Nadmieniając, rzeźba ta wykonana jest z piaskowca koloru żółto-kremowego pochodzącego z kamieniołomów kieleckich. Waży ponad dwie tony. Artysta poświęcił na jej wykonanie półtora miesiąca ( od powstania projektu do ustawienia na cokole).

Przy montażu, w którym brał udział Henryk Michalik pomagali również parafianie, między innymi  Czesław Buchalik (Usługi budowlane).

Poświęcenie rzeźby obchodzono hucznie gdyż  uroczystość ta zbiegła się  z uroczystością odpustową (czerwiec 2002r), głównym gościem  oraz głównym celebransem sumy odpustowej  był Kanclerz Kurii Metropolitalnej ks. Prałat Józef Pawliczek- który dokonał poświęcenia figury.

Zaproszeni goście: Prezydent Miasta Żory, Firma BuDiM-wykonawca parkingu oraz Nasz miejscowy artysta – wykonawca figury św. Krzysztofa  Henryk Michalik z żoną.

   na zdjęciu : Henryk Michalik, Jan Szymura, Czesław Buchalik

Pani Maria Michalik – wdowa po zmarłym artyście, u której powstaje Galeria, z wiaty w której składowane były różne materiały i narzędzia, z własnych środków i swojej posesji - chce wyeksponować  pracę i twórczość swego męża, całkiem za darmo.

Galerię nazywa: „Galeria u Michalików” a przy budowie pomagają jej znajomi i sąsiedzi.

Pani Maria pragnie, by to miejsce było odwiedzane  między innymi przez ludzi- zwykłych, ludzi zagonionych, spacerujących ulicami Rogoźnej w niedzielne popołudnie lub przypadkowych przechodni, którym nie jest obca sztuka i otaczające nas piękno, którego czasem nie dostrzegamy w naszym zabieganiu, a jest tuż obok.

Marzeniem pani Marii jest, także by ta galeria, którą stworzyła na pamiątkę po swoim mężu była również atrakcją dla ludzi interesujących się głównie sztuką.

Maria Michalik, osoba bardzo serdeczna i bardzo gościnna- zaprasza nas do siebie, wchodząc na jej posesję już zauważamy obecność artysty, którego już nie ma. Pan Henryk, kiedy  zachorował na raka płuc, jeszcze tego samego dnia rzucił swój nałóg, (palił dwie a nawet trzy paczki dziennie) niestety choroba go pokonała, zmarł 24 maja 2004roku, spoczywa na cmentarzu w Rogoźnej. „Ikar” ze złamanym skrzydłem wykonany przez Lesława Zbożila symbol  końca życia, nie osiągniętego celu, niedokończonych wizji, marzeń jest zamieszczony na mogile artysty.

Henryk Michalik, pozostawił nieskończone dzieła i wygląda to tak jakby poszedł gdzieś tylko na chwilę, by zaraz wrócić i zabrać się znowu do pracy- pod wiatą leży kamienna ludzka głowa obok niej kolejna, mniejsza. Nieco w oddali, rzeźbione kawałki drewna, poskręcane, trochę dziwne, niezwykłe – niedokończone…tuż obok stoi stół z wykutą szachownicą – takich rzeczy nie kupimy w sklepie, takie rzeczy zobaczymy u pani Marii.

                                                                                      rzeźba przedstawia czasy komunistyczne

Wszystkie te dzieła nie pozwalają zapomnieć o latach jakich spędzili razem, o plenerach artystycznych, o miłości Henryka do sztuki, o wielu zdolnościach i pasjach, a przecież to już minęło 9 lat…….Pani Marii brakuje męża, ale jak mówi „trzeba dać sobie radę i jakoś iść naprzód” . Opowiada nam, jak mąż potrafił wziąć kawałek materiału, zejść do piwnicy, do pieca aby stworzyć niezwykłe gładkie rzeźby mimo, że nie posiadał profesjonalnego pieca do wypalania szklanych form.

 

Będąc gościem przy ulicy Łąkowej 24,  zobaczymy tam wspaniałe obrazy, a ten z białym duchem wpatrującym się przed siebie zapiera dech w piersiach. Są także pejzaże naturalne, abstrakcyjne-cała gama kolorów, motywów i uczuć artysty. Z pobytów na Suwalszczyźnie atrysta maluje obrazy olejne, obrazy malowane na płótnie…

 
 
 
      zdjęcia te, nie oddają w pełni tego co zobaczymy na żywo w  "Galerii  u Michalików "

Przy obrazach stoi „Ikar” ze swoimi drewnianymi skrzydłami, symbol  końca życia, nie osiągniętego celu ani marzeń, wiele rzeźb szklanych i małych figurek. W domu, do którego zaprosiła nas pani Maria – dosłownie wszędzie daje się zauważyć, że mieszkał tu ktoś, o niebywałych zdolnościach- dookoła drewno, dookoła obrazy, szafki, półki nawet barek stojący tuż obok -wykończony rękami artysty. W kącie stoi "Feniks" - symbol słońca, odrodzenia się życia, u góry sufitu zauważalny obraz w drewnie, przedstawiający stajenkę i napis

„WSTAŃCIE PASTERZE BÓG SIE WAM RODZI”

Siadamy za stołem, a pani Maria opowiada…duma…zamyśla się…Mówi o mężu, o tym jak uwielbiał słuchać muzyki - więc w domu często brzmiał Niemen, nieraz kultowe radiowe audycje…wspomnienia …wspomnienia…, a my możemy tylko sądzić, że Henryk Michalik, nie był też osobą łatwą, czasem bywał trudny, niepokorny – jak prawie każdy artysta, jak niemal każdy człowiek, miał swoje wady ale miał też ogromne zalety, o których my mieszkańcy Rogoźnej możemy się przekonać odwiedzając Galerię pani Marii, do której serdecznie wszystkich zaprasza.

 

 

"Apokalipsa" - trzy żywioły , obraz przedstawia : częsienie ziemi,pożar,powódź

w środku  "Anioł Grozy".

 
OTWARCIE  GALERII
"GALERIA u MICHALIKÓW"

24.01.2014 roku

WERNISAŻ  WYSTAWY

                                                                                             Rogoźna, 2012r  (dede/RDZR)

Bardzo gorąco dziękuję pani Marii, za udostępnienie materiałów i zdjęć  dla  stworzenia  prawidłowego wizerunku  Naszego Artysty-jej męża, Henryka Michalika.





 

4.

 

ANTONI  BOCHNIARZ

- SPECJALISTA ZABURZEŃ MOWY,

PSYCHOTERAPEUTA

MIESZKANIEC  ROGOŹNEJ
mieszka  przy ul. Chopina 30a,

a jego gabinet mieści się w Żorach



Antoni Bochniarz jest specjalistą zaburzeń mowy i psychoterapeutą oraz kierownikiem Centrum Projektowania i Dystrybucji Pomocy Logopedycznych. Prowadzi Gabinet Logopedyczny „Demostenes” w Żorach, który świadczy bardzo szeroki zakres usług.

Antoni Bochniarz to specjalista, który odbył staże i szkolenia w wielu renomowanych nie tylko krajowych ale i również zagranicznych placówkach, opublikował blisko 100 artykułów naukowych i popularnonaukowych. Wydał 12 książek, ma na swym koncie patenty i wzory użytkowe, zajmuje się szkoleniem logopedów, odnosi ponadprzeciętne efekty terapeutyczne.

Antoni Bochniarz – Urodził się  1947 roku  w Nevers, we Francji.

Można powiedzieć -Ślązak, pochodzenia Lubelskiego, bo gdy odwiedza swe rodzinne strony rodowici lublinianie zastanawiają się czy pan Antoni jest z Lublina czy Śląska, gdyż zdradza go akcent- tak zżył się ze Śląskiem.

W Żorach mieszka od 28 lat, a obecnie w Żorach-Rogoźnej.

Rodzice jego, którzy w 1939 roku wyjechali do Francji z rokiem narodzin syna Antoniego, powrócili  do kraju z całą rodziną.

Dużo później, gdy Pan Antoni, dostał się na studia pedagogiczne w Uniwersytecie im. Marii Skłodowskiej-Curie w Lublinie na wydziale biologii, w którym była logopedia - po jakimś czasie miał wybrać swoją specjalizację. Postanowił  studiować właśnie logopedię, nie wiedząc nic na jej temat.

W informacjach o uczelniach, których wybierał nic nie było napisane o takim kierunku studiów, a jak się później okazało wykładanym tylko w Lublinie.

Uczelnię ukończył w 1972 roku, jako jeden z 17 pierwszych absolwentów studiów logopedycznych w naszym kraju, a w 1977 roku  dodatkowo Podyplomowe Studium Logopedii, które tak go zafascynowało.

Po latach nauki, zaraz rozpoczął terapeutyczną praktykę w Kłodzku, Dzierżoniowie a teraz w Żorach gdzie ma swój gabinet.

Antoni Bochniarz, który został logopedą z przypadku - jak mówi, obecnie jest jednym z czołowych  polskich  logopedów w tej dziedzinie. Jest cenionym specjalistą, leczącym zaburzenia mowy, ale także autorem wynalazków logopedycznych, opatentowanych i używanych w naszym kraju, a także zagranicą. Najbardziej satysfakcjonującym i znaczącym wynalazkiem pana Antoniego jest wibrator logopedyczny oraz stymulator logopedyczny.

W przedziale wynalazczości pana Antoniego, jest także służąca do usprawnienia narządów mowy sonda logopedyczna.

W gabinecie prywatnym pana Antoniego, znajduje się również pulpit, który jest ściśle dopasowany z funkcją tych wszystkich urządzeń tam znajdujących się.

Urządzenia te, połączone są z komputerem co usprawnia ich możliwość terapeutyczną z pośród aparatów logopedycznych, z których korzystają pacjenci.

W gabinecie są także, zwykły magnetofon dwukasetowy, echoreperytory, oraz psychorelaksometry do mierzenia poziomu emocji. Jest to jedyny w Polsce wyposażony tak gabinet logopedyczny.

W podręcznej walizeczce mieści się opracowane przez Naszego specjalistę, instrumentarium logopedyczne, niezbędnik każdego dzisiaj logopedy, który jest jego dużym osiągnięciem. 

Urząd patentowy zatwierdził pierwszy wynalazek pana Antoniego w 1977 roku i był nim korektor mowy, który zaprojektował a wykonał go elektronik firmy „Diora”. Końcem lat siedemdziesiątych, korektor został zaprezentowany w Londynie, gdzie kręciło się obok niego wielu elektroników celem kupienia go niż zainteresowanych logopedów. Nasz wynalazca, jednak nie zgodził się na sprzedaż, i dopiero  w 1985 roku, po wielu przejściach  elektronik inż. Tadeusz Chorążyczewski, który sam miał  dziecko z wadą wymowy po wcześniejszym zrezygnowaniu z pracy w „Diorze” zaczął rzemieślniczą produkcję korektora mowy.  

                                           

książki   logopedyczne

Dokładna charakterystyka zawodowa

 

  1. Studia
    • Studia logopedyczne ukończone w 1972 r., UMCS Lublin.
    • Podyplomowe Studium Logopedii ukończone w 1977 r., UMCS Lublin.
  2. Szkolenia, kursy za granicą i w kraju
    • Pobyt w Ambulatorium dla Osób z Zaburzeniami Mowy i Głosu w Grazu (Austria), 1984 r.
    • Kurs z zakresu hipnoterapii w Akademii Medycznej w Krakowie, 1985 r.
    • Stypendium Europejskiej Fundacji Pomocy Intelektualnej i szkolenie praktyczne w Szpitalu Akademickim w Utrechcie oraz wizytowanie placówek logopedycznych w Amsterdamie (Holandia), 1986 r.
    • Wizytowanie placówek logopedycznych Ostrawy (Czecho-Słowacja), 1986 r.
    • Wizytowanie placówek logopedycznych Zagrzebia (Jugosławia), 1987 r.
    • Szkolenie w zakresie psychoterapii i wizytowanie placówek logopedycznych Pragi (Czecho-Słowacja), 1987 r.
    • Szkolenie w zakresie terapii behawioralnej w Zakładzie Psychologii Medycznej i Psychoterapii Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego (Warszawa), 1988 i 1989 r.
  3. Inne aspekty rozwoju zawodowego
    • Uczestniczył w 35 krajowych i w 25 międzynarodowych spotkaniach zawodowych.
    • Prezentował 26 referatów podczas naukowych spotkań.
    • Uczestniczy w szkoleniach Sekcji Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.
  4. Dorobek wynalazczy i wdrożeniowy
    • Od 1976 r. zgłosił 11 patentów, wzorów użytkowych i wniosków racjonalizatorskich.
    • Wdrożył do praktyki kilkadziesiąt pomocy logopedycznych.
  5. Dorobek publikatorski
    Jest autorem 102 publikacji (opracowań metodycznych, instrukcji, referatów, artykułów o charakterze naukowym i popularnonaukowym) oraz książek:
  • „Nie tylko o jąkaniu”,
  • „Świat różnych wartości”,
  • „Gdy masz dziecko z wadą wymowy”,
  • „Dlaczego jesteś sama?”,
  • „Różne oblicza jąkania i sposoby pomagania jąkającym się”,
  • „Instrumentarium logopedyczne nr 1 i 2″,
  • „Pozwólmy kusić się dobrem”,
  • „Ilustracje logopedyczne”,
  • „Uwolnij się od jąkania”,
  • „Utensylia logopedyczne”,
  • „Próbując zrozumieć człowieka”,
  • „Niejawne strategie w terapii jąkania”.

·  Dodatkowe czynności zawodowe

  • Eksponował 18 – krotnie sprzęt logopedyczny na krajowych i zagranicznych kongresach, sympozjach i konferencjach.
  • Zajmuje się szkoleniem logopedów.
  • Upowszechnia wiedzę za pośrednictwem różnych publikatorów.
  • Współpracuje z elektronikami, akustykami, informatykami, programistami.
  • Projektuje, konstruuje i wdraża do praktyki urządzenia i pomoce logopedyczne.
  • Wyposaża poradnie i gabinety w sprzęt i pomoce.
  • Opracowuje i upowszechnia komputerowe programy terapeutyczne.

·  Członkostwo
Antoni Bochniarz jest członkiem: Polskiego Towarzystwa Logopedycznego, Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, Sekcja Psychoterapii, Grupa Hipnoterapii, Towarzystwa Kultury Języka Polskiej Akademii Nauk (Sekcja Logopedii), Polskiego Towarzystwa Afazjologicznego.

·  Podstawowe zainteresowania zawodowe

  • Nowoczesne metody terapii jąkania.
  • Urządzenia i pomoce w praktyce logopedycznej.
  • Korekcja zaburzeń dyslalicznych.

·  Publikował

  • Opracowania naukowe: Zagadnienia Wychowawcze a Zdrowie Psychiczne, Nowiny Psychologiczne, Problemy Techniki w Medycynie, Śląskie Wiadomości Logopedyczne, Problemy Opiekuńczo-Wychowawcze, Zdrowie Psychiczne, Logopedia, Biuletyn Audiofonologii, Scholasticus, Klinicka’ logopedie v praxi,, Szkoła specjalna.
  • Opracowania popularne: „Student”, „Uroda”,” Żyjmy dłużej”, „Twoje dziecko”, „itd.”, „Nowator”, Patria”, „Schonheit”, „Powiernik Rodzin”, „Apostolstwo Chorych”, „Nasze Inspiracje”, „Posłaniec Świętej Rodziny”.

przykład zastosowania sondy

O gabinecie

Gabinet Logopedyczny DEMOSTENES istnieje już od 1983 roku. W ofercie gabinetu znajdują się usługi logopedyczne, w ramach których zajmujemy się terapią m.in. niżej wymienionych zaburzeń mowy:

Usługi tego gabinetu oceniane są przez specjalistów jako profesjonalne, pogłębione diagnostycznie, wysoce efektywne oraz wsparte najnowszymi osiągnięciami nauki i techniki. W tym gabinecie odbywają szkolenia specjaliści nie tylko z krajowych, ale również i zagranicznych ośrodków.

Gabinet Logopedyczny DEMOSTENES w ramach Centrum Projektowania i Dystrybucji Pomocy Logopedycznych oferuje również narzędzia i pomoce logopedyczne. W naszej ofercie znajdują się m.in.:

Patenty i wzory

  1. Wibrator logopedyczny
    • P. 133967. Biuletyn Urzędu Patentowego z 13.11.1981 r. i 30.09.1985 r.
    • Współtwórcą wynalazku jest Tadeusz Chorążyczewski.
  2. Sonda logopedyczna do przesuwania i wysklepiania masy języka
    • P. 135203. Biuletyn Urzędu Patentowego z 30.01.1984 r. i z 30.09.1985 r.
  3. Szpatułka logopedyczna do korekcji sygmatyzmu bocznego obustronnego
    • P. 135204. Biuletyn Urzędu Patentowego z 30.01.1984 r. i z 30.09.1985 r.
  4. Nakładka na mikrofon
    • W – 69178, Biuletyn Urzędu Patentowego 13 / 83.
  5. Szpatułka logopedyczna
    • W – 69179, Biuletyn Urzędu Patentowego 13 / 83.
  6. Nakładka na mikrofon
    • W – 69180, Biuletyn Urzędu Patentowego 13 / 83.
  7. Szpatułka do korekcji sygmatyzmu bocznego jednostronnego
    • W – 68898, Biulety Urzędu Patentowego 9 / 83.
  8. Sonda logopedyczna do korekcji sygmatyzmu przyzębowego i międzyzębowego
    • W – 68899, Biuletyn Urzędu Patentowego 9 / 83.
  9. Sonda logopedyczna do korekcji sygmatyzmu bocznego i do wywoływania głosek syczących
    • W – 68900, Biuletyn Urzędu Patentowego 11 / 83.
  10. Sposób logoterapii i korektor mowy do stosowania tego sposobu
    • P. 193873. Zgłoszenie patentowe z 09.11.1976 r.
    • Współtwórcą opracowania jest Zdzisław Szczukiecki.
 

                 Instrumentarium logopedyczne                                             Stymulator logopedyczny

                                                    Echo dyktafon                                             Relaksator
 
                                        Analizator głosek
 

                                                                                  wibrator logopedyczny

Nominacja do Nagrody

„PHOENIX SARIENSIS”

Dorobek wynalazczo-wdrożeniowy, publikatorski i zawodowy logopedy Antoniego Bochniarza

Antoni Bochniarz

  • jest wysokiej klasy specjalistą, którego osiągnięcia zauważyła i doceniła Europejska Fundacja Pomocy Intelektualnej, od której otrzymał stypendium naukowe;
  • jest wynalazcą wielu użytecznych urządzeń pomocnych w przezwyciężaniu zaburzeń mowy; czego dowodem są dokumenty patentowe, wzory użytkowe, świadectwa ochronne;
  • jest logopedą, którego wiedzę, kreatywność, innowacyjność, erudycję, refleksyjność, doświadczenie doceniają logopedzi i psychoterapeuci z krajowych i z zagranicznych ośrodków – potwierdzając to odbywanymi u niego szkoleniami i recenzjami jego opracowań i publikacji;
  • jest autorem dwunastu książek, obecnych nie tylko w gabinetach całej Polski oraz około stu artykułów publikowanych w czasopismach naukowych i popularnonaukowych;
  • jest współautorem kilku komputerowych programów terapeutycznych, obecnych w gabinetach na terenie całej Polski;
  • jest wydawcą i popularyzatorem wiedzy (publikacje naukowe i popularnonaukowe w wielu miesięcznikach i kwartalnikach, mające charakter specjalistyczny i o aspektach humanitarnych);
  • jest (był) stażystą krajowych, renomowanych, klinik;
  • jest (był) stażystą zagranicznych placówek naukowo-medycznych w Holandii (Utrecht), w Austrii (Graz), w Czechach (Praga);
  • jest logopedą, który wdrożył do praktyki blisko siedemdziesiąt różnych pomocy i urządzeń, będących na wyposażeniu większości gabinetów w Polsce;
  • jest autorem opracowań, projektantem (wynalazków), z których korzystają też specjaliści z Czech i ze Słowacji, nie tylko w specjalności logopedycznej;
  • jest aktywnym uczestnikiem wielu krajowych i międzynarodowych konferencji naukowych;
  • jest członkiem wielu towarzystw naukowych;
  • jest efektywnym terapeutą pomagającym pacjentom nie tylko z terenu całej Polski.

Ponadto, A. Bochniarz szkoli i szkolił logopedów w Gabinecie Logopedycznym „Demostenes” i w Poradni Logopedycznej w Żorach, był wykładowcą autorskich programów na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie i na Uniwersytecie Wrocławskim. Antoni Bochniarz to godny „ambasador” Żor, to jednoosobowa „instytucja”, jakże kreatywna, jakże efektywna, jakże prężna i owocna w niesieniu pomocy osobom pokrzywdzonym przez los, obciążonych różnymi wadami wymowy i deficytami rozwojowymi. Ktokolwiek zetknął się z dorobkiem tego specjalisty, musi on zrobić na nim wrażenie, gdyż wprawia w podziw, budzi szacunek i uznanie.

Dorobek Antoniego Bochniarza wart jest przynajmniej kilku doktoratów – tak oceniają jego osiągnięcia goście z Europy. Dziennikarze wielokrotnie dawali temu wyraz (A. Bochniarz był punktem zainteresowania różnych mediów). Czy społeczność żorska, poprzez swoich przedstawicieli, doceni osiągnięcia tego specjalisty? Dzięki temu specjaliście cała logopedyczna Polska wie, gdzie są Żory. Ci specjaliści przyjeżdżą do Żor, by korzystać z usług, z dorobku, z doświadczenia tego niekonwencjonalnego logopedy, który ze swojej profesji uczynił pasję, który ma nadzwyczajne osiągnięcia. W Żorach powstało Centrum Projektowania i Dystrybucji Urządzeń i Pomocy Logopedycznych, które stworzył nominowany.

 
Antoni Bochniarz – Specjalista zaburzeń mowy, psychoterapeuta                                  
                                             
 

Seplenienie i rotacyzm

05.2014r


 
Efektywna korekcja rotacyzmu. 05.2015r

Jak znaleźć dobrego logopedę?  

06.2016r

                             Dziękuję panu Antoniemu za udostępnienie materiałów i zdjęć.

                                                                                                Rogoźna, 2013r  dede/RDZR




                                                  

autor:http://blog.demostenes.pl/

"Dzieli nas tylko czas"

Antoni Bochniarz - pożegnanie...

Antoni Bochniarz

Z żalem informujemy o nagłym odejściu naszego brata, ojca, przyjaciela oraz wybitnego specjalisty zaburzeń mowy i psychoterapeuty - Antoniego Bochniarza.

Wszystkim pacjentom i partnerom Gabinetu Demostenes serdecznie dziękujemy za okazaną wyrozumiałość i wyrazy współczucia.

Rodzina i Przyjaciele

PS. W ważnych sprawach prosimy o kontakt: 609303294.

                                                                                                                                                                                             grudzień, 2017r



5.

 

KSIĄDZ

KRZYSZTOF  PŁONKA 

ks. Krzysztof Płonka, ur. 05.07.1979r.

Syn Małgorzaty zd. Wacławczyk i Stanisława.

Wychował się i wyrósł w Rogoźnej na ul. Gajowej.

Chodził do szkoły Podstawowej nr 8 w Rogoźnej. Wieloletni ministrant w swojej parafii. W latach 1994-1998 Liceum Zawodowe przy Zespole Szkół Mechaniczno-elektrycznych im. Tadeusz Kościuszki      w Rybniku. Uzyskany zawód: elektromechanik maszyn      i urządzeń przemysłowych.

Potem zaskoczył wszystkich wstępując do Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego, gdzie studiował   w latach 1998-2004.

Mgr licencjat kan. z misjologii. Praca pod kierunkiem ks.Prof. dr hab. Jana Gorskiego pt. "Zaangażowanie misyjne młodzieży, jako odpowiedź na wezwania Jana Pawła II zawarte w orędziach na Światowe dni Młodzieży".

Licencjat kanoniczny u tego samego profesora pt. "Opieka duszpasterska nad migrantami w świetle orędzi na Światowy dzień Migranta i Uchodźcy".

Święcenia kapłańskie przyjął  16 Maja 2004 roku i jest pierwszym wyświęconym księdzem w historii istnienia parafii w Rogoźnej pochodzącym z tej parafii.

Praca duszpasterska:

- staż diakonacki 2004r (3 miesiące w parafii św. Katarzyny w Jastrzębiu-Zdroju)

- 2004-2007 wikariusz w parafii pw. Trójcy Przenajświętszej, Piekary Śląskie-Szarlej

- 2007-2009 wikariusz i duszpasterz głuchoniemych     w parafii pw. Miłosierdzia Bożego w Jastrzębiu-Zdroju.

 

- od września 2009 do października 2012 wikariusz         i duszpasterz Polonii w parafii Opatrzności Bożej           w Kiszyniowie ( Mołdawia), prezes Rodziny Kolping     w Mołdawii, przewodniczący Diecezjalnej Komisji Liturgicznej

 

- od 2012 proboszcz w parafii św. Anny w Ungheni (Mołdawia) i opiekun filii duszpasterskiej w Sculeni (Mołdawia), gdzie obecnie buduje się kościół pw. św. Jana Pawła II.

Parafia pw. św. Anny w Ungheni jest to mała parafia, licząca zaledwie 15 parafian. Priorytetem jest projekt sakralny wspierający wyposażenie kościoła oraz wizerunek zewnętrzny i wewnętrzny, by zachęcić do modlitwy. Jest to jeden z wielu celów programu "Aniołowie Misji", na który składają się określone zadania podzielone na grupy. Zadanie ks. Krzysztofa   to w głównej mierze wsparcie organizacji rekolekcji dla służby liturgicznej w Mołdawii.

"Módlmy się, aby Europa odnalazła swoje chrześcijańskie korzenie poprzez świadectwo wiary wiernych" JPII

Głównymi zadaniami ks. Krzysztofa jest głoszenie Słowa Bożego, odprawianie mszy i udzielanie sakramentów oraz przewodzenie wspólnocie wiernych. Jako proboszcz dba także o utrzymanie kościoła, przygotowanie obchodów świąt. Przede wszystkim        to służba Bogu i ludziom.

Ks. Krzysztof jest osobą niezwykle pracowitą, ale także bardzo skromną i dająca dobry przykład. Nie chwali się osiągnięciami i nie mówi nic na wyrost - po prostu działa. Jest dobrym obserwatorem, co pomaga w pracy duszpasterskiej. Zawsze uśmiechnięty i chętny nieść pomoc.

Z tym uśmiechem i zawsze otwartym sercem idzie        do ludzi. Szczególnie umiłował sobie pracę z młodzieżą  i dla młodzieży, ale nie tylko.

W swoim działaniu kieruje się Dekalogiem i innymi dogmatami wiary. Jest dobrym dla ludzi i bliskim ich problemom. Charyzmatyczny, co przyciąga. Tworzy poruszające i bliskie sercu kazania, proste w słowach     i głębokie w treści. Atutem są umiejętności pedagogiczne, dlatego tak jest uwielbiany.

 

Miłośnik gołębi pocztowych.

 

"Bogu niech będą dzięki za drogę, jaką mnie wiedzie"

                                                                                   ( Ewa Lazar-Płonka /dede/RDZR )

                                                                                                        Rogoźna, 2015 r

 Dziękuję Ci Ewa, za przybliżenie Naszym Mieszkańcom  losów związanych z ks. Krzysztofem, jako jedynym  do tej pory księdzem wywodzącym się z Dzielnicy Rogoźna, Naszego Parafianina, Mieszkańca, Kolegi.




 

  >>> PODSTRONA  W  CIĄGŁEJ  ROZBUDOWIE <<<

Jeśli posiadasz jakiekolwiek informacje na temat ludzi nieprzeciętnych Naszej Dzielnicy, może ktoś taki mieszka obok Ciebie ?, może chcesz opowiedzieć nam swoją historię lub swoich bliskich ?-  napisz  czekamy: dpabis@onet.pl


Darmowa strona domowa na Beepworld
 
Za treść tej strony odpowiedzialny jest wyłącznie jej
autor. Osiągalny jest za pomocą tego Formularza!