dawniej i dziś


Mieszkańcy Rogoźnej jeśli posiadacie jakiekolwiek ważne, cenne informacje na temat Naszej Dzielnicy, a chcecie się nimi z Nami podzielić, może opowiedzieć nam swoją historię lub swoich bliskich?- napiszcie lub zadzwońcie, my się z Wami skontaktujemy!




Rada Dzielnicy Rogoźna oraz Stowarzyszenie Przyjaciół Rogoźnej zwraca się z prośbą do mieszkańców, aby przesyłali ciekawe zdjęcia z okolicy Rogoźnej - także stare ze skanowane – Naszej Dzielnicy, (mile wskazany krótki opis), celem umieszczenia na stronie oraz stworzenia w przyszłości albumu dla mieszkańców.

Na adres E-mail : 

dpabis@onet.pl /// tel. 784 012 061 (Danuta Pabiś)

stowarzyszenie_rogozna@interia.pl /// tel. 889 549 894

  (Barbara Dzierżęga)









 MIESZKAŃCY  NASZEJ 

DZIELNICY  MAJĄ  GŁOS

OPOWIEŚCI TE Z BLISKA

I DALEKA







...Najstarsi Mieszkańcy Rogoźnej wspominają jak to się kiedyś żyło w Naszej Rogoźnej

ciężkie czasy przed, wczasie i po II-wojnie światowej...




jeśli chcesz słuchać nagrania w czasie przeglądania podstrony "Najstarsi Mieszkańcy Naszej Dzielnicy mają głos" załącz przycisk lub  w/g  potrzeby  wyłącz.




1.

MARIA  FIZIA

BRACHACZEK

Maria Brachaczek zd. Fizia urodziła się 6 grudnia 1926 roku             (90 lat) i jak sama teraz mówi żartobliwie przyniósł ją - jej mamie, święty Mikołaj. Pani Maria, chce po części podzielić się z nami wspomnieniami z okresu  II wojny światowej oraz tym jak to w Naszej Dzielnicy Rogoźna powstał jeden z trzech krzyży przydrożnych, który znajduje się przy ulicy Wodzisławskiej, drugi mieści się na posesji państwa Dzierżęga, trzeci zaś przy granicy ulicy Gajowej a Aleją Jana Pawła II, w Dzielnicy znajduje się dodatkowo krzyż misyjny, przy naszym kościele parafialnym.

 

JAK POWSTAŁ JEDEN Z KRZYŻY PRZYDROŻNYCH MIESZCZĄCY SIĘ W ROGOŹNEJ, PRZY ULICY WODZISŁAWSKIEJ

Obok posesji państwa Fizia, Brachaczek – mojego rodzinnego domu.

Zanim opowiem jak powstał pierwszy krzyż przydrożny  muszę odnieść się do historii mojej babci Anny Konsek zd. Śpiewok, która pochodziła z Kłokocina, a kiedy wyszła za mąż przeprowadziła się do Rogoźnej. Chcąc zostać wielką gospodynią razem ze swoim mężem, a moim dziadkiem Franciszkiem wydzierżawili  od państwa pod hipotekę bardzo duży i ładny kawałek pola. Grunt ten ciągnął się od posesji mieszczącej się przy ul. Wodzisławskiej, (którą zamieszkuję do dziś) aż do samego lasu Jesionek, część gruntu posiadali jeszcze przy ulicy Łąkowej. Tak gospodarzyli, tak żyli. Ich dwie córki odziedziczyły po nich majątek,  jedna Berta Fizia - moja mama, z 8-ga rodzeństwa. Dlatego też część hipoteki spłacałam jeszcze, wraz z mężem po naszym ślubie na skutek dziedziczenia, ale do rzeczy…Coś o powstaniu samego krzyża, chociaż sam wstęp bardzo wiąże się z tym co już zapisane - mówi pani Maria. 

Moja babcia, mieszkając przy ulicy Wodzisławskiej (moja ojcowizna) była w tym domu bardzo szczęśliwa, dobrze się tu w Rogoźnej czuła i dostatnie się jej powodziło - cudownie żyło, dlatego też jako dziękczynienie i w podzięce za wszystko, jako, że Była pobożną kobietą postanowiła wznieść przydrożny krzyż na rogu swojej posesji, właśnie w dowód wdzięczności.

Opiekowała się nim przez lata, dbała o to by zawsze były przy nim i w jego obejściu świeże kwiaty. Dbała o niego moja babcia potem mama no i ja oraz moja bratowa Eugenia Fizia zd. Wiaterek. Jednak ze względu na mój wiek i na to, że mam coraz to większe problemy z poruszaniem się, obecnie krzyżem opiekuje się moja sąsiadka z naprzeciwka, Łucja Grodoń. Niegdyś przy krzyżu odbywały się nabożeństwa majowe, ta tradycja przetrwała do dnia dzisiejszego, co mnie bardzo cieszy.

Czasy II wojny światowej

 

Pani Maria, wspomina czasy wojenne z wielką trwogą, a niekiedy nawet nie wie jak słowa ubrać w zdania...

Pamięta jak przez Rogoźnę prowadzono więźniów z Auschwitz, szli oni z Oświęcimia drogą na Wodzisław, był już (jak się potem okazało) koniec wojny- 1945 rok, obraz ten jednak na zawsze utkwił w jej pamięci. Niemieccy żołnierze strzelający za nic do słabych wycieńczonych więźniów, których bili, kopali pomiatali i poniżali ich. Wspomina chwile kiedy niektórzy mieszkańcy Rogoźnej pomagali więźniom ukryć się w ich domach narażając własne życie. Niemieccy żołnierze nie mieli skrupułów, traktowali ludzi jak przedmioty, mimo to Rogoźnianie w ten sposób uratowali około 10 osób, podczas tego przemarszu.

Pani Maria pamięta okres wojny kiedy  szedł przez Rogoźnę front, była wtedy młodą dziewczyną miała zaledwie 19 lat. Na swoim podwórku musiała z innymi kobietami, sąsiadkami kopać okopy, a czemu kopała je z kobietami? bo mężczyzn wtedy nie było w domach, w większości byli na wojnie, zostali tylko najstarsi i schorowani. Okopy znajdowały się niemalże przy każdym z sąsiednich domów. Gdy przeszedł front wojsk niemieckich, ojciec pani Marii Paweł Fizia, zbijał z desek skrzynie i tak organizował godny pochówek zamordowanym wówczas cywilom, wśród których znajdowali się Jego sąsiadzi.

Zaraz po froncie szło wojsko rosyjskie i to oni plądrowali nasze domy, ale oczywiście nie wszyscy wojskowi tacy byli, jednak większość z nich zabierała wszystkie cenne przedmioty, paliła ubrania, zabijała zwierzęta  dla zabawy lub w celu ich zjedzenia. Były to czasy, gdzie w każdej rodzinie znajdowało sie wiele dzieci, zdarzało się, że było  dziesięcioro czy ośmioro (to był standard) i pani Maria pochodzi z takiej właśnie wielodzietnej rodziny...czasami prawie całe rodziny były rozstrzeliwanie, podobnie rozszczelano sąsiadów z naprzeciwka (Walentego Dziwoki i troje jego dzieci, żona z córką Anną ocalały, bo przebywały w ten czas w innym miejscu, (obecnie mieszka w tym domu rodzina  Goraus, ul. Wodzisławska)…były to bardzo ciężkie czasy…wspomina pani Maria.

Czasy powojenne również nie były lekkie, kiedy wszystko było na kartki, ale trzeba było sobie radzić, próbować godnie żyć, głównie z rolnictwa …wspomina... a głos jej się łamie…

… Pani Maria wspomina także Naszego wieloletniego mieszkańca Rogoźnej, pana Franciszka Solicha, kronikarza z Naszej Dzielnicy, o którym możemy przeczytać w książce p.t „Rogoźna przez wieki”                  L. Buchman, E. Gwóźdź, dożył  102 – lat. Pani Maria mówi, że był to bardzo dobry i porządny człowiek, uczynny dla ludzi - mieszkańców Rogoźnej, nikomu nie odmawiał pomocy i gdy była potrzeba załatwić  coś  np. w Urzędzie Miasta ("na Gminie" ) - chętnie służył pomocą. Był otwarty na ludzi i aktywnym działaczem Rogoźnej przez wiele lat.

Wspomina także pierwszego polskiego dyrektora Naszej Szkoły w Rogoźnej, pana Walętego Domagała, który to dla naszej wsi  w 1930 roku swoimi staraniami załatwił elektryfikację i nasza Dzielnica, ówczesna wieś jako pierwsza na terenie Żor ją miała.

Organizował festyny, nie raz odbywające się przy dawnej remizie OSP w Rogoźnej albo w lesie Rajszczok.

Pani Maria zmarła w 2017r,spoczywa na cmentarzu w Rogoźnej.

                                                                                  Rogoźna, 2015 rok / dede/RDZR




KOŚCIÓŁ   w Rogoźnej


  poniższy tekst spisano na rzecz gazetki parafialnej w Boguszowicach/artykuł do "Serca Ewangelii", autor: Helena Białecka.Korzystano ze źródeł:  Alfons Nowak, Geschichte der Landpfarreien des Archipresbyterates Sohrau, 1912, Katalog archidiecezji katowickiej 2001 i 2005 cz. II, Leokadia Buchman, Ewelina Gwóźdź, Rogoźna przez wieki, 2001,Wywiad z ks. prob.  Józefem Szulikiem (2005r)   

   W czasie reformacji w okolicy tylko 3 kościoły pozostały katolickie: w Rybniku, Pawłowicach
 i w Boguszowicach. Pozostałe przez 60 lat były w rękach protestantów.

W Żorach w latach 1569-1629

     W roku 1676 Rogoźna była najmniej liczebnie wsią w parafii boguszowickiej, bo mieszkało tu tylko 3 gospodarzy, w małym Brodku 4, w Roju 5, w Boguszowicach 17. W Boryni z parafii krzyżowickiej po tej wojnie znalazł się tylko 1 gospodarz. Tę małą liczbę mieszkańców tłumaczyć należy wojną trzydziestoletnią. Przypuszczalnie w czasie wojny w lesie przy Ławczoku żołnierze zrobili sobie leże zimowe; wtedy żadna ze stron nie walczyła. W Ławczoku mogli poić konie, ale żywność zdobywali w okolicznych wsiach, bo musieli się sami utrzymywać. Ludzie umierali z głodu i innych niedogodności wojny. Najwięcej ucierpiały wsie najbliżej tego stawu. Boguszowice znajdowały się najdalej od Ławczoka.

     Wojna skutkowała i tym, że nastąpiło ogólne rozprężenie moralne. Zaczęto pić wódkę wytwarzaną w gorzelniach panów, palić tytoń i grać w karty.


Parafialne kościoły drewniane w Boguszowicach, służące także parafianom z Rogoźnej

    Jak już na początku wspomniano, Rogoźna długo nie posiadała kościoła na swym terenie i wraz z kilkoma innymi wioskami (Brodek, Folwarki, Gotartowice, Ligocka Kuźnia, Ligota, Raszowiec, Rowień, Rój, Wygoda) należała do parafii boguszowickiej. Parafia obejmująca
44 km² figuruje w spisach świętopietrza (podatek na Stolicę Apostolską) w wieku XIV i XV. Przy zakładaniu parafii kierowano się ilością dusz. Musiały one utrzymać kościół i kapłana, i dokładać się do utrzymania klasztoru w Rudach, właściciela Boguszowic do roku 1810. Pierwszym wzmiankowanym proboszczem w Boguszowicach był w latach 1517-1541
ks. Szymon z Koźla. Przez wieki wioski w parafii liczyły mało ludzi. W 1447 w parafii było tylko 144 rodzin chłopskich. Parafia podlegała pod archidiakonat opolski, diecezję wrocławską i od 1335 pod archiprezbiterat żorski. Diecezja katowicka została wyodrębniona z diecezji wrocławskiej dopiero w 1925 roku.

Na podstawie wizytacji biskupiej z 1652 dowiadujemy się, że kościół był budowlą z drewna, z dzwonnicą, w której wisiały dwa dzwony. Podłogę wybrukowano cegłami, po bokach stały ławki, a chrzcielnica na środku. W ołtarzu pod baldachimem kryło się spiżowe tabernakulum.

Zmarłych chowano wokół kościoła, który był pod wezwaniem św. Wawrzyńca, ale też poświęcono go św. Marcinowi. Kiermasz obchodzono w pierwszą niedzielę po św. Marcinie. W 1679 nie zanotowano już spiżowego tabernakulum, bo prawdopodobnie zostało skradzione przez wojsko podczas wojny trzydziestoletniej i zastąpiono je drewnianym, ale na ścianach i suficie znajdowały się piękne malowidła. Jest wspomniany już tylko jeden dzwon w wieżyczce nad nawą i brak zapisu o dzwonnicy. Wokół kościoła biegł ganek, pod którym stali wierni niemieszczący się w kościele w czasie nabożeństw, bo kościółek był długi zaledwie 15 m,                      a szeroki około 9 m.

Następny kościół, też drewniany, postawiono w tym samym miejscu w środku wsi w 1717 roku. Wybudowano go w kształcie krzyża. W ołtarzu widniał obraz św. Wawrzyńca namalowany przez Michaela Willmanna,  a nad nim obraz św. Mikołaja. W ołtarzu bocznym od strony południowej znajdował się obraz ukrzyżowanego Chrystusa, od strony północnej obraz Matki Boskiej z roku 1445. Ten zabytkowy obraz wraz z całym ołtarzem został podarowany do Boguszowic przez parafię krzyżowicką,     a teraz można go oglądać w Muzeum Archidiecezjalnym w Katowicach.                   

      W 1975  kościół został przeniesiony do Ligockiej Kuźni, wioski należącej przedtem do parafii boguszowickiej, podobnie jak Rogoźna.

 

U zbiegu dróg prowadzących do Rybnika i Gotartowic założono w 1914 w Boguszowicach nowy cmentarz parafialny, ogrodzony płotem murowanym. Zarówno na tym cmentarzu, jak i na starym cmentarzu przykościelnym spoczywają przodkowie dzisiejszych mieszkańców Rogoźnej, tych wywodzących się ze wsi.

(Dokładna historia boguszowickiej parafii znajduje się w książce                  A. Nowacka pt. Historia parafii wiejskich Archiprezbiteratu Żory, s. 10- 24.(Należałoby wspomnieć też o kościele żorskim jako parafialnym dla Rogoźnej od 1925 roku.     

              (Dane z moich notatek – Helena Białecka)

Helena Białecka-pra prawnuczka-Walenego Dosterschill, prawnuczka -Wilchelma Bucha, nauczycieli z Rogoźnej, emerytowana nauczycielka z Szerokiej, autorka wielu książek między innymi:W naszej krainie – zawierająca zbiór opowiadań z Szerokiej i okolicy.Pełny tytuł: W naszej krainie. Opowiadania i baśnie z południowego pogranicza ziemi rybnickiej i pszczyńskiej, a także: Górnośląska, wiejska saga rodzinna : protoplaści Mieczysława, Heleny i Pawła Kulów z boguszowickiej parafii,  Mała ojczyzna w baśniach i opowieściach i wielu wielu innych.       Inne książki autorki:

http://fbc.pionier.net.pl/search#fq={!tag=dcterms_accessRights}dcterms_accessRights%3A%22Dost%C4%99p%20otwarty%22&q=dc_creator%3A(helena%20bia%C5%82ecka)

                zdjęcie-źródło: archiwum rodzinne, http://www.nowiny.rybnik.pl/artykul,32270,pierwsza-monografia-miejscowosci.htm                                              

                                                                                                dede/RDZR/2016r



40 lat

KAPLICZKI

p.w. św. Jana Nepomucena

w Rogoźnej

                                                                                  wydanie: Rogoźna, wrzesień 1997r

1957 – 1997

 

w roku 2017 będziemy

obchodzić jubileusz 

60-lecia

 

HISTORIA   KAPLICZKI

 

W Rogoźnej 1717 roku staraniem Adama Strączka wybudowano maleńką kapliczkę o powierzchni 2m na 4m, który pieczołowicie się nią opiekował, a po jego śmierci opiekę nad kapliczką przejęła ludność całej wioski.

Służyła ona mieszkańcom przez długie lata. Odprawiano w niej głównie nabożeństwa majowe. Zw względu na małą powierzchnię wierni gromadzili się wokół kapliczki. Nabożeństwom przewodniczył Paweł Machulec- mieszkaniec naszej wioski. Chętnie przychodziły tu dzieci, a ich śpiew rozlegał się na całą okolicę. Czasami nabożeństwo uświetniali miejscowi muzykanci. W roku 1955 przejeżdżający drogą tuż obok kapliczki mikrobus zwany „stonką”, zahaczył o róg, w skutek czego uległy zawaleniu dwie ściany. Przez jakiś czas nikt nie odbudowywał kapliczki. Dopiero kiedy wójt gminy Alojzy Kolon otrzymał polecenie z powiatu, że kapliczkę należy odbudować lub całkowicie zburzyć, zadecydowano ją odbudować. Zwrócił się więc z prośbą do Józefa Możdźenia, by zajął się tą sprawą. Postanowiono utworzyć komitet w skład którego weszli : Józef Możdżeń – przewodniczący oraz członkowie, Paweł Machulec, Henryk Sojka, Robert Piecha, Franciszek Sitko, Józef Helmrych, których zadaniem było odbudowanie zniszczonego obiektu. Na wiejskim zebraniu 10 lutego  1957 roku podano do wiadomości mieszkańcom wsi o zamiarach budowy nowej kaplicy, która została przyjęta z wielką aprobatą. Zwrócono się do pana Sylwestra Czerwieńskiego, by opracował plan, który to w niedługim czasie przełożono w Urzędzie Architektury Powiatowej Rady Narodowej w Rybniku. Tutejszy urząd całą dokumentację przesłał do Urzędu Architektury Wojewódzkiej, który to miał wydać stosowne zezwolenie. Po długim czasie oczekiwania do Urzędu w Rybniku został wezwany Józef Możdżeń, którego poinformowano  o negatywnej decyzji co do budowy. Powiadomiono mieszkańców o tej sprawie i postanowiono zwrócić się jeszcze raz do Urzędu w Rybniku z interwencją i prośbą o ponowne rozpatrzenie sprawy.

Architekt powiatowy pan Kotas poradził przybyłym Możdżeniowi i Machulcowi aby rozpocząć budowę bez zezwolenia. Przystąpiono więc do prac przygotowawczych. Zwrócono się do wiernych o złożenie składki pieniężnej na zakup materiałów budowlanych. Wstępne prace dotyczyły wytyczenia miejsca pod kapliczkę. Miało to być na parceli Książąt Pszczyńskich , gdzie wcześniej już wyznaczono miejsce pod kościół.

Teren ten jednak zajęli sportowcy pod boisko. Nie udało się też sfinalizować tej budowli na terenie majątku Atanazego  Dzidy. Ostatecznie kapliczka miała stanąć tuż nad brzegiem stawu w sąsiedztwie gospodarstwa państwa Dzida. Ludzie z wielkim zaangażowaniem przystąpili do gromadzenia materiałów na budowę i wkrótce potem pod kierownictwem murarza Pawła Machulca rozpoczęto budowę. Prace ciesielskie wykonała Henryk Sojka a wraz z Pawłem Machulcem przystąpili do prac związanych z budową wieży i dachu. Postawiona murowana kaplica miała wymiary 7m na 5m. Stolarz Franciszek Sitko wykonał drzwi, a stolarz Robert Piecha okna. Patronem kaplicy obrano św. Jana Nepomucena, którego figurę przywieziono z parafii Pogwizdów koło Cieszyna. Rzeźbę odnowiono i umieszczono w świątyni.

Po zakończeniu budowy zwrócono się do proboszcza z Żor Adama Biażanowskiego, aby poświęcił kaplicę. Z uwagi na to, że w tym czasie stosunek władz do kościoła był wrogi, proboszcz z obawą przed aresztowaniem odmówił poświęcenia nielegalnie wzniesionej budowli. Przyjechał jednak na miejsce i zaproponował, by kaplicę wymalować. Prace te zlecił swojemu bratu, który był mistrzem w malowaniu obiektów sakra;nych.Władze Komitetu Partyjnego dowiedziawszy się o nielegalnie zbudowanej kaplicy, skierowały sprawę do Kolegium Powiatowego ds. Wykroczeń, gdzie wezwano budowniczych Możdżenia, Machulca i Sojkę na rozprawę. Wezwani mieli więc ponieść karę, mówiono o zburzeniu kapliczki jednak prosili oni kolegium o odstąpienie od takiego zamiaru, gdyż to mogłoby spowodować wielkie oburzenie wśród mieszkańców. Zaproponowano więc karę pieniężną., którą wezwani też nie zgodzili się ponieść. Do Józefa Możdżenia zwrócił się  Przewodniczący Kolegium i przedłożył następującą sprawę „z uwagi na to że wybudowano bez zezwolenia, a Kolegium Powiatowe musi podać o ukaranie winnych do Kolegium Wojewódzkiego, stosowne byłoby wyrażenie zgody na wymierzenie kary”. Ponieśli więc ją trzej wezwani w wysokości po 100 złotych na osobę. Po tym fakcie czyniono przygotowania do poświęcenia .

Mieszkańcy zamknęli rozdział budowy kaplicy, wieńcząc swe trudy poświęcenia świątyni w dniu 19 września 1957 roku przez Adama Bieżanowskiego.

Od tego czasu w kaplicy odprawiano raz w miesiącu nabożeństwo dla ludzi starszych.

W latach 1958 – 60 do Rogoźnej dojeżdża ksiądz z Żor, by w pierwsze piątki miesiąca odprawiać nabożeństwo. Na Mszę św. Niedzielną i naukę religii mieszkańcy dochodzą do parafialnego kościoła w Żorach p.w. ś. Ap. Filipa i Jakuba. Dekretem z dnia 13 pażdziernika 1961 roku ks. Franciszek Król zostaje przeniesiony do Żor z Katowic Piotrowic i mianowany wikariuszem z pleceniem obsługiwania kaplicy w Rogoźnej, gdzie odprawia pierwszą Mszę św. Jako podziękowanie za zebrane plony. Od tego czasu ks. Franciszek Król pełni posługę duszpasterską, w kaplicy codziennie odprawia Mszę św. I prowadzi naukę religii dla miejscowych dzieci. Przedtem religia odbywała się w salce w domu Atanazego Dzidy. Ministranci, którzy dawniej pełnili swą służbę w Żorach, teraz czynią to w miejscowej kaplicy. Należeli do nich: Eugeniusz Michalik, Andrzej Możdżeń, Ambroży Dajka, Henryk Sojka. Powiększyło się grono ministrantów, coraz młodsi wyrażali chęć służby byli to : Stefan Sojka, Jerzy Michalin, Jan Trybuś, Hubert Sojka, Roman Włosianko, Norbert Sojka, Henryk Owczarek, Hubert Kłapczyk, Wilhelm Kuchta, Stanisław Janko, Jan Zając i inni. W listopadzie 1961 roku w kaplicy odbył się pierwszy chrzest Stefanii Marcisz córki Eryka i Hildegardy zd. Zająć. W Sylwestra tego samego roku pierwszy związek małżeński zawarli Eryk Nowak z Heleną Karot.

Cała wspólnota wraz z proboszczem dbała o swą małą świątynię. Wystrojem wewnętrznym , układaniem kwiatów, praniem i prasowaniem bielizny kościelnej zajmowała się Anastazja Michalin. Blisko mieszkający Konrad Sojka, a następnie Henryk Sojka zajmowali się zamykaniem i otwieraniem kaplicy każdego dnia oraz dzwonieniem na nabożeństwa. Potem te czynności wykonywały Katarzyna Bortlik oraz Marta Sojka. W miarę możliwości wierni przyczyniali się do ubogacania kaplicy.  Henryk Sojka wykonał świeczniki, stajenkę oraz pięknie zdobioną laskę św. Mikołaja, z którą zgodnie z tradycją 6 grudnia wkroczył w progi kaplicy św. Mikołaj, by tam się spotkać ze zgromadzonymi dziećmi.

W dniu 7 marca 1962 roku zostały zawieszone w kaplicy stacje drogi krzyżowej, które erygował ojciec January Wolnik Franciszkanin z Rybnika. Dziesięć dni później odbył się w kaplicy pierwszy pogrzeb śp. Anieli Baron z ul. Folwarcznej ( Rolniczej). Z czasem mieszkańcy napotykają na trudności – zakaz odprawiania Mszy św. oraz prowadzenie katechizacji dzieci.  Pomimo tak radykalnej decyzji władz powiatowych, wierni nadal prowadza praktyki religijne. Lekcje religii prowadzone przez katechatke Reginę Mrowiec przeniesiono z kapliczki do starej strażnicy, ale i tu władze postanowiły przeszkodzić w gromadzeniu się dzieci. W lutym 1964 roku wynajęto więc pomieszczenie w „familoku” pana Atanazego Dzidy i tam kontynuowano naukę religii. W tym czasie ks. Franciszek Król zamieszkuje na terenie Rogoźnej u życzliwych mieszkańców: Franciszka Dajki, Atanazego Dzida i Ruina Smyczka. Dalsze niepowodzenia dotyczą kilku pań, które zbierały pieniądze na zakup  naczyń liturgicznych. Z tego to powodu 16 osób i ks. Franciszka Króla wezwano na przesłuchanie i w wyniku rozprawy ukarano grzywną w wysokości 1500 zł. Dwie organizatorki, a pozostałych po 1000zł.

W dniu 26 września 1964 roku Stację Duszpasterską w Rogoźnej wizytuje ks. Biskup Józef Kurpas, udzielając sakramentu bierzmowania 97 osobom. We wczesnych godzinach rannych dostojnego gościa witają dzieci Małgorzaty Michalin i Małgorzaty Haczyk oraz  przedstawiciel wiernych Józef Możdżeń. W  Grudniu tego roku zostają poświęcone nowe ornaty: zielony, biały i  czerwony uszyte przez Siostry Felicjanki w Szczyrku. W dniu 22 stycznia 1965 roku ks. Proboszcz Adam Bieżanowski i ks.  Franciszek Król zostają wezwani do Prezydium Powiatowej Rady Nadzorczej w Rybniku, w sprawie nauczania dzieci religii bez zezwolenia i zgłoszenia. W kwietniu odbyły się pierwsze Rekolekcje Wielkopostne  przeprowadzone przez Ojca Mariana Trypoka z Bytomia. W maju z okazji wspomnienia św. Jana Nepomucena odbył się odpust – kazanie wygłosił ks. Józef Sudolski z Opola. 17 czerwca 1965 roku wierni udają się w procesji Bożego Ciała do czterech ołtarzy, które przygotowane zostały przy ulicy Byrońskiej i Chopina. 20 czerwca 1965 roku do Pierwszej Komunii Św przystępuje 18 dzieci. Na wiosnę 1966 roku odbywają się Rekolekcje Wielkopostne, które prowadzą Ojcowie Franciszkanie z Rybnika. W tym samym roku grupa 35 dzieci  przystępuje do Pierwszej Komunii Św. Wkrótce potem zostaje zorganizowana pielgrzymka do Piekar.


Ks. Franciszek Król, pierwszy proboszcz, budowniczy parafii N.M.P.

Matki Kościoła w Rogoźnej.

24.03.1915 - 16.05.1985

1961 - 1985

Źródło: Król Franciszek (1915-1985)/http://www.encyklo.pl/index.php?title=Kr%C3%B3l_Franciszek

Biografia

Urodził się 24 marca 1915 w Pogwizdowie k. Bochni. Był synem rolnika i organisty Franciszka oraz Marii z d. Kurek. W 1934 roku zdobył tzw. maturę handlową w w szkole średniej w Zakopanem. W 1937 roku wstąpił do Zakonu Ojców Kamedułów. W latach 1937-1939 odbył nowicjat w ich klasztorze na Bielanach koło Krakowa. W 1939 roku rozpoczął studia filozoficzno-teologiczne w Instytucie Ojców Kamedułów „Montis Coronae ad Tusculum”. 15 listopada 1944 opuścił zakon kamedułów, ze względu na słabe zdrtym owie i przeszedł do Seminarium Polskiego w Rzymie będącego pod opieką bpa Gawliny. Zamieszkał w Collegium Gallicum. W roku akademickim 1944/45 odbył kurs teologiczny na Uniwersytecie Gregoriańskim. W 1946 roku zdał egzamin w zakresie humanistycznym. Nie mógł otrzymać święceń kapłańskich, gdyż nie był przypisany do żadnej diecezji, dlatego za namową rektora seminarium ks. Jedwabskiego zdecydował się wrócić do Polski.

We wrześniu 1946 roku powrócił do Polski. Miesiąc później został przyjęty do Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego w Krakowie. Studia kontynuował na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Święcenia kapłańskie przyjął 5 kwietnia 1947 roku w kaplicy Kurii Diecezjalnej w Katowicach z rąk bpa J. Bieńka. Jako wikariusz duszpasterzował w parafiach: św. Małgorzaty w Kamienicy (od 15 kwietnia 1947), NSPJ w Brzezinach Śląskich (od 31 sierpnia 1949). W marcu 1951 roku poprosił o możliwość pracy na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Otrzymał dwuletni urlop z możliwością zatrudnienia się na terenie diecezji wrocławskiej.

Był administratorem w parafiach: Pracze Odrzańskie i Wilkszyn. W kwietniu 1953 roku zdał egzamin proboszczowski. W latach 1955-1958 pracował na terenie Administracji Apostolskiej Śląska Opolskiego. Pełnił wówczas obowiązki kapelana w Zawadzkiem i katechety w Gliwicach. Po powrocie do diecezji katowickiej 23 września 1958 został skierowany jako wikariusz do parafii NSPJ w Piotrowicach oraz katecheta w miejscowej Zasadniczej Szkole Zawodowej. 13 października 1961 otrzymał dekret wikariusza, kierujący go do parafii św. Ap. Filipa i Jakuba w Żorach oraz polecenie objęcia szczególną opieką duszpasterską mieszkańców Rogoźnej. 4 kwietnia 1972 otrzymał prawo noszenia tytułu proboszcza.


W latach 1972-1973 ks.Franciszek Król wybudował w Rogoźnej nowy kościół pod wezwaniem NMP Matki Kościoła. Po erygowaniu tam w 1977 roku nowej parafii otrzymał nominację na jej pierwszego proboszcza.


Ks. Franciszek  Król zmarł 16 maja w 1985 roku,po
  dwudziestu czterech latach służby duszpasterskiej w Rogoźnej.
Zasłabł przy ołtarzu. Dostał zawału podczas nabożeństwa majowego, co było wielkim szokiem dla parafian.
Pogrzeb pierwszego proboszcza odbył się na cmentarzu świętych Filipa i Jakuba.
Tam do dziś znajduje się grób ks. Franciszka.
 

4 stycznia 1967 roku ks. Franciszek Król udaje się do Katowic i w Referacie ds. Wyznań składa podanie z prośbą o powiększenie kaplicy. Prośba dotyczy również umiejscowienia kaplicy w bezpieczne miejsce, gdyż prace związane z poszerzeniem ulicy Wodzisławskiej stanowiły poważne zagrożenie dla blisko położonej budowli sakralnej. W miesiąc później wierni po Mszy św. Osobiście podpisują listę którą przesyłają na ręce  towarzysza Ziętka z prośbą o pozytywne załatwienie sprawy. 3 lipca 1967 roku mieszkańcy Rogoźnej przeżywają doniosłe wydarzenie – Nawiedzenie Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej . Wierni gromadzą się jednak przy pustych ramach i zapalonej świecy, gdyż Obraz został zatrzymany przez óczesne włądze. Na tę Uroczystość przybywa ks. Biskup Józef Kurpas, ks. Dziekan Edward Tobola, ks. Adam Bierzanowski i liczne zgromadzone duchowieństwo. Na pamiątkę zakupiono do kaplicy nowy kielich. 22 października 1967 rok ponownie zwrócono się z prośbą do Wojewódzkiego  Referatu Wyznań w sprawie przeniesienia i powiększenia kaplicy. Wydzierżawiono 50 arów pola od pana Atanazego i Klary Dzida w formie wieczystej dzierżawy, gdzie miała stanąć nowa kaplica. Niestety władze wojewódzkie nie wyraziły zgody.   W styczniu 1968 roku dopatrzono się nielegalnie udzielanych lekcji religii. Wtedy to inspektor Wydziału Oświaty Pilch i kierownik szkoły Kazimierz Walla namawiali ks. Franciszka Króla do zarejestrowania punktu katechetycznego, co nie zostało zrobione. Atanazego Dzida pociągnięto do odpowiedzialności za nielegalne wynajęcie salki.  Karę w wysokości 875 złotych potrącono mu z konta bankowego. Sumę tę uregulowali rodzice dzieci, które pobierały tam naukę.  4 grudnia 1969 roku na Mszy św. Z okazji „Barbórki” poświęcono czerwony ornat, częściowo ufundowany przez górników. W czerwcu 1970 roku dzieci z okazji Pierwszej Komunii Św ofiarują do kaplicy cyborium. 13 października 1970 roku ks. Biskup Józef Kurpas udziela Sakramentu Bierzmowania 116 kandydatom. Na tę okazję pomalowano kapliczkę, zrobiono nowy ołtarz oraz odnowiono figurę patrona.

W miesiąc puźniej delegacja wraz z księdzem Franciszkiem Królem udaje się na Jasną górę, aby na nowo oddać się w niewolę Maryi za Kościół Św.  29 listopada 1970 roku w pierwszą niedzielę Adwentu po raz pierwszy cała Msza św odprawiona zostaje w języku polskim.

Mieszkańcy Rogoźnej w dalszym ciągu czynią starania o przeniesienie kapliczki, lecz ciągle nie uzyskują na to zgody. W tym czasie ks. Proboszcz nowo wybudowany dom przy ulicy Wodzisławskiej, który jest własnością Mieczysławy I Henryka Warzyszyńskich oraz ks. Franciszka Króla. Tuż za budynkiem mieszkalnym zaczęto wznosić budynek gospodarczy, na fundamentach którego miała powstać kaplica. W trakcie robót zapadła decyzja władz o całkowitym zburzeniu, gdyż słusznie się domyślano, że powstająca budowa będzie służyła jako świątynia.

6 czerwca 1972 roku zostaje odprawiona uroczysta Msza Św pod przewodnictwem ks. Biskupa w asyście 29 księży z sąsiednich parafii, z okazji Jubileuszu 25-lecia Kapłaństwa ks. Franciszka Króla.

18 lutego 1971 roku ks. Król załatwia w Rybniku sprawy z związku z budową nowego kościoła.  Po uzyskaniu zezwolenia 26 czerwca  1972 roku zostaje wymurowany kamień węgielny pod nowy kościół.


Po poświęceniu nowego kościoła p.w NMP Matki Kościoła, którego dokonał ks. Biskup Henryk Bednarz 16 grudnia 1973 roku w kapliczce św Jana Nepomucena jest odprawiana Msza św w maju z okazji odpustu z udziałem bardzo wielu parafian. Tradycyjnie już z okazji procesji Bożego Ciała młodzież przygotowuje przy kapliczce jeden z ołtarzy. W roku 1990 kapliczka została odnowiona zewnątrz i wewnątrz przez miejscowych parafian. W roku 1997 w maju przed odpustem została zrobiona nowa posadzka z łomu marmurowego. Płyty z łomu murowanego wykonał pan Edward Jasica ze Świerklan, zaś  prace w kapliczce wykonali parafianie: Konstanty Konsek, Alojzy Płonka, Wilibald Garus, Bogdan Brocki, Paweł Kranc i Ryszard Machulec. Przed uroczystością 40- lecia kapliczki we wrzesniu 1997 roku pomalowano ściany zewnątrz oraz okna. Te prace wykonali pan malarz Mieczysław Broda oraz Emil Solich, Wilibald Garus i Paweł Kranc.

W niedzielę 21 września 1997 roku o godz. 16.00 została odprawiona Uroczysta Msza św koncelebrowana pod przewodnictwem ks. Dziekana Jana Szewczyka z Żor, który wygłosił okolicznościowe kazanie – o świętowaniu jubileuszy i rocznic.

W koncelebrze brali udział ks. Walenty Nogły – długoletni misjonarz w Brazylii, ks. Proboszcz Józef Szalik i ks. Katecheta Marian Piskorz. Modlono się za żyjących i zmarłych budowniczych i fundatorów kapliczki.

 W tej uroczystości w bardzo pięknej słonecznej pogodzie brało udział również bardzo wielu parafian. 

W wrzesniu  2017 będziemy świętować 60 lecie powstania Naszej kapliczki w Rogoźnej.

( dziękuję wszystkim tym, którzy przyczynili się do tego krótkiego rysu historycznego. Pani Henryce Płonka, która spisała tę historię, pani katechetce Pelagii Marcisz-Gamoń i pani Leokadii Buchman za przygotowanie tej historii do druku. Panom Jerzemu Michalik i Janowi Zając za wykonanie tej pamiętki. Bardzo serdecznie dziękuję pani Hildegardzie Woźnica i wszystkim paniom za stałą troskę o czystość i kwiaty w naszej kapliczce. Bardzo proszę , gdyby ktoś z naszych parafian miał jeszcze jakieś inne ciekawe wiadomości o budowie, powstaniu i funkcjonowaniu kapliczki, aby je spisać i przekazać do kancelarii parafialnej.  

źródło: ( ks. Józef Szulik   )

(książeczkę z rysem historycznym Naszej  Kapliczki przygotowano do druku w 1997r.)  wydrukowane książeczki udostępiono parafianom.


źródło: Admin/Parafia NMP Matki Kościoła w Rogoźnej, książka Rogoźna przez wieki wyd 2001r/autor Leokadia Buchman&Ewalina Gwóźdź, kronika Parafii NMP Matki Kościoła w Rogoźnej/Kuria Metropolitalna w Katowicach,

KOŚCIÓŁ

pod wezwaniem NMP

Matki Kościoła

w Rogoźnej

Święto Maryi, Matki Kościoła

obchodzone w poniedziałek po uroczystości Zesłania Ducha Świętego, zostało wprowadzone do polskiego kalendarza liturgicznego 4 maja 1971 r. przez Episkopat Polski - za zgodą Pawła VI. Dzień ten został wybrany dlatego, że Zesłanie Ducha Świętego było początkiem działalności Kościoła. Jak podają Dzieje Apostolskie, w momencie Zesłania Ducha Świętego w Wieczerniku obecni byli wszyscy Apostołowie, którzy "trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa, i braćmi Jego" (Dz 1, 14). Matka Najświętsza, Oblubienica Ducha Świętego, mocą którego w dniu Zwiastowania poczęła Jezusa Chrystusa, przeżyła w Wieczerniku wraz z Apostołami zstąpienie Ducha Miłości na Kościół. Od tej chwili Maryja, Wspomożycielka Wiernych i Matka Kościoła, towarzyszy Kościołowi w świecie.
Maryja jest Matką Kościoła. Tytuł ten dawali Matce Najświętszej teologowie już od początków dziejów Kościoła, a w ostatnim stuleciu papieże: Leon XIII, Jan XXIII i Paweł VI. Biskupi polscy złożyli Pawłowi VI Memoriał z gorącą prośbą o ogłoszenie Maryi Matką Kościoła i oddanie ponowne Jej macierzyńskiemu Sercu całej rodziny ludzkiej. Prymas Polski, kard. Stefan Wyszyński, w imieniu 70 biskupów polskich w dniu 16 września 1964 roku, podczas trzeciej sesji soborowej, wygłosił przemówienie, uzasadniając konieczność ogłoszenia Maryi Matką Kościoła. Powoływał się na doświadczenia naszego Narodu, dla którego Matka Chrystusowa, obecna w naszych dziejach, i zawsze przez nas wzywana, była ratunkiem, pomoc
ą i zwycięstwem. Biskupi polscy zabiegali również bardzo o to, aby nauka o Matce Najświętszej została włączona do Konstytucji o Kościele, gdyż to podkreśla godność Maryi jako Matki Kościoła i Jej czynną obecność w misterium Chrystusa i Kościoła.
W 1968 r. Paweł VI potwierdził swoje orzeczenie o Matce Kościoła w Wyznaniu Wiary, w tzw. Credo Pawłowym. Episkopat Polski włączył wówczas do Litanii Loretańskiej nowe wezwanie: "Matko Kościoła, módl się za nami". Wniósł równocześnie prośbę do Stolicy Świętej, aby wezwanie to znalazło się w Litanii odmawianej w Kościele Powszechnym, i aby papież ustanowił Święto Matki Kościoła również dla całego Kościoła Powszechnego.

W roku 1967 katowicka kuria biskupia przedstawiła potrzebę usamodzielnienia kaplicy, a w przyszłości utworzenia nowej parafii. W latach 1967-1972 ks. Franciszek Król starał się o uzyskanie zezwolenia na rozpoczęcie pracy i budowę nowego kościoła. Po długich staraniach 8.05.1972 roku rozpoczęto prace budowlane. Kościół budowano 1 rok, 6 miesięcy i 5 dni. 16.12.1973 roku bkp ordynariusz Herbert Bednorz dokonał poświęcenia świątyni w Rogoźnej pod wezwaniem NMP Matki Kościoła.

Wystrój wnętrza kościoła wykonano w 1976 roku według projektu plastyków Łukasza Karwowskiego oraz Zofii i Bolesława Szpechtów. W ołtarzu głównym wykonano mozaikę Marii Matki Kościoła z Chrystusem i Duchem Świętym. Po lewej stronie mieści się chrzcielnica, po prawej mozaika z patronką górników św. Barbarą. 10 kwietnia 1977 roku biskup ordynariusz H. Bednorz ustanowił w Rogoźnej parafię, której pierwszym proboszczem został dotychczasowy rektor, ks. Franciszek Król.

Konsekracji trzech nowych dzwonów i poświęcenia ołtarza dokonał ks. Benedykt Woźnica 28.X.1979 roku.

Pierwszy dzwon nosi imię "Maria". Na jego powierzchni umieszczony jest wizerunek Matki Bożej, a poniżej widnieje napis: „Maryjo Najświętsza, Matko Kościoła, Oddal od nas burze, chroń nas i dobytek Nasz od nieszczęść”. Jest największy.

Drugi dzwon -średni- nosi nazwę „Franciszek”,to on wzywa Nas na Mszę świętą w tygodniu

  trzeci zaś -najmniejszy- to „Jan Nepomucen”-dzwoni on co kwadrans i o pełnej godzinie, on też oznajmnia śmierć mieszkańców parafii. Gdy dzwonią wszystkie razem wzywają Nas na Eucharystię w niedzielę i święta oraz na procesjach.

Dzwony zostały ufundowane przez wiernych, staraniem ks. Franciszka Króla. 16.05.1975 roku.

Krzyż oraz zegar na wieży kościelnej, który wieczorem pięknie świeci, został zamontowany przez firmę "Preis" z Poznania staraniem ks. Franciszka w 1977r - ciekawostką jest jednak fakt, że zegar ten spóźnia się tylko 1s na rok, jest sterowany elektronicznie.

zabacz także :

                                      Autor: Szymon Kamczyk                                           źródło: Dziennik Zachodni

Ksiądz Franek Król stworzył parafię w Rogoźnej [ZDJĘCIA ...


Już 18 maja dekretem biskupa przeniesiono tu z parafii Podwyższenia Krzyża w Pszczynie ks. Józefa Szulika, który swą posługę kapłańską pełni w naszej parafii do 2013roku. W lipcu 1985 roku został mianowany jako drugi proboszcz tutejszej parafii.

Od 1985 roku ks. proboszcz Józef Szulik rozpoczął prace nie tylko jako Pasterz swojej Owczarni, ale też i jako budowniczy, kontynułując prace związane z budową probostwa i renowacją kościoła. Za Jego pośrednictwem i ks. Franciszka oraz dzięki ofiarnej pracy parafian powstało to, co mamy dziś - piękną Świątynię Naszej Matki, Matki Kościoła. To dzięki ofiarności i życzliwości mieszkańców Rogoźnej kościół nabierał świetności i jest Naszą Parafialną Perełką.


W latach 1986 i 1987 wybudowano probostwo. We wszystkich oknach kościoła założono witraże, odmalowano wnętrza oraz otynkowano obydwa budynki. Przedłużono  także budynek kościelny, dobudowując przedsionek, przeprowadzono remont wieży kościelnej. Wszystkim wymienionym pracom, które w większości zostały wykonane przez parafian, patronował ks. Proboszcz Józef Szulik.

W 1998 roku w trakcie remontu wnętrza kościoła dokonano montażu nowego tabernakulum.

Na bocznych ścianach prezbiterium artyści z Krakowa pod kierunkiem mgr Małgorzaty Toborowicz wykonali freski świętych i błogosławionych. Po lewej stronie znajdują się: św.Maksymilian Kolbe, bł.Edyta Stein, św. Albert Chmielewski, bł. Urszula Ledachowska, św. Rafał Kalinowski i bł. Aniela Salawa.

Po prawej stronie: św. Jan Sarkander, bł. Faustyna Kowalska, św. Melchior Grodziecki, bł. Karolina Kózkówna, św. Jan z Dukli i św. Jadwiga Królowa.

W pięknie odnowionej świątyni uroczyście obchodzono jubileusz 25-lecia kościoła.

Już od 1992 roku wokół kościoła trwały prace związane z utrzymaniem nawierzchni. Najpierw kostką brukową wyłożono drogę wokół świątyni, a w późniejszym czasie także parkingi przed kościołem i probostwem oraz chodnik. Na placu kościelnym od 1994roku znajduje się kapliczka, w której umieszczono figurę Matki Bożej Fatimskiej. Figurę z Portugalii przywiozła jej fundatorka, Krystyna Sitko.


Należy również wspomnieć o tych parafianach,  tworzorzący tą historię, którzy pracowali przy budowie Naszej Świątyni, a którzy już odeszli do Domu Ojca to oni w różnych uroczystościach Naszej Parafii na pewno orędują za nami.


Parafianie mają możliwość udziału w pielgrzymkach do znanych sanktuariów w kraju jak i w Europie. W minionych latach z inicjatywy proboszcza ks. Józefa Szulika zorganizowano wyjazdy do Rzymu, Laurdes, La Sallette i Mariazell. Ponadto wielokrotnie odbywały się pielgrzymki do Lichenia, Częstochowy, Kalwarii Zebrzydowskiej, Piekar śląskich, Dębowca i na Górę św. Anny. Mieszkańcy Rogoźnej bardzo chętnie uczestniczą w corocznej pieszej pielgrzymce do Częstochowy, w pielgrzymkach mężczyzn i kobiet do Piekar śląskich, a także brali liczny udział w spotkaniach z Ojcem Świętym Janem, Pawłem II podczas jego pielgrzymek do ojczyzny. Ksiądz Józef Szulik organizował wyjazdy na przedstawienia teatralne do Cieszyna. W styczniu na jasełka, w okresie wielkiego postu na Misterium Męki Pańskiej, a w listopadzie na sztukę „Gość oczekiwany”.

W ostatnich latach ważnym wydarzeniem w parafii była II Peregrynacja Kopii Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Uroczystości te miały miejsce w Rogoźnej w dniach 15 i 16 czerwiec 1997 roku.

Przy parafii swą działalność prowadzi Legion Maryi, Dzieci Maryi, Oaza, Żywy Różaniec. Zespół Charytatywny,Rada Parafialna, Akcja Katolicka i ministranci.

W roku 2002 powstaje parking wyłożony kostką brukową-niedaleko kościoła tuż obok ul. Wodzisławskiej na nim zaś stanęła rzeźba św. Krzysztofa. Twórcą i wykonawcą tejże rzeźby jest ceniony w Naszej Dzielnicy, nieżyjący już artysta Henryk Michalik z ulicy Łąkowej. Jest to dar parafian-kierowców oraz ks. Proboszcza Józefa Szalika.

( zdjęcia, pamiątki p. Marii Michalik )

Nadmieniając, rzeźba ta wykonana jest z piaskowca koloru żółto-kremowego pochodzącego z kamieniołomów kieleckich. Waży ponad dwie tony. Artysta poświęcił na jej wykonanie półtora miesiąca (od powstania projektu do ustawienia na cokole).

Przy montażu, w którym brał udział Henryk Michalik pomagali również parafianie, między innymi  Czesław Buchalik (Usługi budowlane).

Poświęcenie rzeźby obchodzono hucznie gdyż  uroczystość ta zbiegła się  z uroczystością odpustową (czerwiec 2002r), głównym gościem  oraz głównym celebransem sumy odpustowej  był Kanclerz Kurii Metropolitalnej ks. Prałat Józef Pawliczek- który dokonał poświęcenia figury.

Zaproszeni goście: Prezydent Miasta Żory, Firma BuDiM-wykonawca parkingu oraz Nasz miejscowy artysta – wykonawca figury św. Krzysztofa  Henryk Michalik z żoną.

20 grudzień 2007r - Oddanie do użytku kaplicy przedpogrzebowej pod kościołem.

Obecnie Parafia rzymskokatolicka w Rogoźnej skupia około  2500 parafian, ze względu na nowe powstałe domy i osiedle w Naszej Dzielnicy, naszych parafian cały czas przybywa.


Ks. Józef Szulik, drugi proboszcz, 

parafii N.M.P.

Matki Kościoła w Rogoźnej.

25.03.1950 - 6.08.2016

1985-2013

Ks. Józef Szulik  urodził się 25 marca 1950 roku w Świerklanach Dolnych jako syn Emila i Marty z d. Sobocik. Miał troje rodzeństwa. Ochrzczony został 10 kwietnia 1950r w kościele Świętej Anny w Świerklanach. Sakrament bierzmowania przyjął 7 listopada 1969r w swoim kościele parafialnym. W 1957r rozpoczął edukację - szkołę podstawową ukończył w Świerklanach Dolnych. Naukę kontynuował  w Liceum Ogólnokształcącym im. Karola Miarki w Żorach od 1964r. Po zdaniu egzaminu dojrzałości w latach 1968-1975 był studentem Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego w Krakowie. Święceń diakonatu udzielił mu bp Czesław Domin 3 marca 1974r w kościele Świętej Anny w Świerklanach. Święcenia prezbiteratu otrzymał 27 marca 1975 roku w Katedrze Chrystusa Króla w Katowicach z rąk biskupa Herberta Bednorza. Pracował jako wikary w parafii Świętego Wojciecha w Mikołowie (do 1978r), w parafii Najświętszego Serca  Pana Jezusa w Katowicach – Piotrowicach (do 1981r), w parafii św. Jana Chrzciciela w Brennej (1981r) oraz w Pszczynie w parafiach: Wszystkich świętych i Podwyższenia Krzyża, gdzie pełnił również posługę kapelana w ówczesnym Zakładzie Poprawczym i Schronisku dla Nieletnich. W sierpniu 1983r został oddelegowany do stałej pomocy duszpasterskiej przy budującym się kościele na osiedlu w Pszczynie. Po erygowaniu parafii Podwyższenia Krzyża Świętego i Matki Bożej Częstochowskiej w Pszczynie został mianowany jej wikariuszem parafialnym( maj 1984r). Z dniem 20 maja 1985 roku dekretem biskupa ordynariusza Herberta Bednorza został powołany do parafii NMP Matki Kościoła w Rogoźnej, zostając jej administratorem a w lipcu tego samego roku został mianowany proboszczem tej parafii i funkcję tę pełnił do 2013 roku.

W latach 1989 - 1995 pełnił urząd wicedziekana ówczesnego dekanatu żorskiego. 


Należy jeszcze wspomnieć, ks. Proboszcza Józefa Szulika jako wielkiego sportowca, lubiącego sport i piłkę nożną. Gdy Pod koniec lat 80-tych niestety nastąpiło drugie zawieszenie działalności klubu LKS Jedność - Rogoźna na 3 lata w wyniku problemów finansowych, sport w Rogoźnej z opresji wyciągnął właśnie on, tym samym bardzo wsławił się w historii klubu. Sam grał w jego barwach.

W jubileuszowym roku 2000 ks. Proboszcz Józef Szulik obchodził 50-lecie urodzin, 25-lecie kapłaństwa i 15 lecie posługi kapłańskiej w parafii w Rogoźnej. Jako ojciec tej parafii całym sercem był jej oddany. Troszczył się o wszystkich swoich parafian. Był zawsze otwarty na ich potrzeby. W trosce o racjonalne wykorzystanie czasu wolnego i w odpowiedzi na potrzeby i zainteresowania dzieci i młodzieży zorganizował świetlicę parafialną, którą wyposażył w sprzęt do gier i zabaw. Zawsze był pełen zapału do pracy, a dzięki temu, że miał dobry kontakt z mieszkańcami Rogoźnej, wszystkie pomysły realizował z powodzeniem. Parafianie darzyli go dużym szacunkiem i z pewnością zasługuje na miano dobrego gospodarza naszej parafii.


Od 1985r ks. Józef Szulik kontynuuje dzieło swojego poprzednika, ks. Franciszka Króla do roku 2013 roku, gdzie zostaje przeniesiony na emeryturę. We wrzesniu 2014r  zamieszkał przy kościele Świętej Teresy od Dzieciątka Jezusa w Rybniku-Chwałowicach.

Jednakże jest bardzo częstym i honorowym gościem Naszej parafii ceremoniując wiele mszy świętych i uroczystości. Pomagał obecnemu proboszczowi ks. Henrykowi w kapłańskiej posłudze dla parafian.   W wtorek, 2.08.2016r nagle dostaje się do szpitala, gdzie w sobotę 6 sierpnia w szpitalu Rybnik-Orzepowice o godz. 22.44  umiera.

ks.Józef Szulik przeżył 66 lat z czego 41 w Chrystusowym kapłaństwie.

Pogrzeb odbył się w kościele NMP Matki Kościoła w Rogoźnej. Pochowany został na cmentarzu parafialnym w Rogoźnej 10 sierpnia 2016r.

Pogrzeb księdza Józefa Szulika:Setki parafian ... - Dziennik Zachodni



Cmentarz parafialny.

Pisząc o kościele parafialnym, nie można nie wspomnieć o cmentarzu.

Dawniej mieszkańcy Rogoźnej odprowadzali swoich zmarłych na cmentarz do Boguszowic (ok. 7km). Na skutek znacznych odległości od kościoła parafialnego, już w 1925roku nastąpiło oddzielenia gmin Wygoda i Rogoźna od Boguszowic i przyłączenie ich do kościoła w Żorach, gdzie cmentarz znajdował się niedaleko. Był to drugi cmentarz, na którym mieszkańcy Rogoźnej mogli odprowadzać swoich zmarłych parafian. Kiedy w roku 1985 powstał w Żorach przy ul Rybnickiej cmentarz komunalny, do czasu utworzenia cmentarza w Rogoźnej, zmarłych grzebano na tym cmentarzu.

Dzięki staraniom ks. Józefa Szulika od 1988 do 1991 roku prowadzono prace związane z budowlą parafialnego cmentarza w Rogoźnej. W tym czasie w kwietniu 1989 roku na cmentarzu pochowano pierwszego parafianina – Augustyna Marcisz.

NEKROLOGI

"Ludzie są razem nie tylko wtedy, gdy się znajdują obok siebie.
Z nami żyje także ten, który odszedł, któregośmy pożegnali."

ZAPAL  WIRTUALNEGO  ZNICZA  SWOIM  BLISKIM

Nie wiesz, gdzie znajduje się grób, który planujesz odwiedzić? Nie martw się. Dzięki udogodnieniom, jakie wprowadziła rogozna@archidiecezja.katowice.pl , groby naszych bliskich lub znajomych można znaleźć w internecie.

Dzięki obszernej internetowej bazie, nie trzeba już będzie tracić czasu na cmentarzu w poszukiwaniu grobu, na którym chcieliśmy zapalić znicz lub złożyć wiązankę kwiatów. Wystarczy w tym celu kliknąć w GROBONET

GROBONET 2.6 - wyszukiwarka osób pochowanych - Cmentarz ...


Księża, którzy dotychczas posługiwali w naszej parafii: pierwszy wikary i katecheta ks. Grzegorz Lech, ks. Marian Piskorz, senior ks. Justyn Oleś, ks. Tomasz Mrozek, ks. Dariusz Nowakowski, + ks. Andrzej Kaczmarek, ks. Krystian Mrówka, ks. Artur Więcek, ks. Michał Lepich.

Księża diakoni posługujący w naszej parafii podczas stażu diakonackiego: + ks. Kajetan Święcki, ks. Artur Piękoś, ks. Marcin Socha.



kapłani pochodzący z parafii : 

ks. Krzysztof  Płonka

święcenia kapłańskie

16 maja 2004r

wejdź na podstronę a dowiesz się więcej :

Ludzie nieprzeciętni Naszej Dzielnicy - 2 - RADA DZIELNICY - Rogoźna




  ks. Franciszek Król

rektor (1961-1977),  proboszcz (1977-1985)
 

 ks. Józef Szulik  1950 - 2016                           proboszcz    (1985-2013)

ks. Henryk Kulas  20.06.1967

proboszcz  (2013-nadal)




ks. Henryk Kulas, trzeci proboszcz, 

parafii N.M.P. Matki Kościoła w Rogoźnej.

ur.20.06.1967 /    2013 - nadal

źródło: wywiad z ks. Henrykiem

  Biografia

Ks. Henryk Kulas urodził się 20.06.1967 w Rydułtowach koło Rybnika jako pierworodny syn Marii i Edwarda Kulasów. Ojciec urodził się w 1947r, matka zaś w 1946r. Oboje pracowali na kopalni Rymer (Rybnik) aż do zasłużonej emerytury. Ojciec pochodził z typowo śląskiej rodziny chociaż urodził się w Hlocinie w Czechach. Zmarł w 2016r. Matka z pochodzenia to góralka „niskopienna” z Nowego Sącza. Chrzest święty ks. Henryk otrzymał z rąk szafarza Joachima Beslera w dzień świętego Henryka w 1967r w Popielowie. Wczesną Komunię świętą w 1974r, sakrament Bierzmowania zaś mając 15 lat w 1982 roku w Świerklanach.

Dzieciństwo oraz młodość spędził w Popielowie, a że boisko miał przez drogę bardzo często spędzał na min popołudniami czas razem ze swoimi kolegami grając w piłkę. Ma o 4 lata młodszego od siebie brata Mariana, który ze swoją rodziną oraz matką mieszka w ich mieście z dzieciństwa, Popielowie. Jego bratowa pracuje w Rybnickich „Urszulankach” ucząc matematyki, razem zaś wychowują dwoje dzieci, które obecnie są w wieku szkolnym. Po zakończeniu szkoły podstawowej (1982r) ks. Henryk rozpoczął naukę w Liceum im. Hanki Sawickiej obecnie Andrzeja Frycza Modrzewskiego w Rybniku. Cztery lata szybko przeleciały zakończone maturą w 1986roku. Był to czas w którym obowiązkowo zdawało się j. polski, matematykę oraz WOS, a na ustnym była geografia i j. francuski. Od września 1986 roku rozpoczął studia wraz z ponad 70-cioma kolegami z roku na Wyższym Seminarium Duchownym w Katowicach. W tym czasie przyjmuje także różne posługi: lektorat, akolitat. Pierwsze święcenia diakonatu otrzymuje w 1991 roku w Pszczynie z rąk ks. bp Gerarda Bernackiego. Staż diakonacki odbył w parafii pw Bożego Miłosierdzia w Jastrzębiu.

Po obronie pracy z misjologii przyjmuje 16.05.1992r  święcenia prezbiteratu (Kapłańskie) w Katedrze katowickiej z rąk ks. bp Damiana Zimonia. Rocznik ten był ówcześnie wyświęcany w trzech nowych diecezjach: katowickiej, gliwickiej i bielsko-żywieckiej.

Pierwszym dekretem biskupa wysłano ks. Henryka do Parafii pw Matki Bożej Różańcowej w Świętochłowicach Chropaczowie. Parafia ta była biedna, z częścią pomieszczeń starej zabudowy gdzie kierowano wszystkich niepłacących czynszu, bezrobotnych i tym podobnych. Młody ksiądz wikariusz spotyka się po raz pierwszy w tak wielkim rozmiarze z biedą moralną i duchową. Ludzie tam żyjący niejednokrotnie doświadczają jej na własne życzenie. Przybyły tam ksiądz wraz z innymi księżmi tworzy ochronki dla dzieci z tych rodzin, by mogły one coś zjeść oraz w spokoju odrobić lekcje, organizuje kolonie charytatywne.

To był początek kapłańskiej przygody młodego ks. Henryka. Oczywiście było o wiele więcej innych zajęć np. spotkania Dzieci Maryi, Oaza, Schola oraz grupy spotkań dorosłych- tak minęły 3 lata. Drugą parafią, którą powierzono  ks. Henrykowi była Parafia pw św. Bartłomieja i stary kościółek św. Walentego w Bieruniu Starym- tam przeleciało kolejnych 6 lat, które miło wspomina. Spędził ten czas na wielu spotkaniach ze wspaniałymi ludźmi w szkole, na probostwie i poza nim, a dzięki temu wiele dobrych rzeczy można było zrobić, wspomina. W 2001 roku przeniesiono księdza do Mikołowa typowo miejskiej parafii. Była to Parafia pw św. Wojciecha, w której zajmował się codzienną pracą z ministrantami, Oazą, Domowym Kościołem. W tej parafii spędził kolejne 4 lata. Następny dekret i kolejny wyjazd do Parafii pw św Jadwigi w Rybniku. Jest rok 2005 – Rybnickie Nowiny w młodzieńczych latach ks. Henryka były terenem zakazanym jednakże okazało się, że jest to już historia. Tam również zostaje odpowiedzialny za Dzieci Maryi – z ruchem tym związany jest już 40 lat, gdyż sam do niego należał. Kolejne lata na Nowinach to również dobrze spędzony czas. Następna kapłańska misja: rekolekcje, wyjazdy, wiele współdziałań w różnych grupach młodzieżowych oraz dorosłych. Oprócz tego współpraca przy organizowaniu Pielgrzymek Rybnickich. Mimo kłopotów z kręgosłupem, które skończyły się ostatecznie operacją ks. Henryk ciągle się udziela. Czas pooperacyjnej rehabilitacji składa się z kolejnym dekretem biskupa. Po 6 kolejnych latach na Nowinach przenosi się tym razem do Chorzowa do Parafii pw św Antoniego, a umiłowany sport i piłka, która była do tej pory częścią aktywności księdza musiała niestety „odejść do lamusa”. W Parafii Chorzowskiej pan Bóg kolejny raz przypomina, że są miejsca gdzie bieda jest większa i dotkliwsza. Ucząc w „Gastronomiku” widzi wielu ludzi młodych, którzy chcieli się wyrwać z nieciekawego środowiska. Niejednokrotnie było to związane z mieszkaniem na własną rękę, pracą po szkole żeby się utrzymać. W czasie wakacji ks. Henryk organizuje zajęcia dla dzieci, które nie miały żadnych szans wyjazdu gdziekolwiek. Jest rok 2011.

Po dwóch latach w 2013 roku w czasie wakacji zostaje wezwany przez kanclerza kurii ks. Grzegorza Olszowskiego i z jego rąk otrzymuje kolejny dekret tym razem to dekret proboszcza do Parafii pw NMP Matki Kościoła w Rogoźnej. Było to zaś we wspomnienie Matki Bożej Uzdrowienia Chorych i jak sam mówi,

 - widać od początku Matka Boża mi towarzyszy – od MB Różańcowej do NMP Matki Kościoła. Tym sposobem dostaje się do Naszej Parafii i jest z nami już 4 lata.

Dla ciekawostki : Każdy ksiądz od święceń co trzy lata zdaje egzamin z prawa kanonicznego, Pisma św, dogmatyki, teologii moralnej. Po kilkunastu latach zdaje ostatni egzamin, pisząc pracę proboszczowską i po tym dniu ks Biskup może mu powierzyć prowadzenie parafii. Co nie znaczy, że to tak szybko następuje. Nie ma konkretnego wieku w którym można zostać proboszczem.

Ks. Henryk pytany czy trzeba się jakoś zasłużyć by zostać proboszczem ?

zdecydowanie odpowiada, że chyba nie. Niektórzy mają jakieś większe predyspozycje np. budowlane dlatego proszeni są o budowę, czy remont w jakieś parafii-mówi.

- Powołaniem każdego księdza jest swoje zbawienie jak i tych wśród których pracuje. Dlatego czy ks. Wikary, czy proboszcz maja taką samą godność i tak samo ważne zadanie do spełnienia. Bycie proboszczem nie jest jakimś stopniem „kariery” czy kolejnym stopniem święceń. Proboszcz oprócz duszpasterskich zadań ma jeszcze starać się być dobrym zarządca powierzonego mu na ten czas mienia parafii. Jakoś nigdy nie tęskniłem za byciem proboszczem. Uważałem, że jeśli Pan Bóg będzie chciał to tak będzie. Dlatego też nie byłem na organizowanych wcześniej kursach proboszczowskich.

Po roku bycia z Wami zaproponowano mi rekolekcje dla proboszczów i kandydatów na proboszczów z czego z chęcią skorzystałem– dodaje sam ks. Henryk.

Ks. proboszcz Henryk Kulas kontynuuje dzieło swoich poprzedników, ks. Franciszka Króla i ks. Józefa Szulika czas zaś pisze nową historię...

Godnie przyjmuje ich obowiązki jako pasterz Rogojskiej owczarnii, mocno włącza się w życie parafii. Organizuje wspólnie wraz z organizacjami społecznymi działającymi w Rogoźnej, wyjazdy i wypoczynek dla tych dzieci, które pozostają w Naszej dzielnicy na czas wakacji letnich oraz ferii.

Wielkim wydarzeniem  parafii była przeżywana niedawno Wizytacja Duszpasterska ks. bp Adama Wodarczyka, która w/g Prawa Kanonicznego przypada raz na pięć lat oraz przyjęcie przez Naszą młodzież Sakramentu Bierzmowania, uroczystości te trwały od 25.11- 27.11.2016r. 

 Materialne wskazania powizytacyjne, które zostały obwieszczone  w gazetce Parafialnej "Jedność" wskazują na poprawę wizerunku  Naszego Kościoła w najbliższej przyszłości poprzez remont Kościoła zważywszy na fakt iż to już 40 lat od powstania Naszej świątyni i czas już najwyższy na jej modernizację.

Ks. Henryk planuje zacząć go od: remontu i wymiany stolarki okiennej i drzwiowej,   remontu schodów głównych wraz z wykonaniem izolacji przeciwwodnej, wymianie izolacji pionowych murów przyziemia kościoła, modernizację oświetlenia, malowanie kościoła i uporządkowanie stylistyczne oraz likwidację starej kotłowni i pieca, a więc jest co robić i do tych robót włączą się oczywiście jak zawsze parafianie.

Pytając proboszcza o plany dotyczące Naszego cmentarza ?

- Jak na razie w najbliższym czasie oczyszczenie studni i zabudowa tzw. Abisynki, będzie trochę łatwiej czerpać wodę. Póki co nie ma możliwości pociągnięcia wody, ale kiedy taka się pojawi to będzie ona realizowana.  Oczywiście utrzymywanie przez cały czas czystości, przygotowanie miejsc do pochówku urn. Za kilka lat trzeba będzie „uruchomić” drugą część cmentarza, ale to jeszcze trochę czasu, mówi sam ks. Henryk.

.................................. 

ABISYNKA – (studnia abisyńska) studnia rurowa wbijana lub wkręcana, służąca do wydobywania niewielkiej ilości wody z głębokości 5-7m. Wszędzie tam gdzie nie ma doprowadzonej energii elektrycznej, zastosowanie np. ogrody, działki rekreacyjne, małe gospodarstwa rolne oraz element dekoracyjny.

                                                             przykładowe zdjęcie abisynki

..................................

Ks. Henryk pytany o swoje plany i pragnienia na przyszłość odpowiada zdecydowanie:

- nie wiem czy to dobrze, mieć plany…Pan Bóg mi je daje…posyłając w tyle miejsc, a teraz do Rogoźnej. Pewnie że chciałbym żebyśmy tworzyli taka fajną, zaangażowaną wspólnotę żyjącą blisko Boga i siebie. To takie pragnienie chyba każdego księdza. Razem tę wspólnotę musimy budować.

- Moje zamiłowania-to nadal góry, chociaż wędrówek już mniej, ale czasami trzeba się zaszyć żeby się zresetować. Zawsze ciągnęło mnie do kwiatów ( nie przyjęli mnie do technikum ogrodniczego w Pszczynie, bo w domu nie mieliśmy ogródka) więc nimi trochę się cieszę…dodaje.

A jaka jest szansa na pomoc wikarego?

- Szansę na pomoc wikariusza w Naszej Parafii jest bardzo mała, a raczej znikoma jak usłyszeliśmy w czasie wizytacji w 2016 roku . Mimo że Nasza Parafia się rozrasta to są większe oczekujące na wikarego. Nie zawsze ilość parafian jest czynnikiem, który przesądza o posłudze wikarego( czy są szkoły, szpital, hospicja czy temu podobne placówki), ale jeśli parafia liczy ok. 5 tyś osób to już można mieć nadzieję, ks. Henryk.

20 czerwca 2017r  ks. Henryk obchodzi swoje 50 urodziny oraz 25 lecie kapłaństwa.

...My ze swej strony życzymy ks. Henrykowi dużo zdrowia, pomyślności w realizowaniu dalszych  zamierzonych celów odnośnie prac związanych z Naszą Parafią jak i budowaniu właśnie razem z Nami Tej wspólnoty, o której wspomina.

..................................

Źródło: Studiowac.pl//wikipedia

Lektorat-lektoraty- to mówiąc najprościej zajęcia z języków obcych. Nie od dziś wiadomo, że umiejętność posługiwania się nimi jest cenną umiejętnością i warto szlifować swoją wiedzę przez całe życie. Uczelnie dbając o to, aby ich studenci zostali dobrze przygotowani do poradzenia sobie w życiu zawodowym wprowadziły dodatkowe zajęcia z nauki języka.

Akolita-akolitat  jest z urzędu nadzwyczajnym szafarzem Komunii, ale zadania akolity wykraczają poza samą liturgię. „Uprawnienia akolity w odniesieniu do Eucharystii. W kościele rzymskokatolickim częstym błędem ze strony wiernych jest utożsamianie wszystkich szafarzy Komunii Świętej z akolitami.

                                                                              przykładowe zdjęcie Akolity

Akolita- osoba, która otrzymała jedno z tzw. Święceń niższych, nazywanych w zachodnim katolicyzmie posługami. Ustanowionym akolitą, podobnie jak i ustanowionym może zostać tylko mężczyzna.

Alumn - kleryk - student seminarium duchownego            

                                                                                                       2017r/dede/RDZR           

 


 


źródło: Gazetka Parafii NMP Matki Kościoła w Rogoźnej "JEDNOŚĆ"

Kodeks Prawa Kanonicznego w kanonie 396 stanowi: Biskup obowiązany jest wizytować diecezję każdego roku, albo w całości, albo częściowo, tak jednak, by przynajmniej raz na pięć lat zwizytować całą diecezję.(...) Pierwsze wspólnoty chrześcijańskie osobiście wizytowali Apostołowie. Święty Paweł wiele razy wspominał takie wizyty, a w swoich listach kakże je zapowiadał i wyznaczał im cel. Ich śladem podążają dziś  biskupi jako następcy Apostołów. Także papieże, którzy jako biskupi Rzymu wizytują swoją diecezję. Ojciec Święty Jan Paweł II w posynodalnej adhortacji apostolskiej Pastores gregis  wskazywał na wielką wagę wizytacji pasterskiej, nazywając ją automatycznym czasem łaski i szczególnego, a nawet jedynego w swoim rodzaju momentu w zakresie spotkania i dialigu Biskupa z wiernymi. Wizytacja pasterska jest jakoby duszą biskupiego posługiwania w diecezji i rozszerzeniem duchowej obecności biskupa pomiędzy wiernymi. 

Jan Paweł II przypomniał, że Biskup właśnie w takich chwilach najbardziej zbliża się do swojego ludu w sprawowaniu posługi słowa, uświęcania i pasterskiego przewodzenia, wchodząc w bardziej bezpośredni kontakt z niepokojami i troskami, radościami i oczekiwaniami ludzi, mogąc ofiarować każdemu słowo nadziei. Wizytacja biskupiej podlegają wsztstkie dziedziny życia raligijnego, moralnego, apostolskiego i administracyjno-gospodarczego parafii.Dlatego wcześniej, przed terminem wizytacji kurialni wizytatorzy sprawdzają poziom nauczania dzieci i młodziwży na lekcjach religii, delegaci ksiądza Biskupa wizytują też sprawy administracyjno-gospodarcze parafii tj. stan potrzeby kościoła parafialnego, kaplic, sal parafialnych, kancelarii parafialnej, spisy inwentarza kościoła i wszystkiego, co należy do parafii.

W czasie wizytacji Ksiądz Biskup spotyka się z parafianami na modlitwie w kościele, udzieli młodzieży sakramentu bierzmowania, rozmawia z poszczególnymi grupami i wspólnotami, odwiedza w mieszkaniach chorych, spotyka się z pracownikami parafii. To wszystko ma na celu potwierdzenie, ugruntowanie  naszej wiary oraz wlanie w serce wierzących nowej nadziei.


Materialne wskazania powizytacyjne, które zostały obwieszczone  w gazetce Parafialnej "Jedność" wskazują na poprawę wizerunku  Naszego Kościoła w najbliższej przyszłości poprzez remont Kościoła. Ks. Henryk planuje zacząć go od: remontu i wymiany stolarki okiennej i drzwiowej,   remontu schodów głównych wraz z wykonaniem izolacji przeciwwodnej, wymianie izolacji pionowych murów przyziemia kościoła, modernizację oświetlenia, malowanie kościoła i uporządkowanie stylistyczne oraz likwidację starej kotłowni i pieca, a więc jest co robić i do tych robót włączą się oczywiście jak zawsze parafianie.

Kolejne wydarzenie w Rogoźnej miało miejsce 6.01.2017r - Trzech Króli, czyli Objawienie Pańskie. Święto chrześcijańskie obchodzone na pamiątkę Trzech Mędrców (Króli), którzy udali się do Betlejem, aby oddać pokłon nowo narodzonemu Jezusowi Chrystusowi. Była to oczywiście inicjatywa ks. proboszcza Henryka przy współudziale przewodniczącego ZDZ - Michała Michalika, pań katechetek Pelagii Gamoń oraz Marioli Karwot, goszczącemu w Naszej dzielnicy ks. Krzysztofa Płonki, a także licznie przybyłych parafian Rogoźnej. Mimo ogromnego dokuczliwego mrozu mieszkańcy z Wielką radością  tuż po krótkim powitaniu udali się w pochodzie z pod sali OSP do kościoła NMP Matki Kościoła w Rogoźnej, gdzie królowie złożyli swoje dary Dzieciątku.

Nadmienić należy iż Nasi wyczekiwani Trzej Królowie nadjechali bryczką pana Pawła Kani z ul. Gajowej, a powożoną przez pana Erwina Sobika z ulicy Chopina nad bezpieczeństwem czuwali strażacy OSP Rogoźna.

W Kościele miało miejsce wspólne kolędowanie, a grupa dzieci z ZSP nr 8 w Rogoźnej wraz z panią Martą Michalik przedstawiły jasełka.

Orszak Trzech Króli w Rogoźnej odbył się po raz pierwszy i na pewno nie ostatni.

zobacz także co o Nas piszą:

Orszak Trzech Króli w Rogoźnej • Wydarzenia • www.tuzory.pl




Obecnie przy parafii swą działalność prowadzi: Legion Maryi, Dzieci Maryi, Żywy Różaniec, Apostolstwo Dobrej Śmierci,Grupa Modlitwy św.O.Pio, Grupa Charytatywna,Grupa Domowego Kościoła,Rada Parafialna, Schola i Ministranci.


Szafarz Komunii Św. w Parafii

NMP Matki Kościoła - Rogoźna

- pan Ryszard Krzysiak

Kucharka - pani Honorata Krawczyk

 

Kim jest Szafarz Komunii Św?

Szafarz Nadzwyczajny Komunii Świętej to osoba świecka, która uzyskała jednorazowe lub czasowe upoważnienie od właściwego sobie ordynariusza do udzielania Komunii Świętej. Posługę tę wprowadził Sobór Watykański II i w krajach Europy Zachodniej istnieje ona od dawna. Nie była jednak długo wprowadzana w Polsce ze względu na brak wyraźnej potrzeby.

Dokumenty Soborowe nie precyzują jakichkolwiek wymagań dotyczących szafarzy, ma to być jedynie osoba "odpowiednio przygotowana". Zatem biskup może teoretycznie upoważnić w nadzwyczajnych sytuacjach jednorazowo każdego człowieka, co do którego jest przekonany, że jest przygotowany. Może to być zatem również kobieta. W Polsce ustalenia Episkopatu precyzują, że szafarzami mogą być mężczyźni, którzy ukończyli 35 lat. Są jednak od tej reguły wyjątki - na przykład w archidiecezji lubelskiej posługę tę mogą otrzymać również zakonnice (aby udzielać Komunii w swoich wspólnotach).

Stała posługa udzielana jest najczęściej na rok, po ukończeniu specjalnego kursu diecezjalnego zakończonego egzaminem. Po roku każdy szafarz jest zobowiązany do odbycia specjalnych rekolekcji, po których może odnowić swoją posługę.

Główne zadanie szafarzy polega na regularnym zanoszeniu Najświętszego Sakramentu chorym. Dzięki istnieniu szafarzy, pobożni wierni, którzy ze względu na chorobę lub podeszły wiek nie mogą chodzić do kościoła, mają możliwość przyjmowania Komunii w każdą niedzielę. Podczas posługi w kościele i w trakcie liturgii plenerowych szafarz ubrany jest w albę i w takim stroju udziela Komunii. Zanosząc Komunię do domu osoby starszej, chorej lub do szpitala, ubrany jest w garnitur.

Szafarz może również przewodniczyć nabożeństwom wystawiając Najświętszy Sakrament, a jedyną różnicą jest to, że nie może Nim udzielić błogosławieństwa, na zakończenie może wypowiadać słowa "Niech NAS Błogosławi.....".

W stosunku do Szafarzy nie powinno się używać określenia "Nadzwyczajny Szafarz Eucharystii", ponieważ Eucharystię może celebrować wyłącznie prezbiter, a Komunia Święta jest tylko jej częścią.





Księża którzy od 2013 roku do tej pory pomagali w Naszej parafii to przede wszystkim emeryci oraz zakonnicy. Pomocą służyli Ojcowie franciszkanie z Panewnik, ks. Witold Psurek kapelan sióstr Urszulanek w Rybniku, mieszkający w Żorach, emeryci ks. Kazimierz Kopeć, ks. Antoni Drosdz, ks. Józef Kondziołka kapelan sióstr Boromeuszek, ks. Andrzej Szorek z Jankowic, ks. Michał Motyka z Roju, ks. Michał Matejczyk z Bełku i ks. Damian Grelik wikariusz z Bełku.



Katechetki w parafii, pochodzą z Rogoźnej:

mgr Pelagia Marcisz-Gamoń - nauka religii w ZSP nr 8 Rogoźna, nauka religii  dzieci wczesno-komunijnych (5-6 latki)

 Komunia św -dzieci rocznika 1998

Msza św Dożynkowa -2015r

oraz  mgr Mariola Karwot - prowadzi wspólnotę dzieci Maryi w Rogoźnej, jest katechetką w SP nr 15 w Żorach.




 autor nagrania : Justyna Zimończyk   pieśń : Doe  Deer

SCHOLA  ROGOJSKO

Rogojsko schola powstała w marcu 2014 roku. Pomysłodawcą i głównym inicjatorem był nie kto inny jak sam ks. proboszcz Henryk Kulas. Chocież schola w Rogoźnej istniała już dawniej, raz się rozwiązywała ze względu na małe zaangażowanie churzystek, to znowu istniała. Raz na dłużej innym razem na krótko.

ORGANISTA/CHÓR : Tomasz Śleziona

Nagranie chóru: Bożena Biłka, Barbara Paszenda,

Maria Pustelnik, Justyna Zimończyk

w skład scholi wchodzą także: Hanna Fojcik i Maria Brocka.

Spotykają się: środy, po mszy wieczornej

...............................................................

Drugi organista w kościele:  Marcin Badura/Rój

Naszej Rogojskiej scholi i panu organiście życzymy wielu pomysłów i powodzenia w dalszych działaniach, bo robicie kawał dobrej roboty!



RODZINNA  SCHOLA  ROGOJSKO

Od niedawana bo od 2017r w Nszej parafii

działa Rodzinna Schola.

Dzieci i rodzice Serdecznie Zapraszają

-Msza święta, niedziela  godz. 11.30

Spotykają się: soboty godz.10.00

(na razie brak zdjęć!)



Dekanat:  Żory
Liczba parafian: około 2500
Data odpustu: niedziela Zesłania Ducha Świętego
Wieczna adoracja: 05.07.

Msze św. niedzielne:  7.30, 10.00,11.30,16.00, sobota: 17.00

(od XI-II  godz. 17.00)
Msze św. w tygodniu:  śr.,sob. 7.00; pn.,wt.,czw.,pt. 18.00

(zima, 17.00)

strona internetowa parafii :  www.parafia-rogozna.cba.pl

 

zobacz także ciekawe Artykuły:

Historia Biblii 3500lat w 35 minut

Historia Biblii – wernisaż wystawy (FOTO I WIDEO)

3500 lat w 35 minut. Niezwykła wystawa w Zebrzydowicach ... - Radio 90

Zebrzydowice.net

 

                                                                                                              Rogoźna, 2016/2017 rok/dede/RDZR



2.

WANDA  KURPAS

KUSZ

Wanda Kurpas Kusz ur. 25.02.1930 roku (lat 86) mieszka w Rogoźnej,  przy ulicy Rolniczej, przyszła na świat jako trzecie dziecko Magdaleny i Franciszka Kurpasów, miała o 10 lat starszą siostrę Gertrudę i o osiem lat starszego brata, Józefa. Ojciec pani Wandy, pracował na kolei, był maszynistą pociągów towarowych i pasażerskich po całej Polsce i Europie, a mama zajmowała się domem i gospodarstwem rolnym. Pani Wanda dorastała w niełatwym czasie (okupacja II wojny światowej). Wiele doświadczyła przez to przykrych wydarzeń, o niektórych nam opowie, ale także trochę o sobie i o tym jak to żyło się kiedyś w Naszej Rogoźnej.

Pani Wanda w szkole podstawowej była prymuską i najlepszą sportsmenką w biegach przełajowych, nikt nie umiał jej doścignąć.

Doskonale opanowała język niemiecki ( uczyła się przez 6-lat w szkole Germańskiej w czasie wojny). Jako samouk bardzo dobrze opanowała język polski.

I jak mówią jej córki Urszula i Renata, - tylko my wiemy jak bardzo nasza mama była surowa, gdy czegoś nie umiałyśmy z ortografii, pisania czy czytania...

W wieku 20 lat wyszła za mąż za kawalera z Rogoźnej Teodora Kusz, potem urodziły się dzieci.

Pani Wanda ma dwie córki, 4- wnuków : Grzesia, Mariusza, Mateusza i Wojtka (miała także wnuczkę Ewę) oraz prawnuków Oskara, Bartosza i Witka.

Jest bardzo pogodną osobą, towarzyską i pomocną. Pani Wanda pod swój dach przygarnęła wiele rodzin w potrzebie, które miały kłopoty mieszkaniowe były to rodziny : Pawlas, Joneczko, Michalik, Szulik, Gąska, Mazur, Szymik, a obecnie Ochojskich.



Teatr objazdowy w Rogoźnej

Mało kto wie, ale zaraz po wojnie były to lata gdzieś 1946-47, powstał  Rogojski Teatr Objazdowy. Szukano chętne osoby, które chciałyby grać w takim teatrze, a wiadomo wiązało się to z poświęceniem swojego czasu. Zgłosiły się chętne osoby, było ich wielu. Między innymi brat pani Wandy, Józef. W późniejszym czasie w tymże teatrze grała również Wanda Kurpas zaś głównym prowadzącym teatr, a zarazem suflerem był Henryk Sojka (mieszkał przy ulicy Chopina), pomagał mu przy tym również - Jan Pustelny,(mieszkał przy obecnej ulicy Drwali - dawnej Polnej), który zajmował się przede wszystkim sportem, ale teatrem również.

Teatr objazdowy gościł w wielu okolicznych miejscowościach (z występami) przez dobrych parę lat. Józef Kurpas, a parę lat później Wanda Kurpas, grali w nim główne role. Sama wspomina jeszcze Marię Cięciała, Jana Michalik, którzy też tam grali. Wanda Kurpas jako aktorka miała jak mówiono wrodzony wielki talent, wszyscy podziwiali i zachwycali się jej grą zważywszy na to, że telewizji zaraz po wojnie nie było, a i życie powojenne do łatwych nie należało. Dla pani Wandy wielką sztuką stał się wystawiany dramat p.t „Siostra Maria”, którą doskonale pamięta, a czasy te wspomina z wielką radością…

grana przez Nią rola to : „piękna dziewczyna o imieniu Maria, o której względy zabiegał jakiś hrabia, no cóż była także inna zła piękność, która podkochiwała się w hrabiu i  otruła później piękną Marię”…






Klub - Kiosk ruchu w Rogoźnej

Pani Wanda, wspomina również stary „Klub” - Kiosk ruchu, który prowadził Emil Salamon(mieszkał przy ulicy Wodzisławskiej). Kiosk ten wynajmował od straży, w którym kiedyś stał dawny wóz strażacki (sikawka strażacka). Kiedy wybudowano nowy budynek OSP, w latach 1969 – 1971 (budynek oddano do użytku) wóz ten przeniesiono, a na tym miejscu powstał „Klub”. Mieścił się on obok posesji  Henryka Sojki (miejsce to obecnie zostało wyburzone). Można było w nim przysiąść i poczytać sobie np. gazetę, stały tam dwa, czy trzy stoliki i krzesła. Po kilkunastu latach klub ten zlikwidowano, a typowy już kiosk ruchu przeniesiono na drugą stronę drogi (ulica Wodzisławska)- najpierw stał on na posesji państawa Salamon, później  przy terenie szkoły podstawowej, wtedy zaś prowadziły go już inne osoby spoza Rogoźnej, aż w końcu kiosk zlikwidowano, pod koniec lat dziewięćdziesiątych  XX wieku, a szkoda. 



Kapliczka w Rogoźnej

Wspomnienia dotyczą również Kapliczki w Rogoźnej. Zaraz po wojnie nie wyglądała ona jak w tej chwili, w czasach po wojennych była to taka mała przydrożna kapliczka jaką można spotkać gdzieś jeszcze w okolicy. (przeważnie na terenach wsi) murowaną kapliczkę postawiono dopiero pod koniec lat pięćdziesiątych, kiedy tę małą uszkodził przejeżdżający mikrobus tz „stonka”. Postawiono ją w tym samym miejscu, pierwsze msze święte i sakramenty odbyły się na początku lat sześćdziesiątych prowadzone przez ówczesnego proboszcza ks.Franciszka Króla.

Przed budową obecnej kapliczki do kościoła uczęszczano do Żor, a pogrzeby odbywały się na cmentarzu parafialnym Filipa i Jakuba w Żorach (z Rogoźnej chodziło się pieszo na ten cmentarz)-wspomina pani Wanda.

    Więcej przeczytamy również w książce L. Buchman,               E. Gwóźdź pt. "Rogoźna przez wieki" lub z któtkiego rysu historycznego "Historia kapliczki" powyżej. 



Piekarnia  Herman w Rogoźnej

prowadzona przez Weronikę i Maksymiliana Herman

 Do piekarni u Maksa Herman, który był piekarzem z krwi i kości czy też „do Hermanki,” jak potocznie mówiono, nosili mieszkańcy Rogoźnej w słomiankach przygotowany wcześniej przez siebie wyrobiony chleb, aby go wypiec. Do piekarni noszono surowy chleb albo kołacz aby go upiec w piecu lub po prostu go kupić. Piekarnia nosiła nazwę od imienia żony naszego piekarza "WERONIKA", ale większość mieszkańców operowało nazwą "Hermanka", później piekarnię po ojcu przejęła córka Luiza Herman - Zdziebłko, która mieszkała obok piekarni (ulica Wodzisławska), ona również piekła pyszny Rogojski chleb - prowadząc ową piekarnię przez długie lata wraz ze swym mężem. ( W tej chwili w tym samym miejscu piekarnię i sklep prowadzą razem, Iwona i Andrzej Donga)- wspomina pani Wanda.



Stara Karczma u Hanslika

…wspomnienia pani Wandzi sięgają również starej karczmy „ u Hanslika”, którą prowadziła Gertruda Hanslik od 1966 roku, (ulica Wodzisławska). Do „Trudki”, bo tak zazwyczaj mówiono, przychodzili przede wszystkim panowie, napić się dobrego zimnego piwa, z czasem karczmę przejął jej syn, Jerzy Hanslik. W karczmie odbywały się zabawy („Rogojskie muzyki”). Dawniej obowiązywał u nas taki zwyczaj, że gdy ktoś organizował wesele, przyjęcie, które początkowo odbywało się zwykle w domu pani młodej cała rodzina przenosiła się wieczorem do karczmy, gdzie odbywały się tańce - (weselna zabawa) mogły tam przyjść wtedy również okoliczne „szfarne  frele, potańcować"(te brzydsze, też wpuszczano)…śmiech…

Jakiś czas później Jerzy Hanslik, Karczmę zlikwidował, a na jej miejscu powstał Bar-Bistro, który w latach osiemdziesiątych dobrze prosperował, grano tam w śląskiego skata przy nie jednym piwku, bar ten prowadzony jest do 2016 roku.



Rogojskie wieczorki „ na Nowsiu"


Tylko rdzenni i najstarsi mieszkańcy Rogoźnej wiedzą gdzie kiedyś znajdowało się tzw.”Nowsi„ albo Ci mieszkańcy,  którym rodzice to przekazali…śmiech…

Niektórzy mieszkańcy do tej pory operują taką nazwą, jest to miejsce nie boję się stwierdzić... w centrum Rogoźnej.

 

To okolica, gdzie zabudowany jest obecnie sprzęt do ćwiczeń na wolnym powietrzu (i cała droga obok), dawniej na początku tej drogi znajdował sie budynek nazywany "klubem", a przy nim mieściła się stara straż.

Pani Wandzia wspomina, jak właśnie „na nowsiu” siadanna powalonych drzewach „pniach” z gitarami, organkami, akordeonami ( każdy kto chciał i umiał na czymś  grać przynosił co się dało). Grano i śpiewano, a częstymi takimi grajkami jak mówi pani Wanda byli między innymi: Konrad Gruszka, …? Zieliński-zwany „Szymą”, Henryk Cięciała (z ul. Wodzisławskiej) i wielu, wielu innych… Miło i wesoło spędzano po całodniowej pracy, takie Rogojskie wieczorki -wspomina pani Wanda.




Koło  Gospodyń  Wiejskich w Rogoźnej

Do Koła Gospodyń Wiejskich w Rogoźnej należała również nasza rozmówczyni. Historia  pierwszego powstałego KGW  sięga bardzo wczesnych lat siedemdziesiątych, a dokładnie w/g kroniki KGW Rogoźna, 23 marca 1973 roku. W skład ówczesnego  zarządu weszły panie: Jadwiga Dzida, Irena Możdżeń oraz Hildegarda Ochojska. Działalność w pierwszych latach istnienia KGW  była bardzo prężna, w latach osiemdziesiątych w Rogoźnej KGW liczyło 93 członkinie, zaś w następnym dzisięcoleciu w tej organizacji było 105 kobiet.

Więcej o KGW czytaj poniżej

z tego okresu zachowała się fotografia.

Na zdjęciu rozpoznano od lewej góra: Rita Paszek Pawlas, Eleonora Musioł Solich, Elfryda Musioł Zając, Elżbieta Gładysz Kubica, ...?, Małgorzata Musioł Zielińska, Otylia Michalska Grzybek Kowalczyk, ...?, Donata Buchalik Hwała, Irena Kopiec ...?, Ludmiła Śleziona Kempny, Erna Herman Rezner, Urszula Ciućko Kania, drudi rząd od lewej - Anastazja Michalik, ...?, Jadwiga Kubica Machulec, Marta Zielińska Szczęsny, Lidia Panek Dziwoki, Wanda Kurpas Kusz, ...?, Helena Pawlas Gąsior, Hildegarda Lip Baron, Anna Cyrulik Kania, Maria ...? Ochojska, Elżbieta Drzyzga Barchańska, Danuta Szyroki, ...?, Otylia Pawlas Dubiel trzeci rząd od lewej - Łucja Samol Motyka, Brunon Motyka, Anna Domagała, Zaproszeni goście, Zarząd GS-u, Marianna i Kazimierz Walla ich córka. 

( wczesne lata siedemdziesiąte )




                            
                      Czasy II wojny
 
 
Okres II wojny światowej to wspomnienia bardzo
trudne także dla pani Wandy.
Wspomina z wielkim grymasem na twarzy...były to ciężkie i okropne lata. Pani Wanda była w ten czas bardzo młodą dziewczynką, (miała zaledwie 15 lat, gdy wojna się skończyła), ale niektóre obrazy z tamtych odległych już czasów, doskonale wyryły się w jej sercu.

Pamięta zimny mroźny styczeń 1945, kiedy Rosjanie ukrywali się w lasach Rogojskich, trwał wtedy front, ale przez to zimno chwilowo nic się nie działo. Niemieccy żołnierze stacjonowali w zrobionych na polach bunkrach, niedaleko domu pani Wandy, ich przekopy zaś prowadziły do stodoły obok, w której były małe okienka - to był ich punkt obserwacyjny -wspomina.


…pamięta naloty samolotów, bombardowania i wystrzały z tzw. katiuszy, wspomina czas gdy 6 – miesięcy nie wychodziło się z piwnic, (może z wyjątkiem kilku chwil w czasie dnia), gdyż nikt nie wiedział w jakim momencie zacznie się kolejny nalot. Niemcy zajmowali nasze domy -wspomina, a ludzie siedzieli w piwnicach (najbezpieczniejszym miejscu w domu), gdzie mieli piece, którymi się grzali i gotowali co było dostępne, a było tego niewiele. Gdy weszli rosjanie (tu wymienia swoją kuzynkę) - moja kuzynka Maria Solich, tłumaczyła Rosyjskim żołnierzom, że dom zamieszkują jedynie polskie rodziny, a nie "Germany", (Niemców już w ten czas nie było, pouciekali-wycofali się), na takie wieści rosjanie zwykle odchodzili niekrzywdząc rodziny i pozostawiając nienaruszone domy- wspomina.

Pani Wanda pamięta zabitych podczas wojny ludzi, sąsiadów (wymienia z nazwiska po dłuższym namyśle, bo pamięć już nie ta)… zginęli: Piecha, Ochojski, wspomina zabitą, prawie całą rodzinę Dziwokich (mieszkających przy ulicy Wodzisławskiej).

Nasza rozmówczyni opowiada, jak cudem przeżyła pewne zdarzenie z Marca 1945, tydzień przed świętami wielkanocnymi. W ten dzień wybrała się razem z młodszą o rok kuzynką, Marią Oślizło do Żorskiego kościoła. Niestety nie zdawały sobie w ten czas sprawy, że kościół ten był totalne zbombardowany i bardzo zniszczony. Wracając  skrawkiem drogi (ulicą Rybnicką) z miejsca gdzie zastały ruiny koscioła, w ich kierunku jechało duże ciężarowe wojskowe auto, pełne radzieckich żołnierzy i nagle ku ich zdziwieniu kierowca skręcił gwałtownie kierownicą wjeżdzajac w prost na nie...chwila zadumy…- słyszałam tylko huk i niosący się za samochodem śpiew i śmiechy tych żołnierzy, potem nastała cisza -mówi, ja miałam wiele szczęścia, niestety moja kuzynka nie przeżyła wypadku.                                                                                                                                                     Pani Wandzi się udało, ale sama nie wie jak to się stało, że przeżyła. Czy dlatego, że szła od strony dużego spadzistego „rantu”, do którego wpadła czy dlatego, że była z drugiej strony, dalej od auta, a może opatrzność Boska nad nią czuwała?... pewnie wszystko na raz. Pani Wanda nie pamięta już jak dotarła do domu, biegła bardzo przerażona i wystraszona przez podminowane pola-kolejny raz ryzykowała-ale przeżyła i to było najważniejsze.   

Legenda: słowa  śląskie

                „szfarne frele”-  ładne dziewczyny

                „potańcować”  - potańczyć, zabawić się

                 „Trudka” – Gertruda

                 „ nowsi” – okolice miejsca, gdzie zabudowany jest sprzęt  do ćwiczeń

                                       na wolnym powietrzu w Rogoźnej (cała ta droga)

              „rant” – pobocze drogi, dół melioracyjny

                                                                                        Rogoźna, 2015 rok/dede/RDZR




 KOŁO  GOSPODYŃ  WIEJSKICH    w Rogoźnej

Tekst zaczerpnięty z kroniki KGW z Rogoźnej, innych przekazów pisemnych i ustnych oraz zachowanych dokumentów.

Historia KGW w Rogoźnej rozpoczęła się 23 maja 1973 roku zebraniem założycielskim. W skład pierwszego zarządu weszły : Jadwiga Dzida, Irena Możdżeń oraz Hildegarda Ochojska. Tego samego roku, we wrześniu, z funkcji przewodniczącej zrezygnowała pani Jadwiga Dzida, a na jej miejsce wybrano panią Hildegardę Ochojską.

W tym czasie w pracy społecznej wyróżniał się nie tylko zarząd KG, ale także członkinie: Małgorzata Zieleźnik, Anna Kania, Elżbieta Parysz, Aniela Michalik, Bronisława Broda,Helana Piecha, Anna Michalik. Działalność w pierwszym dziesięcioleciu KGW była bardzo prężna. Gospodynie zakupiły piec elektryczny, założona została wypożyczalnia sprzętu gospodarstwa domowego. Dzięki pomocy Kółka Rolniczego oraz ze składek członkowskich zakupiona została prasowalnica elektryczna, która przez wiele lat służyła mieszkańcom.W tym okresie były także organizowane kursy kroju i szycia, pokazy  kosmetyczne, produkcji warzyw itp.Powodzeniem cieszyły się pogadanki oraz spotkania z lekarzami i przedstawicielami służby rolnej. W ramach działalności kulturalno - rozrwkowej organizowane były wyjazdy na koncerty oraz konkursy i zabawy. W roku 1983 KGW w Rogoźnaj liczyło 93 członkinie, a na początku drugiego dziesięciolecia w szeregach organizacji było 105 kobiet. W dalszym ciągu działalność koła była bardzo wielka.

Jak poprzednio organizowano różnego rodzaju kursy, pokazy, pogadanki. Został zorganizowany kurs języka niemieckiego, kurs kroju i szycia. Rozprowadzano wśród mieszkańców paszę dla zwierząt, pisklęta dla dalszego howu, ziemniaki-sadzeniaki krzewy i rośliny ozdobne. Organizowano wycieczki na Węgry, Lichenia i na Górę św. Anny. Sporym zainteresowaniem i wzięciem cieszyła się wypożyczalnia sprzętu gospodarstwa domowego, którą od 1991 roku zarządzała Gertruda Dworok. Wypracowane dochody przeznaczone zostały na pokrycie bieżących wydatków koła.

W tym czasie przewodnicząca koła była p. Hildegarda Ochojska, wice-przew. Irena Możdżeń, skarbnikiem i sekretarzem Stefania Michalik. W pracy społecznej wyróżniały się panie : Małgorzata Zniszczoł, Gertruda Dworok, Małgorzata Zieleźnik Maria Kuczera, Maria Frydecki, Helena Piecha, Irena Miguła,Anna Tosta, Teresa Garaj, Danuta Piecha oraz Małgorzata Płonka.

Na początku lat dziewięćdziesiątych następuje zmiana sytuacji politycznej kraju. Tradycyjne cele pracy KGW zaczynają nie mieć racji bytu i działalność koła ulega zahamowaniu. Zaczyna ubywać członkiń. Dalej jednak tradycyjne organizowane były imprezy z okazji Dnia Kobiet czy Dnia Matki oraz różne wyjazdy. Dzięki dotacji Rady Sołeckiej zostały uszyte stroje ludowe, które członkinie pięknie przyozdobiły haftami. Prężnie działa wypożyczalnia sprzętu, do której dokupiono nowe wyposażenie. Członkinie aktywnie uczestniczą w imprezach organizowanych przez Radę Sołecką, Szkołę podstawową. Coroczne dożynki wiejskie obsługiwane są przez nasze gospodynie, które uczestniczyły przy wypiekach  tradycyjnego kołacza. W 1997r podczas obchodów dożynkowych zorganizowano loterię fantową, z której dochód został przeznaczony dla powodzian.

W 1996r rezygnację z funkcji przewodniczącej złożyła p. Hildegarda Ochojska. Wybrano nowy zarząd. Przewodniczącą koła została p. Wiesława Stempin, wice- przew. Irena Możdżeń, skarbnikiem Małgorzata Broda.

W tym czasie wyróżniały się bardzo członkinie : Stefania Werner, Małgorzata Broda, Gabriela Dubiel, Gertruda Dworok, Małgorzata Płonka, Elżbieta Dajka, Krystyna Janko, Jadwiga Dzida, Małgorzata Zniszczoł i Rozalia Rothkegel.

Na wielkie słowa uznania zasługuje również wieloletni skarbnik p. Anna Tosta, a sporej pomocy dla koła udziele p. Krystyna Dzierżęga, która ofiaruje płody rolne, warzywa i owoce ze swojego gospodarstwa.

 KGW swoje 25-lecie obchodziło 31 stycznie 1998roku. Uroczystości odbyły się w Hali widowiskowo-sportowej w Rogoźnej. Z tejże okazji członkini p. Krystyna Janko zapoznała zaproszonych gości z historią działalności KGW w Rogoźnej zaś przewidnicząca p. Wiesława Stempin gorąco przywitała przybyłych na tę uroczystość. Do okolicznościowych przemówień dołączyli: przedstawiciel Wojewódzkiego Związku Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych w Katowicach,p. Andrzej Krawczyk, przedstawicielka Państwowego Ośrodka Doradztwa Rolniczego z Rybnika p. Anna Frycz, ówczesny prezydent Miasta Żory p. Zygmunt Łukaszczyk-wręczając dyplom, a także sołtys wsi Rogoźna -Tadeusz Brocki. Udekorowano zasłużone gospodynie i długoletnie członkinie koła mędzy innymi p. Małgorzatę Płonka i Krystynę Dzierżęga orderami "Serca Matki Wsi", który nadany jest przez Krajowy Związek Kółek i Organizacji Rolniczych kobietom zasłużonym dla wsi i mającym przynajmniej trójkę dzieci.

Rada Sołecka z okazji jubileuszu ufundowała zaś okolicznościowe upominki dla najstarszych członkiń : Wandę Kusz, Elżbietę Foreiter, Hildegardę Ochojski, Gertrudę Morgała, Stefanię Werner, Jadwigę Smyczek, Annę Dajka, Anielę Sitko, Anielę Michalik, Krystynę Zając, Eleonorę Solich, Elżbietę Kubica, Elżbietę Broda, Hildegardę Królikowską, Małgorzatę Płonka, Hildegardę Marcisz oraz Martę Cienciała. Na uroczystość 25 lecia przybyły również delegacje KGW z Osin oraz Roju. Panie z KGW z Rogoźnej na tę okoliczność przygotowały skecze oraz gorący poczęstunek odbyła się zabawa taneczna do której przygrywał zespół "Rawa Raj" z Boguszowic. 



W czerwcu 2000roku w Gminie Żory na mocy uchwały nr XXVII/316/00 dokonano przekształcenia nazywnictwa administracyjnego. Dotychczasowe sołectwa stały się Dzielnicami gminy Żory, działąjącymi w oparciu o statuty. W wyniku zaistniałych zmian również z sołectwa Rogoźna utworzono Dzielnicę i jednocześnie jednostkę pomocniczą gminy Żory. 



  W 2003roku KGW świętuje swoje 30-lecie istnienia.

Skład KGW przedstawia się następująco :

Przewodnicząca p.Wiesława Stempin, wice. przew. Małgorzata Broda, skarbnik Ewa Schuchmielska, sekretarz- Krystyna Janko zaś komisję rewizyjną stanowią panie: Rozalia Rothkegel, Urszula Badura i Barbara Zajączkowska. Jednogłośnie ustalono, że należy fizycznie zlikwidować piec z kuchni. Członkinie koła biorą udział w konkursie „ Nasze kulinarne dziedzictwo” przygotowują śląskie potrawy, za co otrzymują dyplom.


W dniu 16 maja 2004r członkinie KGW Rogoźna zostają zaproszone  na pierwsze w Naszej Dzielnicy uroczystości związane z prymicjami ks. Krzyszfofa Płonki, syna zasłużonej działaczki koła.

Z koła odchodzi wieloletnia członkini, a w 2004r wice przew. p. Małgorzata Broda. Na jej miejsce zostaje wybrana p.Ewa Schuchmielska.

 


W 2005r członkinie KGW Rogoźna włączają się prężnie w obchody 700-lecia Rogoźnej. W strojach galowych biorą udział w korowodzie, roznoszą zaproszonym gościom oraz mieszkańcom Naszej Dzielnicy Nasz tradycyjny Rogojski kołacz.


W 2008 roku skład KGW w Rogoźnej przedstawiał się następująco : przewodnicząca - p.Wiesława Stempin, wice.przew.  Celina Przetakowska, skarbnik Barbara Zajączkowska, sekretarz Krystyna Janko, członek zarządu: Urszula Badura, a komisję rewizyjną sprawowały : Gabriela Dubiel, Anna Oleksik, Janina Drzęźla, Salomea Karwot, Gertruda Dworok.


W 2009r wieloletnia członkini i naczelna kucharka KGW w Dzielnicy p. Małgorzata Płonka obchodzi swoje 75 urodziny z tejże okazji wręczono zasłużonej działeczce okolicznościowy upominek z kwiatami.


 W 2010 roku zarząd KGW w Rogoźnej omawia remont kuchni, planuje zakup mebli i płytek do kafelkowania i uzupełnienie rzeczy kuchennych .


W 2012 roku zarząd KGW w Rogoźnej liczy sobie 35 członkiń bardzo aktywnie dziłąjące oraz 4 panie honorowe są to bez wątpienia : p. Małgorzata Płonka, Krystyna Dzierżęga,Stefania Werner oraz Hildegarda Ochojska.


W dniu 31 styczeń 2013 roku KGW w Rogoźnej obchodziło swoje 40 lecie istnienia.

Liczba członkiń na ten czas to 35 osoby oraz 4 honorowe panie:  p. Małgorzata Płonka, Krystyna Dzierżęga, Stefania Werner oraz Hildegarda Ochojska.

Obchody uroczystości zaczęły się w Kościele parafialnym w Rogoźnej mszą świętą dziękczynną.

Wszystkie członkinie z osobami towarzyszącymi oraz zaproszeni gości udali się do Zajazdu „Rojanka” w Roju by tam dalej kontynuować uroczystość. Przewodnicząca Koła p.Wiesława Stempin powitała wszystkich gości zaś p. Grażyna Kuczera odczytała i zapoznała wszystkich z przebiegiem działalności koła na przełomie 40 lat.

Honorowym gościem był prezes KR Żory-Rogoźna p.Roman Bryś oraz Radny Rady Miasta Żory p.Kazimierz Dajka wraz z żonami, którzy wygłosili stosowne przemówienia. Rozdano upominki okolicznościowe. Uroczystości zakończono zabawą taneczną.

Z dniem 30.06.2013 roku zostało zakończone postępowanie likwidacji Kółek Rolniczych w Żorach-Rogoźnej z dniem 3.10.2013 roku w/w podmiot został wykreślony z Krajowego Rejestru Sądowego oświadczenie przesłał były prezes KR p.Roman Bryś.


Na początku roku 2014 KGW organizuje spotkanie swojej grupy, na którym omawia zasady dalszego istnienia koła. Obecny w tym dniu przedstawiciel z Rybnika p.Sebastian Garbocz - członek z Centrum Rozwoju Inwestycji Społecznych przybliża członkiniom zasady zrzeszania się do różnych nowych stowarzyszeń. Omawia np.co to:

I- Stowarzyszenie zwykłe – pozwala na używanie znaku właśnie KGW ( wynajem kuchni, dopuszcza zeznania podatkowe raz na rok, zezwala nawet na zeznanie zerowe)

II- Stowarzyszenie rejestrowane- prowadzi się księgowość rachunkową- księga handlowa, co miesiąc CIT wiąże się ze comiesięcznym sprawozdaniem no i  należy zatrudnić księgową.

Co przekładało by się np. na  wypożyczenie kuchni –szkła jako działalność dochodową zaś np. pieczenie kołacza –jako działalność gospodarczą. Stowarzyszenie rejestrowe ma na celu wspomagania wydarzeń kulturowych użytku publicznego w tym również miasta. Można starać się o środki unijne-rejestracja jest bezpłatna. Do Stowarzyszenia musi należeć 15 osób. Rachunkowość należy zaś prowadzić w formie dokumentu, spotkanie założycielskie wybiera się poprzez głosowanie Zarządu Koła.

A więc w 2014 roku KGW w Rogoźnej wstępuje w członkostwo Związku Rolników i Kółek oraz Organizacji Rolniczych w Pszczynie w związku z tym przyjęto nowy regulamin koła.

 KGW w Rogoźnej w strojach galowych bierze udział również w mszy św dziękczynno-pożegnalnej ks. proboszcza Józefa Szulika, który po 29 latach w Naszej Parafii odchodzi na 2-lata do Chwałowic (do zasłużonej emerytury) koło reprezentują wtedy członkinie: p.Maria Nycz, p.Krystyna Janko oraz p.Salomea Karwot.


W 2015 roku jedna z honorowych członkiń koła p. Krystyna Dzierżęga wraz z swoim mężem obchodzili 50-lecie małżeństwa z tej okazji delegacja z KGW bierze udział w uroczystej mszy św, -delegacja koła pamięta o swych koleżankach!, wręcza upominek i kwiaty. Koło reprezentują członkinie : Przewodnicząca p.Wiesława Stempin, p.Krystyna Janko, p.Rita Hajzyk.

 


Na zdjęciu : Gerda Brocka, Krystyna Janko, Elżbieta Dajka i Anna Oleksik.


...CZASY  OBECNE...

Na rok 2016 skład koła przedstawia się następująco: przewodnicząca p. Wiesława Stempin, wice.przew.p.Maria Dzida, sekretarz-p. Edyta Stempin-Nikel, skarbnik p. Krystyna Janko

Komisję rewizyjną tworzą członkinie: p.Janina Drzęźla, p.Anna Oleksik, p.Irena Herman

oraz  37 członkiń  w tym trzy honorowe : p. Krystyna Dzierżęga,  p. Małgorzata Płonka i p. Hildegarda Ochojska.


   Na początku lutego 2016 roku zmarła jedna z pierwszych członkiń KGW w Rogoźnej, ale też i najstarsza p. Stefania Werner. Wiele pań koła brało udział w mszy świętej pogrzebowej oraz w delegacji na pogrzebie. Złożono kwiaty na grobie od wszystkich członkiń koła.


Rok 2004  Prymicje w Rogoźnej

Na zdjęciu od lewej : Maria Michalik, Wiesława Stempin, Krystyna Dzida, Grażyna Kuczera, Celina Przetakowska, Renata Wacławczyk, ks.Krzysztof Płonka, Małgorzata Zniszczoł, Małgorzata Płonka, Salomea Karwot, Rita Polok, Ludmiła Szulik, Rozalia Ćmok, Gabriela Dubiel, Anna Oleksik, Barbara Zajączkowska, Małgorzata Konsek, Stefania Werner, Krystyna Janko, Janina Drzęźla.


W 2016 roku nasza honorowa członkini p. Hildegarda Ochojska obchodziła swoje 90-te urodziny z tej okazji członkinie KGW uczestniczy w mszy świętej. Wręczono stosowny upominek okolicznościowy oraz kwiaty.


W 2016 roku przewodnicząca KGW Rogoźna, p. Wiesława Stempin obchodzi swoje 20 lecie w służbie KGW.

Już 20 lat panie z koła mają do swojej koleżanki wielkie zaufanie. Gratulacje w wytrwałości pełnienia tej bezinteresownej służby.


Biesiada Babsko-Chłopska, Rogoźna 2015r

/obsługa przez panie KGW/


W czerwcu 2016 roku odbył się również XVIII Wojewódzki Zjazd Delegatów Rolników, Kółek Rolniczych i Organizacji Rolniczych w Katowicach. W Zjeździe brały również nasze delegatki z koła przewodnicząca p. Wiesława Stempin oraz  p. Krystyna Janko.

Przewodniczące KGW będące na Zjeździe jednogłośnie ustaliły,      że są członkiniami Zarządu Kółek Rolniczych. Przeprowadzono między innymi dyskusję dotyczącą zmian w Statucie, określono nowe kierunki działania na lata 2016 – 2020 i przeprowadzono wybory. Był czas na dyskusję i wolne wnioski, podjęcie zmian i nowych uchwał.


10.08.2016r delegacja KGW oraz wiele jej członkiń żegnała również naszego drogiego - byłego proboszcza Józefa Szulik, biorąc udział licznie w mszy świętej pogrzebowej jak i w pogrzebie.


Z pespektywy lat Nasze panie z KGW, które się zmieniały w swoich szeregach z czasem odchodzących lat- bardzo przyczyniły się do organizacji różnych ważnych imprez naszej Wsi, a teraz Dzielnicy. Między innymi prężnie współpracowały i współpracują przy organizacji Festynów, Dożynek, Biesiad organizowanych przez Zarząd i Radę Dzielnicy Rogoźna, same zaś organizowały przez lata różne swoje imprezy: Zabawy Karnawałowe-Sylwestrowe, Biesiady śląskie i wyjazdy fakultatywne - wycieczki do: 2008r - Zakopane, 2009r-Szczawnica, 2010r - Świnoujście, 2011r i 2013r- Węgry, 2014 i 2015r - Bułgaria.

W 2016 roku gospodarzem Hali Widowiskowo-sportowej przy ul. Wodzisławskiej 119 w Rogoźnej, jak i całego obiektu - za wyjątkiem OSP staje się

Centrum Organizacji Pozarządowych w Żorach | Wsparcie i informacje ...

Żorskie Centrum Organizacji Pozarządowych

oś.Sikorskiego 52        44-240 Żory

              biuro@cop.zory.pl    tel./fax. 32 43 55 111

                       http://www.cop.zory.pl

godziny otwarcia:  Poniedziałek 7:30-18:00

Wtorek 7:30-18:00   Środa 7:30-18:00 Czwartek 7:30-18:00  Piątek 7:30-18:00

KGW dostaje tymczasowo nowe pomieszczenie pod swoją działalność - w miejscu starej kuchni (stara siedziba KGW)zostaje poczyniony remont, który ma na celu pozyskać  duże "nowe" pomieszczenie pod wynajem na różne okazje okolicznościowe takie jak np. urodziny, komunie.

Z Naszej strony życzymy KGW w Rogoźnej dużo sukcesów w swoich dalszych zamierzonych planach i działaniach na przyszłość i gotujcie smacznie kobitki, gotujcie dla Nas !

Bardzo serdecznie dziękuję p.Wiesi, za udostępnienie kroniki do stworzenia wiarygodnego wizerunku KGW w Rogoźnej.

                                                                                       Rogoźna, 2016 rok/dede/RDZR




3.

 

ANIELA  MARCISZ

MICHALIK

Aniela Marcisz Michalik  ur. 10.03.1931 roku (lat 85) urodziła się w Rogoźnej, mieszkała przy ulicy Chopina, z zawodu:  krawcowa-miała  jedynego brata Leona. Ojciec pani Anieli,  Augustyn, matka Maria.


Pani Aniela opowie nam także o Rogoźnej i tak jak Nasza przedmówczyni, o czasach wojennych i powojennych. Dorastała również jak jej rówieśniczki w ciężkich czasach   II wojny światowej.


Wyszła za mąż za Jana Michalika, kawalera z sąsiedztwa, gdyż mieszkał również przy tej samej ulicy.

Pobrali się 8 kwietnia 1951 r. w kościele parafialnym pw. św. Apostołów Filipa i Jakuba w Żorach, po zakończeniu wojny i powrocie z Anglii pana Janka.


Pan Jan urodził się 3 maja 1925 r. Po ukończeniu szkoły podstawowej w Rogoźnej uczył się zawodu w Hucie „Pawła” w Żorach aż do wcielenia go do wojska. Po zakończeniu II Wojny Światowej i powrocie z Anglii w maju 1947 r. podjął pracę w zakładzie, w którym się uczył, a była to żorska odlewnia żeliwa.

Małżonkowie wspólnie razem prowadzili małe 2 hektarowe gospodarstwo rolne.

Mają syna, Jerzego. Dwóch wnuków Michała i Pawła oraz prawnuczki Kingę i Helenkę.

W 2016 roku Pani Aniela z mężem Janem świętowali swoje   65- lecie małżeństwa czyli " żelazne gody".

2016r, Źródło/foto- UM Żory

-----------------------------------------------------

Pani Aniela to otwarta i sympatyczna osoba, lubi bardzo towarzystwo ludzi i z chęcią wspomina „stare, chocież nie zawsze dobre czasy”.

Przez jeden rok pani Aniela chodziła do polskiej szkoły, kiedy wybuchła wojna (1939r), była przymuszona przerwać edukację w polskiej szkole i zacząć w niemieckiej. Do Rogoźnej zjechali nauczyciele niemieccy i zaczęto edukację germańską. Język niemiecki opanowała więc bardzo dobrze, gdyż musiano się nim posługiwać, w domu zaś mówiono zdecydowanie po polsku. Po wojnie na mocy ustawy chcąc otrzymać polskie świadectwo ukończenia szkoły, roczniki 1930'31 musiały powtarzać jeden rok nauczania, zważywszy na to, że cała dokumentacja szkolna po wojnie zniknęła.

Mimo, że ówczesna szkoła podstawowa w Rogoźnej była zniszczona działaniami wojennymi, naukę kontynuowano. Przybyły po wojnie pierwszy polski nauczyciel Walenty Domagała, zapisywał w folwarku p. Dzidy, odpowiednie roczniki do danych klas -wspomina.

Na początku dzieci przeniesiono do szkoły w Roju, później wyremontowano jedną klasę (w części mieszkalnej starej szkoły) wprawiono okna i tak powstała jedna klasa, do której dzieci wróciły - wspomina dalej pani Aniela. Dzieci uczyły się w ten czas w systemie trzy zmianowym. Warunki tej klasy były raczej w opłakanym stanie i jak wspomina nasza rozmówczyni podłoga miała znaczne ślady po końskich kopytach, gdyż konie te stały tam w czasie wojny, a zapach tej klasy przypominał "zapach obory".

 ROGOJSKI  TEATR

Pani Aniela wspomina również Nasz Rogojski objazdowy teatr, w którym zresztą grał jej mąż, Jan.

Prawie zawsze przychodziła na te przedstawienia, a że po wojnie była to jedna z najlepszych rozrywek bywała tam na prawdę często, by podziwiać grę swojego męża. Jedną z sztuk w której grał pan Janek była wspomniana już wcześniej  "Siostra Maria", inne przedstawienie jakie grano przedstawiało losy górników w kopalni, w której wydarzyła się tragedia…pamięta, jak na scenie stał specjalnie przygotowany szyb i grana była scena  kobiet opłakujących, strasznie lamentujących swoich zaginionych mężów-górników.

            tz. URZĄD  GMINY  W  ROGOŹNEJ

Pani Anielcia, wspomina „Urząd Gminy w Rogoźnej” z czasów II-wojny, który mieścił się nad piekarnią (posesja państwa Weroniki i Maksymiliana Herman). Jej ojciec, Augustyn, pełnił tam rolę urzędnika we wsi tzw. „gońca” (w latach 1940'41 - 2 lata) i jak pamięta była to bardzo odpowiedzialna funkcja.

- tata nie szedł na wojnę, był już na emeryturze, i wiek już miał nie ten, a że nie było żadnych młodych mężczyzn we wsi (byli w tym czasie na wojnie) ojciec mój objął to stanowisko -mówi. Jego głównym zajęciem, ale nie tylko było wydawanie kartek. W czasie wojny wszystko było na kartki, a one były różnie posegregowane, przydział dla każdego był inny i nie wszystkim mieszkańcom Rogoźnej się one należały.

-Pamiętam jak tata dostał taki specjalny plecak służbowy i jeździł do Rybnika, po te kartki, a było ich wiele, bardzo się o nie bał, obawiał się, że może zostać obrabowany i poniesie odpowiedzialność za straty,  - mówi, a kartki te były uzależnione np. od ilości pola. Drugie stanowisko na tejże Gminie objął Paweł Konsek - Rogoźnianin, on zaś miał pod sobą rolników i zajmował się wydawaniem kartek dla nich, dla tych którym się one należały oczywiście… podatkami zajmował się niejaki pan  Motyka - wspomina.      

KAPLICZKA   W   ROGOŹNEJ

Pani Aniela Michalik opiekowała się również Naszą Rogojską kapliczką przez wiele lat wraz ze swoją szwagierką - Anastazją Michalik. Obie panie mieszkają przy tej samej ulicy i razem postanawiają dbać o wystrój kaplicy, a były to wówczas lata sześćdziesiąte XX wieku.

Pani Aniela pamięta z tamtych lat bardzo istotną rzecz, a mianowicie, fakt że wisiała tam na ścianie duża rama w formie obrazu, a w niej wypisane nazwiska mieszkańców Rogoźnej, poległych w czasie I i II  wojny światowej. Niestety przy którymś remoncie kapliczki ramka ta znikła i nikt nie wie do dnia dzisiejszego gdzie ona jest. Ani ówczesny ks. proboszcz Franciszek Król, ani najstarsi mieszkańcy, którzy mogliby coś wiedzieć, a byli przy tych remontach. Ślad po ramce zaginął, a była to dość istotna pamiątka naszej miejscowości.

II    WOJNA    ŚWIATOWA

Wspomnienia II  wojny światowej dla pani Anieli są również bardzo żywe.

Miała zaledwie 14 lat jak wojna się skończyła, a mimo to, że minęło już 70 lat od tamtej pory, niektóre wydarzenia głęboko utkwiły w jej pamięci. Pamięta front, naloty samolotów i jak jej dom opanowali niemieccy oficerowie i żołnierze, którzy im służyli. 

Cała rodzina pani Anieli siedziała w jednej ciasnej piwniczce, (nie wspominając przybyłych sąsiadów czy znajomych, którzy stracili domy działaniami wojennymi, a jej mama wszystkich przygarniała pod swój dach). Więc w całej piwniczce mieściło się czasem i z 20 osób. W czasie frontu tam spali, 'wegetowali', bo tak czeba to nazwać - po prostu żyli.

Niemcy zajmowali w ten czas cały dom i nie pozwalano właścicielom chodzić po nim.

Tam mieli swoje cenne radiostacje i swoją bazę.

Pani Aniela opowiada- tylko moja mama mogła, wręcz musiała gotować obiadki niemieckim oficerom, a że bardzo dbali o swoje zaopatrzenie, ( posiadali nie zawsze dostępną żywność dla nas Polaków), to i nam przez to lepiej się żyło - wspomina.

Z naszego gospodarstwa też często korzystali, zabijali zwierzęta, jedli nasze warzywa, jajka itd, i nie obchodziło ich czy starczy wykarmić nasze rodziny, dzieci niejednokrotnie bardzo małe, zaś naszym zbożem karmili swoje konie - mówi.

…pamiętam jak mama napiekła niemieckim żołnierzom naleśniki i zakazała nam dzieciom je brać, a cały zapach rozchodził się po domu, co to była za męka dla naszego podniebienia!, my jednak jak to dzieci czy już nastolatki, zakradaliśmy się i podbieraliśmy te pyszne przekąski - wspomina pani Aniela.

Wiele rodzin z Rogoźnej nie doczekało się niestety powrotu swoich bliskich z wojny z różnych powodów, a niejednokrotnie rosyjscy żołnierze byli okrutniejsi niż niemieccy (oczywiście nie wszyscy).

Pani Aniela pamięta rozszczelanego za nic przez Rosjan  Walentego Dziwoki z ul. Wodzisławskiej i jego trójkę dzieci, ocalała tylko żona i córka Anna (15-lat) gdyż nie było ich w ten czas w domu (były u znajomych, p. Smołka). Historia ta była już wcześniej wspomniana.

I takie to były ciężkie czasy.


Wywiad w 2015 roku - p. Aniela Michalik zmarła nagle 03.07.2016 roku-spoczywa na cmentarzu w Rogoźnej.


                                                                                                   Rogoźna, 2015r/dede/RDZR



ROGOŹNA

RYS  HISTORYCZNY MIEJSCOWOŚCI

poniższy tekst spisano na rzecz gazetki parafialnej w Boguszowicach/artykuł do "Serca Ewangelii", autor: Helena Białecka, pra prawnuczka-Walentego Dosterschill, prawnuczka-Wilhelma Bucha,  nauczycieli z Rogoźnej. Wykorzystano i korzystano z źródeł:  Alfons Nowak, Geschichte der Landpfarreien des Archipresbyterates Sohrau, 1912, Katalog archidiecezji katowickiej 2001 i 2005 cz. II, Leokadia Buchman, Ewelina Gwóźdź, Rogoźna przez wieki, 2001,Wywiad z ks. prob.  Józefem Szulikiem (2005r) 

     Dziś trudno uwierzyć, że Rogoźna, obecna dzielnica Żor, oddalona od Boguszowic ponad 7 km należała przez przeszło 600 lat do naszej parafii. Do roku 1975 świadczyły o tym pomniki nagrobne nauczyciela  rogoźnieńskiego i jego żony, usytuowane przed zachodnią ścianą drewnianego kościółka p.w. św. Wawrzyńca. Dopiero w roku 1925, kiedy powstała wyodrębniona z diecezji wrocławskiej nasza diecezja katowicka, Rogoźna razem z Folwarkami i Wygodą postarały się o przeniesienie do parafii żorskiej, do kościoła śś.  Apostołów Filipa i Jakuba. Mieszkańcy wymienionych miejscowości mieli do tego kościoła znacznie bliżej. Poszukując informacji o moich protoplastach, którymi byli między innymi dwaj pierwsi nauczyciele – kierownicy szkoły w Rogoźnej, dowiedziałam się, że choć formalnie Rogoźna należała do parafii boguszowickiej, mój pra-pradziadek Walenty Dosterschill chrzcił swoje dzieci w kościele żorskim, a jeszcze wcześniej czyli w latach 1629 i 16523 w czasie i po wojnie trzydziestoletniej ks. prob. Molicer z Żor też chrzcił dzieci z Rogoźnej. Jednak moja babcia z Rogoźnej ur. w 1864 r. brała ślub w Boguszowicach. Parafia boguszowicka, chociaż bardzo rozległa, ale wiejska, liczyła przez długi okres stosunkowo mało wiernych. Ci nieliczni chłopi pańszczyźniani musieli utrzymać księdza i kościół. Miejska parafia żorska liczyła  dużo więcej wiernych.

     Rogoźna, podobnie jak okoliczne osady była wsią rycerską, a pański dworek istnieje tu do dziś. Założona została już w drugiej połowie XIII wieku i od początku nosiła polską nazwę wywodzącą się  od słowa rogoża, inaczej pałka wodna, porastająca niegdyś mokradła tej osady, zapisana jako Rogosina. W 1676 roku żyły tu tylko 3 rodziny, w 1783 wieś liczyła 72 mieszkańców, w 1864 – 237, w 1906 - 450. W ostatnim stuleciu  liczba  ta wzrosła do 1662.

     W ciągu wieków przewinęło się przez Rogoźnę wiele nazwisk właścicieli  majątku rycerskiego. Jedni władali całą wsią, niektórzy tylko pewnym działem. Między innymi pojawiło się nazwisko Rogojskich. Interesujący się przeszłością wsi przypuszczali, że wieś wzięła nazwę od ich rodu, ale to  jest nieprawda, bo Rogojscy pojawili się tu w wieku XVI, a wieś ze swoją nazwą istniała już  kilka stuleci wcześniej. Figuruje już w aktach biskupa wrocławskiego na początku XIV wieku. Była zobowiązana do płacenia biskupowi dziesięciny.

     Jednym z ostatnich właścicieli całej Rogoźnej był wielce ceniony późniejszy burmistrz Żor, Ludwik Pelchrzim. O nim zachowała się pewna ciekawostka historyczna. Kiedy Prusy przegrały wojnę z Napoleonem i żołnierze dostali się do niewoli francuskiej, naczelny wódz chciał coś przekazać zajętym pruskim oficerom, wśród których znajdował się Pelchrzim. Napoleon zapytał wtedy, czy ktoś z nich zna język francuski. Zgłosił się Pelchrzim i słowa Napoleona przetłumaczył swoim kolegom.

     W 1909 roku majątek rycerski w większości rozparcelowano, powstały mniejsze gospodarstwa na spłatę, a resztówkę zakupiła rodzina Proske. Po przyłączeniu Śląska do Polski po powstaniach śląskich, ziemia ta znalazła się w rękach Atanazego Dzidy i do dziś gospodarują na niej jego potomkowie. Od połowy XIX wieku na pieczęci wsi występował herb przedstawiający kurę i koguta.

     Wiele faktów z przeszłości wsi ocalił od zapomnienia urodzony w 1875 roku mieszkaniec Rogoźnej Franciszek Solich, nazywany kronikarzem Rogoźnej. Zapisywał różne zdarzenia od czasów dzieciństwa. Był szanowanym ojcem wielodzietnej rodziny i aktywnym działaczem społecznym. Dożył 102 lat, a jego setne urodziny świętowała cała wieś.

     W roku 2005 Rogoźna obchodziła uroczyście przez dwa dni siedemsetlecie istnienia swojej miejscowości. Od roku 1972 stanowi jedną z dzielnic Żor.


p.Helena Białecka o Naszej szkole pisze:

Szkoła w Rogoźnej  

Od mojej matki wiem, że pradziadek Wilhelm Buch jako nauczyciel z urzędu musiał pełnić rolę mediatora między skłóconymi mieszkańcami Rogoźnej i był zobowiązany do prowadzenia szkółki szlachetnych drzew owocowych i do rozprowadzania drzewek wśród mieszkańców. Ujeżdżał też konie dla regimentu wojska stacjonującego w Żorach, ale chyba już nie z obowiązku. Przedtem służył w wojsku pruskim. 

     Dzieci z Rogoźnej najpierw podlegały  szkole parafialnej w Boguszowicach. I choć już pod koniec wieku XVIII istniał obowiązek szkolny, trudno uwierzyć, by rogoźnieńskie dzieci pokonywały codziennie około 7 km  w jedną stronę, by dotrzeć do szkoły i tyle samo z powrotem i to tylko na piechotę, kiepskimi nieutwardzonymi drogami. Do tego od wiosny do jesieni dzieci były potrzebne rodzicom do prac w polu, a w zimie z braku obuwia i odpowiedniego okrycia też nie udawały się w daleką drogę. Wobec takich realiów zaistniała konieczność wybudowania szkoły na miejscu. Postanowienie zapadło w 1818 roku, a budowę ukończono dopiero w 1834. Trwało to tak długo, bo ówcześni mieszkańcy wiosek, to biedni chłopi pańszczyźniani pracujący od świtu do zmierzchu na polu pańskim, szkołę mieli wybudować sami  własnym kosztem. Właścicielom wsi nie zależało na szerzeniu oświaty wśród mieszkańców, skąpili datków na szkołę i utrzymanie nauczyciela, który żył z tego, co ustawowo otrzymywał od nich, i pozostałych mieszkańców wsi. Zatem pierwszy nauczyciel uczył dzieci w jednej izbie w budynku dworskim, w izbie która służyła mu równocześnie
za mieszkanie. A do tej szkoły miały uczęszczać także dzieci  z Rownia, Folwarków, Wygody, Roju, Brodku a nawet ze Skrzeczkowic – razem 140 . Wszyscy uczniowie nie mogliby się w tej izbie pomieścić. Możemy sobie wyobrazić,  jak słaba musiała być w tej szkole frekwencja uczniów, mimo że w lecie uczący prowadził naukę od 12.00 do 15.00, w ramach tzw. szkoły pasterskiej, by uczniowie przed i po lekcjach mogli paść bydło. Tylko w zimie nauczyciel uczył dzieci przez 5 godzin dziennie. Wtedy nauczyciele musieli być dwujęzyczni, bo nauka odbywała się w języku niemieckim, a dzieci i ich rodzice posługiwali się tylko gwarą śląską, która jest częścią składową języka ogólnopolskiego. Mój pradziadek Wilhelm Buch, drugi nauczyciel, znał początkowo tylko j. niemiecki i aby uczyć w rogoźnieńskiej szkole, musiał się nauczyć języka, którym władali jego uczniowie. Umiejętność posługiwania się j. polskim posiadł po dwóch latach. Pierwsze podręczniki na Śląsku też wydawano
 w dwu językach. Szkoła pruska miała dzieci germanizować, a w praktyce okazało się, co przyznają historycy, że zdobyta w niej umiejętność czytania i pisania w języku niemieckim została później
w dojrzałym wieku wykorzystana do czytania polskich książek i czasopism oraz do pisania po polsku listów przez Ślązaków zabranych do wojska w czasie wojen w XIX i XX wieku. Widziałam nawet list
z obozu koncentracyjnego pisany po polsku alfabetem niemieckim, nieco tylko różniącym się od alfabetu polskiego. Dzięki szkołom pruskim na Śląsku wcześniej uporano się z analfabetyzmem niż na pozostałych ziemiach polskich.

     Do roku 1906 w Rogoźnej pracowali dwaj nauczyciele. Uczniowie poszczególnych wiosek już w XIX w. odłączyli się od szkoły w Rogoźnej, gdy powstały szkoły w Rowniu i Roju. Nauczyciel Wilhelm Buch wybudował w 1860 roku jednoizbową szkołę przy swoim mieszkaniu na własnej posesji, bo z latami dzieci w Rogoźnej przybywało, a właściwą szkołę rozbudowano dopiero 1900 roku, która uległa zniszczeniu w wielkim stopniu w czasie II wojny światowej. Z tego względu po wojnie początkowo dzieci uczyły się znowu we dworze, dopóki nie odbudowano szkoły, co nastąpiło w 1946 roku.    

 Przedszkole z familoku znajducym się obok dworku, które udostępnił pan Atanazy Dzida przeniesiono do budynku ówczesnego właściciela pana Leona Kopca (1962r), na które przeznaczono dwa pokoje i kuchnię. Nadmienić należy iż pan Kopiec pełnił funkcję sołtysa, uiszczał opłaty podatku od mieszkańców Rogoźnej.

poniżej dom - przedszkole lata sześdziesiąte-siedemdziesiąte XXw.

(zdjęcie, budynek obecne czasy.)

Szkoła i wieś wiele zawdzięczają pierwszemu polskiemu nauczycielowi Walentemu Domagałowi, dzięki któremu już w 1930 roku wieś została zelektryfikowana. Z przerwą okupacyjną pracował
w Rogoźnej aż do śmierci w 1958 roku.

     W roku 1968 wybudowano nową szkołę. Przy szkole mieści się filia biblioteki miejskiej  i powstał ogród botaniczny.

     Poza wymienioną wyżej Szkołą Podstawową nr 8 Żory, powstała i działa w Rogoźnej Prywatna Szkoła Podstawowa „Cogito” i Prywatne Gimnazjum „Cogito”.

     Przedszkole istnieje w Rogoźnej od 1940 roku.

( Ostatnie dane trzeba zweryfikować, bo od pisania tego artykułu minęło 11 lat.)


 Wykaz lat powstawania szkoły w poszczególnych wsiach i miejscowości przypisanych do danej szkoły:

Pawłowice    około   1535 jest wspomniane pole szkolne

Szeroka         około   1550

Boguszowice            1652             od 1764 – Ligota, Gotartowice, Chwałowice, Jankowice,    
              później także ;  Kłokocin,   Rój,  Rowień, Rogoźna     

Krzyżowice              1652              Borynia, Osiny

Warszowice             1679

        W powyższych miejscowościach funkcjonowały szkoły parafialne, potem zamienione na
               świeckie.

Gotartowice             1805             Kłokocin, Rowień

Świerklany Dolne    1812             Świerklany Górne (część)

Rogoźna                   1818             Rowień, Folwarki, Wygoda, Rój, Brodek, Skrzeczkowice

Jankowice                1857             Świerklany Górne (część), Chwałowice

Rowień                     1877             Folwarki, Wygoda

Borynia          1883       od 1945 starsze klasy ze Skrzeczkowic,  od 1954 wszystkie
                                                                      dzieci  ze  Skrzeczkowic

Rój                           1885             Brodek, Skrzeczkowice

Kłokocin                  1902

Świerklany Górne    1906           

Skrzeczkowice         1911      do       1954                                

        Warto jeszcze wspomnieć, że w Skrzeczkowicach, Boryni, Rogoźnej, Warszowicach, Golasowicach i Świerklanach Dolnych uczono już w wolnej Polsce nadobowiązkowo języka niemieckiego, co wywalczyła tutejsza mniejszość niemiecka.


  Wykaz o czasie powstania szkół pochodzą z książki zatytułowanej: W naszej krainie. Jastrzębie-Zdrój 2002 (Helena Białecka)

   dziękuję pani Helenie za udostępnienie materiałów o Naszej miejscowości.

                                                                                                                     dede/RDZR/2016r






Historia Szkoły Podstawowej

w Rogoźnej

 

źródło: Rogoźna, 8.XII.1995r,

   Janina Pańczak

 Z okazji 50-lecia reaktywowania szkoły w Rogoźnej postanowiłam zebrać dostępne opracowania dotyczące historii szkolnictwa w naszej miejscowości i przedstawić jej krótki zarys. Pragnę nadmienić, iż najwięcej materiałów znalazłam w poniższych źródłach:

  > Kronika Rogoźnej od II połowy XIX wieku do 1975r.     

                                     –Franciszek Solich

  > Historia probostwa Archipresbiteratu Żory- Górny

Śląsk – opracowana przez profesora Alfonsa Nowaka

                                    – Opole 1912r

  > „ Z przeszłości czterech wsi”- A. Wróbel, Katowice

                                      – 1991 r

  > Opowieści najstarszych mieszkańców Rogoźnej

      ( Apolonia Gonsior, Łucja Kłapczyk, Maksymilian

                Buch-pra, pra wnuk Wilhelma Bucha)

  >  Kierownika Szkoły Podstawowej nr 8 w Rogoźnej  od 1945r 

Na początku XIX wieku dzieci z Rogoźnej uczęszczały do szkoły w Boguszowicach. Ówczesny powiat raciborski miał szkoły w następujących miejscowościach :

 1. Stara Wieś

16. Rogowy

31. Łubowice

 2. Baranowice

17. Rybnik

32. Markowice

 3. Bieńkowice

18. Rudnik

33. Niedobczyce

 4. Bojanów

19. Sławików

34. Ozupowice

 5. Gramów

20. Studzienna

35. Pszów

6. Gaszowice

21. Turze

36. Racibórz

7.  Janowice

22. Ucieszków  po.     kozielski

37. Rydułtowy

8. Krzyżanowice

23. Bełk

38. Rudyszwałd

9. Leszczyny

24. Boguszowice

39. Rudy  (klasztor)

10. Lubomia

25. Brzezie

40. Żory

11. Maków

26. Dubieńsko Wielkie

41. Sudoł

12. Maciowakrze

27. Kuźnia Raciborska

42. Tworków

13. Ostróg

28. Polski Krawarz

43. Wojnowice

14. Pogrzebień

29. Kniżenice

 

15. Pstrążna

30. Lyski

 

W roku 1808 szkoła w Boguszowicach spłonęła. Mimo, iż najbliższa szkoła była w Żorach , mieszkańcy Rogoźnej wysyłali swoje dzieci do Osin. Tam pewna kobieta wykładała im podstawy rachunków i alfabet pobierając 1,5 grosza rocznie od dziecka, ale ten poziom wiedzy nie zadawalał Rogoźnian. Domagali się oni, by ich dzieci zdobywały dobre wiadomości z czytania, pisania, rachunków, historii biblijnej.

Przy niektórych szkołach zakładano już przecież ogrody i nauczyciele uczyli ogrodnictwa., a dziewcząt szycia. Kłopot sprawiały podręczniki, dzieci przynosiły do szkoły książki, jakie rodzice mieli w domu.

Jako jedne z lepszych podręczników w XIX wieku, z których dzieci uczyły się po polsku i po niemiecku na tych terenach były: - elementarz żagański ( Saganer ABC) , -katechizm żagański (Saganer Katechismus). Oto tytuły tego podręcznika : „Neueingerichtetes ABC Buchstabir und Lesebuchlein zum Gebrauche der oberschlesischen Schulen Polnisch und Deutsch verfasset” – „ Nowo zebrane OBIECADŁO do sylabizowania i czytania dla potrzeby osobliwie Górnego Śląska szkół po polsku i po niemiecku wyprawione”.

Pierwszy mianowany wizytator szkolny – okręgowy inspektor szkolny ks. Jan Żołondek sprawujący swój urząd w latach 1801 – 1828, przyczynił się wydatnie do powstania szkoły w Rogoźnej. Decyzja taka zapadła :  28.02.1817roku. Głównym uzasadnieniem było to, iż wieś ta miała większe dochody od Roju i Szczejkowic. Wskazano w Rogoźnej dogodnie, położone wysoko w środku wsi miejsce pod budowę szkoły oraz dwie morgi magdeburskie pod ogród.

Już w roku 1818 rozpoczęto w Rogoźnej nauczanie dzieci. Początkowo służyło temu jedno pomieszczenie, również jako mieszkanie dla nauczyciela.

W sprawozdaniu z wizytacji szkoły w Rogoźnej w 1827 roku radca szkolny Sedlag z Opola stwierdza : „ Takiego nieużytecznego lokalu nie powinno się już spotykać. Przed laty postawiono na pewnej górze drewnianą skrzynię z oknami, która miała służyć jako budynek szkolny. Prędzej ten budynek zgnije, niż zostanie wybudowany nowy”.

W tym samym roku, a więc w 1827 rozpoczęto jednak budowę murowanej szkoły.

 Dopiero w 1834 roku został na niej położony dach. Cały czas, w trudnych warunkach budowy szkoły siłami mieszkańców i dworu, prowadzono jednocześnie naukę.

Pierwszym nauczycielem w Rogoźnej był urodzony w 1784 roku pan Valentin Dosterschill. Nauczał on podczas zimy 5 godzin dziennie, natomiast w okresie letnim zajęcia trwały od godz. 12.00 do 15.00 w ramach tzw. Szkoły pasterskiej. Frekwencja dzieci była jednak niska.

Ksiądz Żołądek w swoich sprawozdaniach powizytacyjnych podaje jako przyczynę nieobecności dzieci w szkole przede wszystkim biedę. Rodzice z powodu ubóstwa nie mogli kupić ubrania dziecku, lub dzieci musiały służyć we dworze.

Inspektor szkolny ks. Żołondek chce podnieść poziom szkolnictwa, a główną przeszkodę widzi właśnie w słabej frekwencji uczniów.

Książęco- Biskupia Komisja Szkolna ustala karę pieniężną dla rodziców, którzy nie posyłali dzieci do szkoły. Ściągać ją mieli nie nauczyciele, lecz dragoni wysyłani przez starostę, coś jakby żandarmi powiatowi. Oprócz kary pieniężnej, która miała wynosić 1 srebrny grosz za dzień opuszczonej nauki i według ks. Żołondka była zbyt wysoka, zastanawiano się  nad innymi propozycjami kar : wykonania jakichś prac przez rodziców w gminie, lub wyliczenie opieszałym rodzicom pewnej ilości batów. Czy ktoś w Rogoźnej miał wymierzoną karę cielesną, o tym protokoły powizytacyjne milczą.

Pierwszy nauczyciel w Rogoźnej pan Valentin Dosterschill nie miał więc łatwej pracy. Posiadał on ( czego wówczas wymagano) znajomość języka niemieckiego i polskiego. Przez wizytujących określany był jako nauczyciel najpilniejszy i najdogodniejszy, który w zbawienny sposób działał na młodzież.

W roku 1819 wynagrodzenie V. Dosterschilla , nauczyciela w Rogoźnej wynosiło :

- 50 talarów gotówką,

- 18 korców żyta,

- 9 sążni sosnowego drzewa,

- 4 kopy słomy,

20 cetnarów siana,

- od każdego z ośmiu ogrodników rocznie 6 wyporządzonych, posianych grządek,

- wypas bydła przez gospodarzy,

- prawo zbierania w lesie takiej ilości ściółki, ile potrzebowało jego bydło.

Dopiero w roku 1849, gdy w szkole nauczanych było ok. 140 dzieci przybył w Rogoźnej drugi etat nauczyciela. Rozpoczął pracę pan Wilhelm Buch na stanowisku adiunkta.

Znał on wyłącznie język niemiecki lecz w ciągu dwóch lat opanował polski.

Po zakończeniu urzędowania przez V. Dosterschilla w 1852 roku jego obowiązki przejął Wilhelm Buch. Po przeniesieniu Bucha do Gotartowic w 1877 roku, kierownikiem szkoły w Rogoźnej został Franz Lamla, o którym pisze już nasz kronikarz F. Solich.

Dwa etaty nauczycieli utrzymały się w szkole rogoźniańskiej do 1906 roku, kiedy to   „ pierwszy” nauczyciel  Karl Grzesik został nazwany nauczycielem głównym i utworzono trzeci etat nauczyciela. Zanim do tego doszło przybywało dzieci i izb lekcyjnych. W roku 1857 budynek szkolny gruntownie odnowiono, przeprowadzono jakbyśmy  dziś powiedzieli remont kapitalny. W roku 1890 małe i niezdrowe mieszkanie nauczyciela zostało zburzone i na tym miejscu wybudowano nowe.

W latach 1897 – 1900 we wschodniej części dobudowano dwa pomieszczenia klasowe, a ze starej klasy urządzono mieszkanie dla drugiego nauczyciela.

W roku 1854 w opisie powizytacyjnym ks. Popka powiatowego inspektora szkół czytamy, iż proboszczowie mają z ambony pouczać rodziców  o wychowaniu dzieci , bo często jest nieodpowiednie i bez poczucia odpowiedzialności. Dzieci w wieku szkolnym  chodzą na zabawy taneczne i widoczny jest ich upadek moralny.

Już w połowie XIX wieku zwraca się uwagę na to, że szkoła ma przygotowywać do życia, a nie do egzaminu. Nauka ma być poglądowa, a stosunek do uczniów naturalny.

Wizytujący udzielają wskazówek, by z dzieckiem rozmawiać swobodnie jak w domu.

Nie należy przemęczać pamięci dziecka, a raczej kłaść nacisk na zrozumienie tego, czego się nauczyło. Szkoła ma przygotować do życia, by dziecko umiało się znaleźć w granicach państwa pruskiego, znało jego miary i wagi.

Ostatni niemiecki nauczyciel Karl Grzesik zakończył pracę w 1922 roku. 1 września 1922 roku przybył do Rogoźnej pierwszy polski nauczyciel Walenty Domagała. Żyją jego absolwenci z lat międzywojennych i dobrze pamiętają warunki, w których się uczyli, jak też zaangażowanie swojego nauczyciela. Rozbudowana w 1900 roku szkoła w czasie II wojny światowej uległa zniszczeniu w 60%. Zerwany został dach i komin, okna były bez szyb, klatka schodowa zniszczona od wybuchu bomb, w drzwiach powyrywano klamki. Zaginęły również akta szkolne.

17 maja 1945 roku powrócił kierownik szkoły Walenty Domagała, po ponad 5 latach przymusowej nieobecności wskutek działań wojennych. Zajął ratowaniem tego co można było jeszcze ocalić przed dalszym zniszczeniem. W przeprowadzeniu remontów dużą pomocą służył mu miejscowy wójt ob. Jan Szulik i cała miejscowa społeczność. Już na początku czerwca przeprowadzone zostały tzw. „wpisy szkolne” i organizowano naukę.

Spisano 144 dzieci w wieku szkolnym. Stwierdzono, iż dzieci wyniosły małe wiadomości o historii Polski ze szkoły niemieckiej. Tak potrzebny kapitalny remont budynku szkolnego został przeprowadzony w roku szkolnym 1956/57 z funduszy Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Rybniku. Przerobiono jedno mieszkanie nauczycielskie na trzecią salę lekcyjną.

21 listopada 1958 roku umiera powszechnie szanowany pierwszy polski kierownik szkoły Walenty Domagała. W ostatnim roku szkolnym przed śmiercią przebywał na urlopie zdrowotnym. Zastępowała go pani Edyta Mzyk. Pamięć o nim jest żywa i wdzięczna w Rogoźnej do dnia dzisiejszego. Najstarsi mieszkańcy wspominają, iż to za jego między innymi staraniem w 1930 roku wioska została zelektryfikowana jako pierwsza w okolicy Żor.

Oprócz pracy pedagogicznej był również urzędnikiem Stanu Cywilnego i sekretarzem gminnym. Był też działaczem społecznym. Współpracował przy założeniu Kółka rolniczego., jak też Związku Samopomocy Chłopskiej. Uchwałą Rady państwa odznaczony został w 1956 roku Złotym Krzyżem Zasługi. Był również członkiem nowo powstałego Związku Nauczycielstwa Polskiego, najbardziej radykalnego związku zawodowego w latach międzywojennych. Po jego śmierci obowiązki kierownika szkoły powierzono żonie Annie Domagała, która żyła i mieszkała wśród nas do niedawna. W czasie swojej wieloletniej pracy wychowała wiele pokoleń. Jej uczniowie wspominają z ogromnym szacunkiem  swoja nauczycielkę. W roku 1961 odchodzi Anna Domagała na emeryturę. Inspektor oświaty w Rybniku mianuje kierownikiem szkoły Kazimierza Wallę.

Nowy kierownik szkoły Kazimierz Walla widząc, iż w budynku szkolnym jest bardzo ciasno czuje konieczną potrzebę jego rozbudowy. Była również podyktowana wzrostem liczby dzieci w Rogoźnej. Mieszczące się w szkole 3- sale lekcyjne były niewystarczające, a i stan budynku wiele pozostawiał do życzenia. Od 1962 roku zaczął organizować Społeczny Komitet Rozbudowy Szkoły. Fundusze na ten cel jak też  materiały i robocizna niefachowa pochodzić miały z dobrowolnych składek społeczeństwa. W roku 1968 zostały załatwione wszystkie formalne plany, zgody czynników urzędowych celem rozpoczęcia budowy. Moment ten nastąpił w listopadzie 1968 roku. Już w sierpniu 1969 roku mury zostały podciągnięte pod dach. Jako ciekawostkę podajemy, że ówczesny kosztorys na ten stan robót przewidywał kwotę : 1.5 min zł, a faktycznie dokonano tego za  kwotę 1 mln zł.

Zgromadzono niezbędny materiał budowlany do nadbudowy istniejącego już budynku, dokonano rozbiurki rynien i pokrycia dachu.Pomieszczenia piwniczne przeznaczono na kotłownię, magazyn opału oraz szatnię dla palacza. Parter miały zająć 2 - sale lekcyjne, szatnia, WC, korytarz oraz klatka schodowa (łączna powierzchnia 220m2).Pierwsze piętro to 3 - sale lekcyjne, sekretariat, korytarz oraz klatka schodowa (łączna powierzchnia 233m2). drugie piętro zająć miały 3- sale lekcyjne , pokój nauczycielski oraz pokój nauczycielski (łączna powierzchnia 245m2). W tym stanie budynek stał się miejscem nauki dla dzieci w nowym roku 1968/1969 roku szkolnym. Dalsza rozbudowa trwała równolegle z trwającym tokiem zajęć szkolnych.

We wrześniu 1969 roku nastąpiła zmiana na stanowisku kierownika szkoły. Odszedł Kazimierz Walla, a przyszła pani Aniela Russ, która kontynuowała jej rozbudowę.

 W roku 1970 rozbudowa  została zakończona. Uzyskano dodatkowo 5- sal lekcyjnych, pokój nauczycielski, kancelarię oraz szatnię. Podkreślić należy, iż rozbudowa została przeprowadzona w większej części dzięki zaangażowaniu i ofiarności  mieszkańców Rogoźnej, tak zresztą jak pierwsza budowa murowanej szkoły w 1830 – stych latach.

W kontynuację rozbudowy i wyposażenia nowo uzyskanych pomieszczeń by budynek spełniał warunki do pracy z dziećmi  wiele wysiłku włożyła kierowniczka Aniela Russ. Ze względu na umiejscowienie szkoły w pobliżu powstałej Kopalni Węgla Kamiennego "Żory" późniejsza nazwa ZMP( obecnie już nie istnieje) budynek był narażony na szkody górnicze, toteż w 1994 roku, już za kadencji dyrektor Janiny Pańczyk , dokonano całościowego remontu z odnowieniem elewacji zewnętrznej. Koszt remontu pokryła kopalnia. Za kadencji  p.Anieli Russ następowała częsta zmiana kadry. Związane to było z rozbudowującymi się w pobliskich Żorach osiadlami mieszkaniowymi i dużymi zapotrzebowaniami na na wykwalifikowanych nauczycieli w nowo powstałych szkołach osiedlowych. Niektórzy nauczyciele z tutejszej szkoły odchodzili do lepiej wyposażonych szkól miejskich, a ich miejsce zajmowali absolwenci LO nieprzygotowani do zawodu. Po 21 latach pracy na stanowisku dyrektora szkoły, w sierpniu roku 1990, odeszła na emeryturę Aniela Russ.


SPOTKANIE   ROCZNIKA      1969-1970-1971-1972

honorowym  gościem  jest była dyrektor szkoły p. Aniela Russ, zaproszone, przybyłe są również panie: Maria Michalik,Danuta Banasiuk, Irena (Miedzianka)Zielińska oraz uczniowie w/w roczników

Listopad  2002 rok


Obowiązki jej przejęła Janina Pańczyk. Od samego początku mimo powrzechnie znanych kłopotów finansowych oświaty, podjęła starania o wyposażenie i wzbogacenie szkoły w najnowsze pomoce naukowe, co dzięki przychylności i współpracy rodziców w dużym stopniu się udało,w niczym nie ustępuje szkołom miejskim. Za jej kadencji duży nacisk położono na tzw. Małą architekturę szkoły: ogród szkolny, ogrodzenie, droga dojazdowa, boisko. Przeprowadzono również remont kapitalny całego obiektu oraz adaptacja części pomieszczeń mieszkalnych na potrzeby biblioteki publicznej. Nauczyciele podjęli dokształcanie, ukończyli studia wyższe, a niektórzy nawet drugie fakultety. Szkoła w Rogoźnej zawsze na przestrzeni minionych lat współdziałała ze społecznością lokalną. Ta współpraca od zalania owocowała dobrymi efektami zarówno na płaszczyźnie bazy materialnej, o której  przede wszystkim tu wspomniano , jak również wychowawczymi i dydaktycznymi.

Na zakończenie jako ciekawostkę chcę podać wszystkich kierowników szkoły w Rogoźnej i czasookres sprawowania funkcji przez nich. Ewolucja nazewnictwa tej funkcji : pierwszy nauczyciel, nauczyciel główny, kierownik, dyrektor. Bardziej przybliżyłam jedynie postać Valentina Dosterschilla pierwszego nauczyciela nowo powstałej szkoły pruskiej i pierwszego kierownika nowo powstałej szkoły polskiej Walentego Domagały. A oto oni :

1. Valentin Dosterschill  - 1818 - 1852

2. Wilhelm Buch  - 1852 - 1877

3. Franz Lamla - 1877 - 1905

4. Karl Grzesik - 1905 - 1922

5. Walenty Domagała - 1922 - 1958

6. Anna Domagała - 1958 - 1961

7. Kazimierz Walla - 1961 - 1968

8. Aniela Russ - 1969 – 1990



     dodatkowo pragniemy dodać :                                          

9.  Janina Pańczak – 1990 – 2002

Dyrektor Janina Pańczak poczyniła starania o zagospodarowanie terenu i utworzenie ogrodu botanicznego w miejscu, gdzie dotąd mieścił się zarośnięty chaszczami ogród, od wielu lat nienadający się do użytku. Teren zajmuje fragment działki szkolnej przylegający od południa do ul. Wodzisławskiej, od wschodu jest skarpa o spadku 20 st., od strony północnej teren przylega do budynku szkolnego.

Dzięki  inspiracji dyrektor i poparciu rodziców w styczniu 1993 r zawiązał się Komitet Budowy Ogrodu Botanicznego, w skład którego weszli : dyr. J. Pańczyk, koordynator z ramienia Urzędu Miasta inż. Eugeniusz Fizia oraz rodzice Bernard Dzierżęga, Kazimierz Walla, Piotr Walla, Paweł Kania i Jerzy Hanslik. Ogród zaprojektował architekt zieleni i krajobrazu mgr inż. Krzysztof Szendera. Wkrótce rozpoczęto prace inwentaryzacyjne starego drzewostanu. Zanim to zrobiono komitet musiał pokonać wiele przeszkód jak to zazwyczaj bywa, między innymi uzyskać zgodę Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, jako że część starego budynku szkoły, a także stary drzewostan wpisano do rejestru zabytków. Przy wycince drzew i oczyszczaniu ogrodu pracowali społecznie rodzice uczniów pod nadzorem inż E. Fizi. Już wiosną przystąpiono do utworzenia na istniejącej od wschodu skarpie skalniaka oraz zlokalizowania wystawy skał. Część ścieżek poprowadzono miękko. Ustawiono ławki oraz wyznaczono miejsca pod grządki dydaktyczne. Cały teren ogrodzono drewnianym parkanem na podmurówce z cegły klinkierowej. Ogród posiada walory rekreacyjne i dydaktyczne, gdyż znajduje się w nim "zielona sala" wyposażona w ławeczki dla uczniów, co stanowi dobre zaplecze do prowadzenia zajęć na świeżym powietrzu. Na lekcjach poglądowych przyrody i środowiska społeczno-przyrodniczego można wykorzystać skalniak, na którym od wczesnej wiosny uczniowie sadzą i pielęgnują różne odmiany roślin, które stanowią bogactwo szkolnego ogrodu botanicznego. W II etapie konkursu na najlepiej zagospodarowany obiekt użyteczności publicznej w mieści Szkoła Podstawowa nr 8 w Rogoźnej zdobyła I miejsce. W dużej mierze na ocenę wpłynął ogród, który tonął w zieleni i olśnił każdego swym pięknym i pomysłowym rozmieszczeniem.W 1996 roku wykonano asfaltową drogę dojazdową do szkoły od strony północnej oraz dokonano wymiany betonu na chodnikach na nawierzchnię brukową. Ogród w znacznej mierze wycisza hałas od strony jezdni. Tuż za ogrodem, na placyku ogrodzonym parkanem, zbudowano kominek. Ogród jest chlubą i dumą wszystkich dzieci i mieszkańców Rogoźnej. Na bieżąco wykonuje się remonty wewnątrz budynku : wymianę instalacji elektrycznej, wymianę pieca c.o , kapitalny remont łazienek, wymianę okien i malowanie całego budynku. Na boisku przylegającym do szkoły od strony północnej wykonano bieżnię o długości 60m, skocznię do skoku w dal oraz dokonano wymiany siatki ogrodzeniowej. Janina Pańczyk  jest również inicjatorką wielokrotnych wyjazdów dzieci z Rogoźnej na różne biwaki, pobyty w miejscowości Nowy Zyzdrój na Mazurach, które tworzy pani dyrektor- jest tanią formą wypoczynku, ponieważ dzieci korzystają z jej gościnności, która jest właścicielką terenu, na którym odpoczywają, a więc dzieci mogą oddychać świeżym powietrzem jak również podziwiać piękne Pojezierze Mazurskie. Pragniemy również nadmienić iż dyr. J. Pańczak przez kilka lat pozyskała sobie sponsorów, by zakupić niezbędny sprzęt turystyczny dla dzieci z Rogoźnej tj. namioty, koce, pontony, które służą podczas wyjazdów na biwaki. 


 



10. Aleksandra  Piontek - Przepióra

- 2002 - 2015









 


 






 

>>> Szkoła na wzgórzu <<<

 



W prężnie rozwijającej się dzielnicy miasta Żory - Rogoźnej, znajduje się niewielka szkoła na wzgórzu, której początki sięgają XIX w. Należy do Zespołu Szkolno – Przedszkolnego nr 8 w Żorach.

Strona internetowa ZSP nr 8, Rogoźna

 Zespół szkolno-przedszkolny nr 8 w Żorach


W niewielkiej jeszcze przeszłości panowało w oświacie, że tylko duża szkoła jest szkołą dobrą, ale w odniesieniu do Szkoły Podstawowej im. Adama Mickiewwicza twierdzenie to można podać w wątpliwość. Na dzień dzisiejszy placówka jest wyposażona w najnowocześniejsze pomoce naukowe.

W każdej klasie znajduje się tablica multimedialna, laptop oraz multimedialne pomoce dydaktyczne. Uczniowie mogą korzystać z nowocześnie wyposażonych 2 pracowni komputerowych. Dostęp do nowoczesnych technologii sprzyja odniesieniu jakości zajęć oraz zwiększa zainteresowanie zajęciami wśród uczniów.

Nauczyciele systematycznie dokształcają się na szkoleniach czy kursach. W 2015r rozwijali swoje umiejętnośći ICT w ramach kursu : Empowerment In ICT Skills, Making use of technology tools na Malcie     ( program Erasmus+). Zdobyli rónież certyfikat Europass Mobilność, potwierdzający zdobyte kwalifikacje. Szkoła aktualnie realizuje programy Comenius, Erasmus+,jako jedna z niewielu szkół realizowała projekt "Cyfrowa Szkoła". Udział w projektach nadaje Naszej placówce wymiar europejski, a zdobyte certyfikaty podnoszą jakość nauczania.

Uczniowie od lat reprezentują szkołę w konkursach czy olimpiadach na terenie miasta, województwa i kraju, w których plasują się na wysokich miejscach ( konkurs: literacki, matematyczny "Kangur", recytatorski, ekologiczny). Startują z dużymi sukcesami w zawodach sportowych, przyczyniając się do sławienia naszej szkoły. Za wybitne osiągnięcia otrzymują Stypendia Prezydenta Misata Żory. Absolwenci tej szkoły są wyposażeni w niezbędną wiedzę, posiadają kartę rowerową, pływacką; dobrze posługują się językiem angilelskim, a zdobyte w szkole umiejętności gwarantują im dobry start w gimnazjum.

Placówka oferuje przyjazną atmosferę, poczucie bezpieczeństwa, interesujące lekcje, różnorodne zajęcia pozalekcyjne, nowoczesne metody pracy z dzieckiem, atrakcyjne imprezy (uroczystości, zawody, spektakle teatralne, wycieczki itp.), a stołówka przygotowuje smaczne posiłki!

W szkole wszystko jest podporządkowane wszechstronnemu rozwojowi dziecka, jego osobowości, twórczości, zainteresowaniom, rozwojowi umiejętności i wiedzy.

Nauczyciele dokładają wszelkich starań, aby uczniowie mieli możliwość rozwijania swoich zainteresowań i pasji. Mogą uczestniczyć w różnorodnych kołach zainteresowań:

koło  matematyczne, koło plastyczne, koło logopedyczne, koło ekologiczne, koło muzyczno-taneczne, koło teatralne, koło dziennikarskie, zajęcia sportowe (SKS). Zajęcia sportowe dla uczniów młodszych.

Uczniowie są traktowani indywidualnie, ich problemy są doskonale znane wychowawcom i dyrekcji. Znając problemy, nauczyciele na nie reagują i próbują się z nimi uporać. Jednocześnie wspierając każdego ucznia na trudnej drodze rozwoju oraz przygotowują go do życia rodzinnego i społecznego oraz poczucia własnej wartości. Szkoła, podobnie jak każda współczesna szkoła, nie tylko edukuje, ale i kształtuje  umiejętności rzetelnej pracy i współdziałania w grupie.  Szkoła Podstawowa nr 8 w Żorach - Rogoźnej jest również szkołą środowiskową, od lat współdziała ze społecznością lokalną podczas Festynów Dzielnicowych, Dożynek, a z rodzicami współnie organizuje Jarmark świąteczny czy Zabawę Karnawałową. Ogromne wsparcie i zaangażowanie rodziców pozwala uczynić szkołę z roku na rok coraz doskonalszą. Corocznie organizowany jest Rodzinny Rajd Rowerowy, Dzień Rodzinny, Dzień Babci i Dziadka. Imprezy te na stałe wpisały się do kalendaeza naszej szkoły i ciesza się dużą popularnością. W kalendarzu konkursów szkolnych na stałe wpisały się organizowane od lat przez nauczycieli konkursy miejskie: Międzyszkolny Konkurs Ortograficzny, Konkurs Znam swoje miasto, Konkurs Matematyczny "Łamigłówki matematyczne".

Każdy rok szkolny jest wyjątkowy i niepowtarzalny, zaskakuje uczniów nowymi, ambitnymi inicjatywami i przedsięwzięciami. Nowymi projektami i zajęciami dodatkowymi. Dzięki temu chętnie uczęszczają do szkoły, są z nią związani. 




GRONO PEDAGOGICZNE :

od lewej: Jadwiga Błaszkowska-Domagała, Lucyna Magiera, Mirosława Ciskowska, Mariusz Ilmak, Ewelina Gwóźdź, Leokadia Buchman, Gabriela Stefanik, Edyta Sitek, Aleksandra Piontek-Przepióra, Dominika Dastyk.

rok 2011



Dzieci z SP 8 w Żorach w Dzienniku  Zachodnim

źródło: tekst,zdjęcia-Dziennik Zachodni.

Uczniowie z klasy II z SP 8 w Żorach odwiedziły  redakcję Dziennika Zachodniego. Rok szkolny 2012/2013

  Najmłodsi mieszkańcy byli zainteresowani pracą w redakcji i tworzeniem gazety.  

W redakcji Dziennika Zachodniego w Rybniku gościło 29 uczniów ze Szkoły Podstawowej nr 8 w Rogoźnej. Dzieciaki dowiedziały się wielu ciekawostek - m.in. jak powstaje gazeta i teksty publikowane na portalu zory.naszemiasto.pl. Same wykazały się też sporą wiedzą na temat dziennikarstwa. Chętnie brały udział w dyskusji i odpowiadały na pytania dziennikarzy.

 
Dzieci z SP 8 w Żorach przyjechały do Rybnika ze swoją wychowawczynią, Jadwigą Błaszkowską-Domagałą. Opiekunami grupy uczniów byli także Dominika Dastyk i Tomasz Siemieniec, dawniej dziennikarz Dziennika Zachodniego.

- Nasi uczniowie nie mogli doczekać się wizyty w redakcji Dziennika Zachodniego. To było dla nich wielkie przeżycie zobaczyć redakcję "od kuchni".  
wizyta w redakcji i rozmowy z dziennikarzami bardzo nam się podobały - powiedziała nam Jadwiga Błaszkowska-Domagała, wychowawczyni klasy 2 w SP w Rogoźnej.

Dowiedzieliśmy się także, że uczniowie z "ósemki" tworzą swoją gazetkę, która nosi tytuł "Szczęśliwa Ósemka". To dwumiesięcznik, w którym możemy znaleźć nie tylko ciekawe informacje z życia szkoły, ale także zdjęcia, które uczniowie sami wykonują.


Jak wizytę w redakcji Dziennika Zachodniego oceniają sami uczniowie? - Najbardziej podobało mi się, jak pani dziennikarka pokazała nam, jak się pisze teksty do Internetu - powiedziała nam Oliwia Kłapczyk, uczennica klasy 2 z SP 8 w Żorach.

Co mówili inni? - Podobało mi się wszystko - stwierdził Bartek Łukasik, kolega Oliwii z klasy. Na pytanie, czy chce zostać w przyszłości dziennikarzem, odpowiedział: - Nie wiem, kim zostanę jeszcze w przyszłości - odpowiedział uczeń.




NA  ZDJĘCIU  ROCZNIK  1992

               oraz grono pedagogiczne od prawej góry : Tomasz Rduch,                                 ks  Józef Szulik, Leokadia Buchman, Pelagia Marcisz-Gamoń, Ewelina Gwóźdź, Katarzyna Wejn, Aleksandra Piontek – Przepióra, Lucyna Magiera, Jadwiga Błaszkowska-Domagała, Gabriela Stefanik, Izabela Siemianowska, Mirosława Ciskowska, sekr. Ewa Michalik.            

  22.06.2005 rok




11. Gabriela  (Frydecka) Raczyńska

- 2015  do  nadal

                                                                 ... czas pisze historię ...

Na pewno udziałem nowej pani Dyrektor, Gabrieli Raczyńskiej będzie budowa Nowej Szkoły Podstawowej w Rogoźnej. Miejscem docelowym powstania szkoły jest teran za obecną "żabką" w Rogoźnej-byłe stare boisko. Nauczyciele, rodzice oraz dzieci już teraz się cieszą, że będzie więcej miejsca, przybędzie  pomieszczeń, sal lekcyjnych no i powstanie wreszcie  upragniona duża sztnia z prawdziwego zdarzenia no i sala gimnastczna, na którą nie będzie trzeba chodzić daleko, gdyż będzie przy szkole.

Stary-obecny budynek planowany jest na rozbudowę w przyszłości przedszkola, może powstanie żłobek - przecież naszych dzieci wciąż przybywa, zwarzywszy na powstałe nowe osiedle oraz nowych mieszkańców którzy się do Rogoźnej wciąż wprowadzają.

  Pozostałe pomieszczenia starej szkoły będą zagospodarowane na bibliotekę oraz pomieszczenia LKS Jedność Rogoźnej oraz inne.

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

Petycje i starania w sprawie rozbudowy szkoły (pierwsze plany) zobacz :


http://www.bip.zory.pl/…


http://www.bip.zory.pl/…

Tak będzie wyglądała jej rozbudowa:

http://www.tuzory.pl/wiadomosci,miasto-rozbuduje-szkole-w-r…


https://www.google.pl/search… ...

::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

Otwarcie nowego obiektu szkolnego planowano na: 01.09.2018 roku, ale zobaczymy czas pokarze ...

Nowa szkoła jak i obecne przedszkole będzie dalej funkcjonowało jako Zespół Szkolno-Przedszkolny nr 8, z panią Dyrektor: Gabrielą Raczyńską na czele.





Szkoła w Rogoźnej wyróżniona w ogólnokrajowym konkursie - tuZory.pl

                                                                                       GRATULUJEMY !!!


NAUCZYCIELE    w roku szkolnym 2016/2017

Dyrektor:  mgr Gabriela Raczyńska
Wicedyrektor:  mgr Jolanta Pukownik

j. polski: mgr Lucyna Magiera

historia: mgr Lucyna Magiera

matematyka: mgr Małgorzata Dyakowska

przyroda: mgr Ewelina Gwóźdź

j. angielski: mgr Dominika Dastyk

zajęcia komputerowe: mgr Gabriela Raczyńska, mgr Ewa Osyra

muzyka: mgr Leokadia Buchman

plastyka: mgr Leokadia Buchman

zajęcia techniczne: mgr Gabriela Raczyńska

wychowanie fizyczne: mgr Mariusz Ilmak, mgr Jadwiga Błaszkowska – Domagała

religia: Pelagia Marcisz – Gamoń

wychowanie do życia w rodzinie: mgr Marzena Przybyło

edukacja wczesnoszkolna:

klasa I – mgr Mirosława Ciskowska

klasa IIa – mgr Marta Michalik

klasa IIb – mgr Ewa Osyra

klasa III a- mgr Jadwiga Błaszkowska – Domagała

klasa III b – mgr Marzena Przybyło (zastępstwo za mgr Emilię Zielińską)

pedagog szkolny: mgr Ewelina Gwóźdź

logopeda szkolny: mgr Edyta Sitek, mgr Mirosława Ciskowska

świetlica szkolna: mgr Edyta Sitek


KONTAKT:    Szkoła Podstawowa nr 8 im. Adama Mickiewicza
Żory, ul. Wysoka 13
       e-mail: 
zorysp8@poczta.onet.pl

 tel. 0-32 4358112

Dyrektor: 791 298 136

Pokój nauczycielski: 537 750 430

Sekretariat: 605 906 615

DYŻURY

Dyrektor ZSP nr 8  G. Raczyńska – środa 15:00 – 15:45

Wicedyrektor ZSP nr 8  J. Pukownik – poniedziałek 15:00 – 16:00

Wicedyrektor SP nr 8  E. Sitek – czwartek 15:00 – 16:15

Pedagog SP nr 8  E. Gwóźdź – poniedziałek  14:30 – 15:00







 

 

 

PRZEDSZKOLE W ROGOŹNEJ

W roku 2009 zaczęto budowę przedszkola w Rogoźnej, zaś  ukończono go 2010r, gdzie 21 października zostało  uroczyście otwarte.



źródło : wspomnienia mieszkańców/Dyrekcja ZSP nr 8  Rogoźna/książka p.t"Rogoźna przez wieki" L.Buchman&E.GwóźdźPrzedszkole nr 8 w Żorach

HISTORIA

Pisząc o Szkole podstawowej w Rogoźnej nie możemy pominąć  Naszego Przedszkola...

Przedszkole w Rogoźnej może poszczycić się długą tradycją sięgającą jeszcze czasów II wojny światowej, najprawdopodobniej 1940 lub 1941 roku.

Pierwsze przedszkole mieściło się w familoku znajducym się obok dworku, które udostępnił pan Atanazy Dzida. W tym czasie do dzieci zwracano się w języku niemieckim. Były tam dwie przedszkolanki i kucharka, Elżbieta Smusz, Fryderyka Materna i kuch. p. Erna. W pamięci mieszkańców Rogoźnej, którzy w tamtym okresie mieli po kilka lat i mogli uczęszczać do przedszkola, najbardziej utkwiły teatrzyki lalkowe, które panie opiekunki organizowały wspólnie ze swoimi małymi wychowankami, dzieci zaś bardzo chętnie w nich uczestniczyły. Pobyt w przedszkolu wówczas trwał bardzo długo, gdyż dzieci po obiedzie kładziono na 2 godziny spać -pewnie z różnym rezultatem, lecz dzieci z uciechą przebywały w przedszkolu zważywszy na ówczesne czasy, gdzie nie było telewizora ani komputera.

We wrześniu 1945 rok uruchomiono polskie przedszkole, wychowawczynią zastaje Franciszka Kubiak. Pracowała tam również niejaka pani Fyrla, a samo przedszkole nadal mieściło się w budynku pana Dzidy, pozostało tam aż do roku 1961.

Następnie przedszkole zostało przeniesione do budynku pana Leona Kopca (1962r), na które przeznaczono dwa pokoje i kuchnię.

                tuż przed oknami starego budynku mieściła się piaskownica,                           gdzie dzieci latem bawiły się na świerzym powietrzu.(lata szśćdziesiąte-siedemdziesiąte XXw.

W sieni była zrobiona tz szatnia dla maluchów, stały tam wieszaki na ubrania i półki na obuwie. W latach siedemdziesiątych pracowała w przedszkolu pani Maria Pytlarz, a zaraz po niej funkcję dyrektora przejęła Stanisława Motyka, było to w sierpniu 1975r. W roku 1979 Miasto Żory poczyniło starania o wykup budynku mieszczącego się przy ul. Wodzisławskiej 160 państwa Michalik, a 1 października 1981 roku przedszkole zostało właśnie tam przeniesione.

.........................................

Stanisława Motyka pracowała na stanowisku dyrektora do 2000 roku, a po jej odejściu funkcję tą przejęła jej następczyni Maria Brudny, nauczycielka grupy dzieci młodszych, a od 1 września 2003 roku stanowisko to zostało powierzone pani Jolancie Pukownik.

   Przez wiele lat smaczne posiłki przygotowywała p. Elżbieta Romel.                                       .........................................................

Na zdjęciu: Aleksandra Polok-Niewiadomska, Alina Hajzyk-Garus, Jolanta Dajka-Zimończyk, Izabela Buch-?,Lucyna Dzida-Magiera, Brygida Gembalczyk-Knapik, Jan Pawela, Dariusz Piecha,Asia???,Sylwia Mendecka-(Wacławczyk)-  , Damian Garus, Dariusz Grzybek, Ireneusz Zając.

Przedszkole mieszczące się w budynku przy ul.Wodzisławskiej 160

rozpoczęło swoją działalność 1 października 1981 roku.

W tym roku mija 35 lat od tego wydarzenia.


budynek dawnego przedszkola mieszczącego się przy ul. Wodzisławskiej/stan  budynynku z  2013 roku/przed remontem./


"MIKOŁAJKOWO" na zdjęciu: rocznik 1998

oraz    wych p. Bogusława Benisz


7 grudnia 2006 roku przedszkole obchodziło                            JUBILEUSZ 25- LECIA .

Od 1 września 2010 roku uchwałą Rady Miasta Żory powstał Zespół Szkolno-Przedszkolny.

Od 15 września 2010 roku przedszkole rozpoczęło swoją działalność w nowym budynku. Uroczyste otwarcie odbyło się 21 października 2010 roku.

Nasze przedszkole jest przedszkolem bezpiecznym i otwartym na potrzeby dzieci i rodziców, promującym wielozmysłowe poznawanie otaczającego świata. W naszym przedszkolu dziecko:
– ma warunki do indywidualnego rozwoju na miarę swoich możliwości,
– rozwija swoje zdolnośc
i i zainteresowania,
– odnosi pierwsze sukcesy i uczy się radzić z niepowodzeniami,
– szanuje i kocha swoją małą ojczyznę,
– chętnie obcuje z przyrodą,
– czuje się kochane i bezpiecznie,
– w życzliwej atmosferze zdobywa zaufanie do innych i wiarę w siebie.

Znamy każde dziecko, jego możliwości rozwojowe i potrzeby.

Cały budynek przedszkola łączy się ze Szkołą Podstawową nr 8, tworząc przez to: Zespół Szkolno-Przedszkolny. Dzięki funkcjonalnemu zagospodarowaniu przestrzeni placówki i estetyce wnętrza udało się stworzyć w Naszym przedszkolu wyjątkowe miejsce do zabawy i wczesnej edukacji najmłodszych mieszkańców Naszej Dzielnicy i nie tylko, co Nas bardzo cieszy.

Dzieci w Naszej placówce korzystają z wyposażonego wysokiej jakości sprzętu, który jest odpowiedni dla dzieci w wieku od trzech do sześciu lat. Bawią się w czterech salach na piętrze budynku, korzystają również z bardzo dobrze dostosowanej do potrzeb przedszkolaków sali gimnastycznej.

Na parterze mieści się świetlica, kuchnia i stołówka z których maluchy Nasze co dzień korzystają - jak również uczniowie szkoły. Posiłki dla przedszkolaków dostarczane są z parteru na piętro specjalną windą zaś klatkę schodową wyposażono dodatkowo w dźwig osobowy. Przedszkolaki wchodzą do budynku osobnym wejściem co bardzo ułatwia dojście do Nas, a przede wszystkim  nie sprawia zamieszania z wejściem do szkoły. Przedszkole ma też swoje pomieszczenia magazynowe oraz pralnię.


Naszym dzieciom staramy się zaoferować:
– troskliwą opiekę,
– wszechstronne wychowanie,
– przygotowanie dziecka do podjęcia nauki w szkole,
– nowoczesne metody pracy z dzieckiem,
– atrakcyjne imprezy (uroczystości, teatrzyki, wycieczki itp.)
– zdrowe i smaczne posiłki

Wszystko co robimy podporządkowane jest wszechstronnemu rozwojowi dziecka, jego osobowości, twórczości, zainteresowań , umiejętności i wiedzy.

Wysoki poziom opieki, wychowania i nauczania gwarantują nauczycielki z gruntownym przygotowaniem pedagogicznym.



A więc w latach 1945 – 2016 w Naszym przedszkolu pracowały panie: Franciszka Kubiak, Fyrla, Maria Pytlarz, Stanisława Motyka, Aurelia Figula, Barbara Waźnica, Mirosława Maciończyk, Maria Brudny, Bogusława Benisz, Jolanta Pukownik, Marta Michalik, Monika Albrecht, Bożena Fizia, Wiesława Adamczyk, Izabela Dudek oraz Diana Czyż i Pelagia Marcisz-Gamoń.


  NAUCZYCIELE w 2016r:

dyrektor -  mgr Gabriela Raczyńska

wicedyrektor -  mgr Jolanta Pukownik

Przedszkole czynne jest w godzinach:

6:30-16:30

Grupa I (6-latki) BIEDRONKI 7:30- 15:30

wychowawca
mgr Mirosława Maciończyk

Grupa II (5-6-latki) ŻABKI  7:30 – 15:00

wychowawca
mgr Monika Albrecht

Grupa III (4-5-6-latki) PSZCZÓŁKI 11:30 – 16:30

wychowawca
mgr Bożena Fizia

Grupa IV (4-5-latki) KACZUSZKI  7:30 – 16:30

wychowawca
mgr Wiesława Adamczyk

Grupa V (3-4-latki) MOTYLKI 6:30 – 15:00

wychowawca
mgr Bogusława Benisz

Grupa VI (3-4-latki) MISIE 8:00 – 13:00

wychowawca
mgr Izabela Dudek

język angielski
mgr Diana Czyż

katecheza
lic. Pelagia Marcisz-Gamoń


KONTAKT:

44-240 Żory, ul. Wysoka 13

tel. 32 47 54 315

kom. 605 665 670

Zespół szkolno-przedszkolny nr 8 w Żorach




W 2018 roku Szkoła Podstawowa w Rogoźnej

obchodzić będzie 200 lecie istnienia.

Będzie więc co świętować zważywszy na czas, który zbiegnie się z przewidzianym ukończeniem budowy Naszej szkoły.

SZKOLE I PRZDSZKOLU

ŻYCZYMY SAMYCH SUKCESÓW W ZAMIERZONYCH CELACH, A DZIECIOM SAMYCH "SZÓSTEK" RODZICOM ZAŚ DUMY Z ICH DZIECI. POWODZENIA.




Podziękowania kieruję do aktualnej Dyrekcji ZSP nr 8 w Rogoźnej, za udostępnienie kronik oraz materiału potrzebnego do stworzenia wiarygodnego wizerunku szkoły i przedszkola. Niektóre informacje spisano na podstawie książki: „Rogoźna przez wieki” autorstwa Leokadii Buchman, Eweliny Gwóźdź oraz wspomnień.

                                                                Rogoźna, 2016r/ dede/RDZR



4.

 

OTYLIA  BUCHALIK

ZNISZCZOŁ -HARTMAN

Otylia Zniszczoł –Hartman z.d Buchalik urodziła się 20.12.1926 roku (90 lat), jest rodowitą  Rogoźnianką. Mieszka przy ulicy Karłowicza. Ma czworo dzieci: Anielę, Krystynę, Jana i Marysię.

9 – cioro wnuków: Bernadettę, Mariusza, dwóch Zbyszków, Kasię, Bożenę, Adama, Krzysztofa i Annę oraz 16-ścioro prawnucząt: Natalię, Sebastiana, Sylwię, Magdę, Łukasza, Daniela, Oliwię, Sandrę, Dawida, Patrycję, Zuzannę, Szymona, Jakuba, Julię, Emilię i Lenkę. Mimo swojego wieku, doskonale pamięta i wymienia wszystkich po kolei.


Ojciec pani Otyli, Wilhelm Buchalik pracował jako kołodziej, matka zaś Łucja z.d Oleś zajmowała się gospodarstwem domowym. Mieli czworo dzieci, dwóch synów: Rufina i Alberta oraz dwie córki: Emmę i Otylię (naszą rozmówczynię). Matka jednakże była bardzo chorowitą kobietą i wcześnie zmarła. Czworgiem osieroconych dzieci zajmował się ojciec Wilhelm, razem ze swoją matką Florentyną. Za jakiś czas Wilhelm ponownie się ożenił, a pani Otylia i jej rodzeństwo mieli 'nową mamę' -Agnieszkę oraz dwóch jeszcze braci: Franciszka i Eryka.



Jej rodzeństwo i ona sama, dorastała i żyła w tych bardzo ciężkich i trudnych czasach przed II wojną światową, w trakcie i po niej. Do szkoły w Rogoźnej zaczęła chodzić w 1933roku, ówczesnym dyrektorem był Walenty Domagała... potem zaczęła się wojna i kontynuowała przymusową germańską edukację - w Krzyżowicach.

Dzieciństwo pani Otylia „Tilka”, bo tak do niej się zwracano, miała wyjątkowo trudne, wtedy dzieci chodziły „na służbę” tak mówiono, lecz w rzeczywistości była to ciężka praca zazwyczaj na roli za marne grosze, za które nic nie można było kupić. Mała Tilka ciągle chodziła głodna. Pierwszą pracę, jako 12-letnia dziewczynka miała u swojego wujka, zajmowała się pasaniem krów, chociaż bardzo tego nie chciała spędzała czas „ na służbie” u wujostwa, bywała nie raz bita i poniewierana, ale musiała zarabiać na kawałek chleba – tak jej kazano.  

Potem miała się znacznie lepiej dostając się do wielkiego gospodarstwa niejakiego p. Pawlasa z Boryni. Miał on 50 morgów pola, 10 krów i mnóstwo obejścia do sprzątania. Pracując na tym gospodarstwie powoziła także końmi, pozostając tam przez okres 2 lat.  Wybuchła wojna, jej bracia poszyli na wojnę. Czas ten był okropny i bardzo męczący.

-Kiedy niemieccy oficerowie kwaterowali u Nas w domu- wspomina pani Otylia, cała rodzina z dziećmi musiała przenieść się do piwnicy, a to co mieliśmy ze żywności, chociaż było tego niewiele „Niemcy” nam zabierali. Pamiętam jak zabrali mamie z trudem zdobyty cukier i na nic było błaganie i tłumaczenie, że to jest dla dzieci, „Niemców” to w ogóle nie obchodziło. Kobiety musiały prać ubranie niemieckim oficerom, sprzątać gotować i im usługiwać, mówi.

Pani Otylia doskonale pamięta jak paliły się stodoły i domy w pobliżu jej zamieszkania i jak ludzie z przerażeniem uciekali. 

Pani Otylia trafiła do kolejnej pracy w Żorach, pracowała w starej karczmie u niejakiego pana Siemianowskiego (miejsce obok byłego starego szpitala w Żorach) tam sprzątając, myjąc okna i szorując drewniane podłogi spędziła kolejne 2 lata.

 

W czasie wojny poznaje kawalera, Józefa Zniszczoł z Roju (Żory-Rój), który był zmuszony jak większość młodzieńców służyć w niemieckim wojsku, jako żołnierz był także w Grecji (Saloniki) i Rosji...  jak się później okazało – został jej mężem.

Pani Otylia pamięta jak szedł  front, zaraz po ofensywie wyzwoleńczej wkroczyło rosyjskie wojsko, plądrowali oni domy i molestowali młode dziewczyny. Prowadzono więźniów Oświęcimia drogą przez Żory, Rogoźną na Wodzisław, więźniowie prosili o jedzenie i wodę, wielu z nich idąc tą drogą zginęło, z wycieńczenia lub na skutek rozstrzelania.   

 



Po wojnie 1945 roku miała lat 19, a w wieku 20 lat wyszła za mąż. Razem z Józefem Zniszczoł wybudowali swój dom, niedaleko domu rodzinnego p. Otyli.  Mijały lata, lata o niebo lepsze od tych, które przeżyła w dzieciństwie, chociaż powojenne też do dobrych nie należały. Później porodziły się dzieci, mąż pracował jako stolarz, ona podjęła pracę w szpitalu w Rybniku, potem w Żorach. Czasy PRL-u mijały.. Kiedy mąż Józef zmarł w 1988 roku, po czterech latach wyszła ponownie za mąż za wdowca z sąsiedniej ulicy, Eryka Hartman, razem przeżyli 15 lat.

Teraz pani Otylia jest sama, mieszka ze swoją córką Marią ...i jak mówi często śnią jej się zmarli, mężowie, rodzice, dziadkowie- w snach mówią, że tęsknią- ona zaś żartobliwie …– oni już tam na mnie czekają…

Pani Otylia, jest bardzo serdeczną, miłą i uśmiechniętą osobą, chętną do rozmowy, bo bardzo lubi towarzystwo życzliwych ludzi.


Wspomina nam starą karczmę w Rogoźnej i jak się okazuje pierwszymi jej właścicielami była właśnie jej babcia i dziadek Florentyna i  Franciszek Buchalik. Z czasem sprzedano karczmę państwu Zając, po latach odziedziczyła ją ich córka Gertruda „Trutka” Zając-Hanslik teraz jest w posiadaniu jej syna Jerzego Hanslik pod nazwą Bar "Bistro"( w 2016r -zlikwidowany).

Jakiś czas po wojnie Nasi mieszkańcy chcąc urządzać w dawnej karczmie potańcówki musieli najpierw odgruzować pozostałości po wojnie potem odbywały się w niej co niedziela zabawy, na które licznie przychodzili nie tylko Rogoźnianie, ale i mieszkańcy z pobliskich okolic, niedaleko bo na tz  "nowsiu" mieściła się Remiza strażacka-wspomina.

Był też i klub niedaleko tej Remizy, prowadzony przez  Emila Salamona przez wiele lat. Młodzież w latach 60-70 tych spotykała się tam na pogawędkach, a harcerze prowadzili swoje zbiórki.

Przy ul. Wodzisławskiej "od zawsze" stoi piekarnia, prowadzona kiedyś przez Weronikę i Maksymiliana Herman, bo "Hermanka" piekła zawsze pyszny Rogojski chleb! zaś po lewej jej stronie kiedyś stała kuźnia, gdzie gospodarze którzy mieli konie właśnie tam je podkuwali, prace kowalskie wykonywał  jeden z synów państwa Herman, który kuźnię odziedziczył, wspomina pani Otylia.







źródło: You Tube

Kowal pracuje w kuźni czyli budynku przeznaczonym do prac kowalskich. Zdjęcia wykonano w skansenie budownictwa ludowego w Wolsztynie.
Paleniska, kowadła, miejsca do podkuwania koni to charakterystyczne elementy kuźni, które ze względu na zmniejszającą się liczbę koni tracą na znaczeniu.
Rozgrzana do czerwoności stal staje się plastyczna w temperaturze ok. 1300 stopni. Można ją wówczas kształtować na kowadle uderzając młotem kowalskim.




Pani Otylia opowiadając o pracy swojego ojca, który był z zawodu kołodziejem, w obecnych czasach to zawód już raczej nie wykonywany, w latach  powojennych bardzo ważne zajęcie. Pani Otylia tylko potwierdza, to jak bardzo był związany ze swym zawodem, który prowadził do późnej starości. O jego pracy napisano nawet w 1996 roku, na łamach gazetki żorskiej : p.t  Zawód Kołodziej. (j.p)

Rzemiosło

                                    Artykuł : Barbara Mierzwińska

Zdjęcia: Leszek Lesiński

Nowa Gazeta Żorska wyd. 14.02.1996r

Wilhelm Buchalik zmarł przed kilkoma miesiącami w wieku 95 lat w Rogoźnej, z którą związany był przez całe życie. Był jedynym z ostatnich żyjących w okolicy kołodziejów. I choć fach ten niejako zamarł w latach sześćdziesiątych – wykonywał rzadkie dziś usługi prawie do końca swojego życia. Był krzepkiego zdrowia co przydawało się w ciężkim fachu. Jeszcze w wieku 94 lat jeździł na rowerze, by odwiedzić swoich synów w Rowniu! Kołodziejstwa uczył się u mistrza Sojki w Rogoźnej, wcześniej kończąc tam szkołę. Wychowany w patriotycznej rodzinie podkreślił swą polskość jako uczestnik powstań śląskich. Własny warsztat otworzył w swoim gospodarstwie po powstaniach. Wykonywał w nim wozy konne, wózki gospodarcze, tragacze. Przez pewien czas zatrudniał kowala, który okuwał koła i podkuwał konie. Drewno kupował w pobliskich tartakach. Musiało ono być twarde, więc sprowadzał : dąb, akację, jesion. Potem drzewo cięte było na klocki, z których wyrabiano, na tokarce, główki koło (środek). Główki gotowane były przez 15 minut w dużych garach, przez co drzewo miękło. W główce mieściły się otwory na 12 szprych, do których były nabijane („czepowane”) za pomocą maszynki. Po oczepowaniu nakładało się „łakocie”(dzwony), które wbijano do zaczepowanych szprych. Potem koła czyszczono, malowano. Miały one różną średnicę; jeżeli przeznaczone były do ciężkich prac w lesie – wielkość wynosiła 1,1 m. Dla rzeźników wyrabiano tzw. „kastliki”, wozy służące do przewożenia świń. Pan Wilhelm Buchalik sprzedawał koła i wozy na okolicznych targach i jarmarkach. Część wyrobów wystawiana była przed 'kołodziejówką' i kupowano je na miejscu. Fach był opłacalny, więc przyuczył do niego dwóch swoich synów:  Alberta i Franciszka. W czasie ofensywy wyzwoleńczej warsztat uległ spaleniu. Trzeba było go na nowo wyposażyć w maszyny, strugi, heble („porzyse”), wiertła, tokarki. Jednak było coraz mniej zamówień – triumf zaczęły święcić „ baloniki” (koła z gumami). Coraz rzadziej wykonywano nowe koła, częściej naprawiano stare. Co jakiś czas ktoś zamawiał  koło do ozdoby ogrodu, rzadko kto chciał mieć nowy tragacz…

Pan Wilhelm zaglądał do warsztatu coraz rzadziej, jednak go nie zlikwidował. Stoi on do dziś przy ul. Wodzisławskiej- zamknięty 'na cztery spusty', splątany siecią pajęczyn, które są niejako klamrą spinającą kawałek historii naszej miejscowości – Rogoźnej … naszego regionu.



Warsztat został zlikwidowany przed laty.

wikipedia

Kołodziej, dawniej zwany również stelmachem (z niem. Stellmacher) – rzemieślnik zajmujący się wyrobem drewnianych wozów, sań i części do nich, głównie kół. Po zbudowaniu drewnianej części wozu przekazywano go do okucia kowalowi, który wykonywał metalowe części wozu.

 

                                                                                                        Rogoźna, 2016r/ dede/RDZR




               STOWARZYSZENIE       

       PRZYJACIÓŁ    ROGOŹNAJ

Stowarzyszenie Przyjaciół Rogoźnej: Rogozna.pl

Jak powstało Stowarzyszenie Przyjaciół Rogoźnej?

     Pomysł na zorganizowanie się mieszkańców Rogoźnej w ramach Stowarzyszenia pojawił się na przełomie zimy/wiosny 2015 r. Na jednym z towarzyskich spotkań, Barbara Dzierżęga mieszkanka Rogoźnej - zwróciła uwagę, że większość dzielnic Żor ma swoje świetlice czy inne miejsca spotkań, a mieszkańcy Rogoźnej, aby móc zagospodarować czas na przykład swoim pociechom często muszą korzystać z miejsc poza Rogoźną. Brak świetlicy MOKu na terenie dzielnicy Rogoźna powoduje jednocześnie brak inicjatyw pozalekcyjnych kierowanych dla dzieci z naszych rodzin.

W czasie trwającej na ten temat dyskusji wypłynął wówczas pomysł podjęcia współpracy z Miejskim Ośrodkiem Kultury w Żorach w celu organizowania dla dzieci z Rogoźnej wolnego czasu. Jeden z projektów jakie wówczas pojawiły się ze strony MOK dla mieszkańców Żor pt. „Poddasze”, został przez Basię podchwycony i zaczęła przygotowywać się do startu w inicjatywie MOKu. Mimo braku doświadczenia w pisaniu projektów udało się go wygrać, ale jeszcze nie działali jako formalnie zarejestrowana jednostka. W dalszym ciągu trwała dyskusja czy tylko i wyłącznie pilotować propozycję MOKu czy może stworzyć inne perspektywy dla realizacji działań skupionych wokół mieszkańców dzielnicy.

Basia, razem z mężem Benedyktem oraz z Olą i Adamem Gryman (mieszkańcy Rogoźnej od urodzenia), podjęli się zainicjowania stworzenia Stowarzyszenia, które mając własną podmiotowość mogłoby prowadzić swoje działania szerzej, nie skupiając się wyłącznie, na bądź co bądź interesujących propozycjach MOK w Żorach. Wspólnie zaczęto szukać informacji o tym jak stworzyć Stowarzyszenie. W wyniku wspólnych wysiłków udało się nakreślić potrzebne do tej inicjatywy wymagania.

Jednym z milowych kroków była napisanie statutu organizacji oraz zebrania 15-stu osób z Żor, którym idea Stowarzyszenia działającego dla mieszkańców Rogoźnej byłaby bliska. Po kilku tygodniach udało się pokonać te dwie najważniejsze przeszkody. Bardzo dużej pomocy dla nabierającej kształtów inicjatywy udzieliło Żorskie Centrum Pomocy Organizacji Pozarządowych w Żorach. Rady ŻCOP okazały się cenne i bardzo ułatwiły poruszanie się w kwestiach prawnych i organizacyjnych powstającego Stowarzyszenia.

Przychylność odnośnie tejże inicjatywy spotkała ich również ze strony członków Rady Dzielnicy Rogoźna.

     Po ustaleniu dla wszystkich dogodnego terminu, w siedzibie Rady Dzielnica Rogoźna w dniu 4 lipca 2016 r. odbyło się spotkanie założycielskie Stowarzyszenie Przyjaciół Rogoźnej. W skład komitetu założycielskiego weszły trzy osoby: Basia Dzierżęga, Adam i Aleksandra Gryman. Oprócz wymienionych osób dołączyli do ich grona: Łukasz Brocki, Dominika Ciastko, Aleksandra i Aureliusz Gryman, Aleksandra i Dawid Kłapczyk, Sylwia i Marek Rosół, Łukasz Rozkosz, Joanna Krzysiak-Wacławczyk i Dawid Wacławczyk.
W wyniku wyborów został powołany trzy osobowy Zarząd Stowarzyszenia w skład, którego weszły: Basia Dzierżęga, Aleksandra Gryman i Joanna Krzysiak-Wacławczyk. Po skompletowaniu odpowiednich dokumentów, wszystkie potrzebne formularze zostały wysłane do Sądu Rejonowego w Gliwicach w celu prawnego zarejestrowania SPR.

W dniu 3 września Sąd w Gliwicach zarejestrował oficjalnie SPR w Krajowym Rejestrze Sądowym. Tym sposobem SPR zaczęło formalnie działać.

     Swoje działania zaczęli od 29 września do 11 listopada 2015 roku realizacją wygranego projektu w programie inicjatyw lokalnych MOK pt.Podróże teatralne w Rogoźnej, w które już powstałe SPR się włączyło. Był to cykl warsztatów teatralnych dla dzieci i dorosłych, które cieszyły się wielkim zainteresowaniem. Dzięki tym zajęciom SPR zostało bardzo miło przyjęte ze strony mieszkańców naszej dzielnicy. SPR jak sami mówią:

- Dostaliśmy pewności do działania i satysfakcji z tego co zaczęliśmy u nas w Rogoźnej wspólnie tworzyć.

        więcej zobacz na naszej podstronie:

ROGOŹNA JEST PIĘKNA - RADA DZIELNICY - Rogoźna

MISJA  STOWARZYSZENIA PRZYJACIÓŁ ROGOŹNAJ

to przede wszystkim : rozwijanie zainteresowań i pasji oraz edukacja w różnych dziedzinach życia społeczno - kulturalnego. Inicjowanie, rozwijanie i propagowanie inicjatyw, postaw i działań sprzyjających pełnej realizacji potrzeb mieszkańców Dzielnicy Rogoźna w atmosferze wzajemnego szacunku, zaufania i tolerancji. Organizacja czasu wolnego dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Prowadzenie działań integrujących mieszkańców Dzielnicy Rogoźna poprzez aktywność kulturalną, edukacyjną, sportową, turystyczną i rekreacyjną. Podtrzymywanie tradycji i kultury śląskiej. Organizowanie i animowanie zdarzeń artystycznych i kulturalnych. Wspieranie inicjatyw i organizacji imprez o charakterze artystyczno - kulturalnym, charytatywnym. Upowszechnianie kultury fizycznej i sportu.  Kształcenie i rozwój kompetencji swoich członków.

Skład Naszego Zarządu to : Prezes – Dzierżęga

Barbara Katarzyna ( 1982r), członkowie zarządu :

Gryman Aleksandra Anna ( 1985r), Krzysiak

Wacławczyk Joanna Maria (1982r).

 Komisję rewizyjną tworzą : Gryman Adam

Józef(1981r),  Dzierżęga Benadykt Jan (1971r),

Wacławczyk Dawid Tomasz (1984r). Komitet

założycielski tworzą : Dzierżęga Barbara Katarzyna,

Gryman Adam Józef oraz Gryman Aleksandra Anna.







W okresie przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia Stowarzyszenie Przyjaciół Rogoźnej zorganizowało dla dzieci i rodziców warsztaty wykonywania ozdób Bożonarodzeniowych. Zajęcia odbywały się w każdy czwartek grudnia 2015 r. w świetlicy kościelnej parafii NMP Matki Kościoła w Rogoźnej. W trakcie zajęć warsztatowicze wykonywali ozdoby choinkowe z filcu, tworzyli i ozdabiali mikołaje z drewnianych pieńków oraz projektowali własne torby i papier na prezenty. Powstały prześliczne ozdoby, które uczestnicy mogli zabrać ze sobą i udekorować własne domy i prezenty. Zajęcia poprowadziły członkinie Stowarzyszenia Aleksandra Gryman i Sylwia Rosół.   W prowadzeniu zajęć pomagali: Maria Brocki, Wiktoria Rosół i Marek Rosół. Za udział w warsztatach serdecznie wszystkim dziękujemy i zapraszamy na kolejne.

W trakcie tegorocznych ferii zimowych Stowarzyszenie Przyjaciół Rogoźnej wraz z Parafią NMP Matki Kościoła oraz Radą Dzielnicy Rogoźna przygotowało dla dzieci z Rogoźnej wiele interesujących zajęć, które były odpowiedzią na nudę i niesprzyjające warunki pogodowe. Wśród zaproponowanych atrakcji każdy mógł znaleźć coś dla siebie, ponieważ propozycje były bardzo różnorodne. W pierwszym tygodniu ferii odbyły się dwie wycieczki: do Rud Raciborskich i Pszczyny, gdzie oprócz zwiedzania tamtejszych zabytków dzieci miały możliwość wzięcia udziału w zajęciach plastycznych i edukacyjnych. Ponadto w tym okresie zorganizowano również zawody sportowe i wyjazd na lodowisko do Pszowa. Drugi tydzień ferii rozpoczął się od wyjazdu do kina w Żorach na film animowany pt. „Zwierzogród”. Dużą atrakcją dla dzieciaków był pobyt w Parku Wodnym w Tarnowskich Górach. Natomiast zwieńczenie ferii odbyło się w bardzo słodkiej atmosferze, ponieważ na ostatnich zajęciach dzieci mogły same udekorować, a następnie zjeść ozdobione przez siebie, przepyszne babeczki.



Stowarzyszenie było inicjatorem wyjazdu do Rud Raciborskich i Pszczyny. W trakcie tych wyjazdów pomagał nam również ks. Proboszcz Henryk Kulas, za co serdecznie dziękujemy. Wycieczki te zostały dofinansowane przez Gminę Miejską Żory w ramach zadania publicznego „Ferie Szlakiem Zabytków Techniki województwa śląskiego”. Ponadto bardzo zdolna członkini naszego Stowarzyszenia Pani Sylwia Rosół przygotowała i poprowadziła dla dzieci słodkie zajęcia z dekorowania babeczek. Członkowie Stowarzyszenia włączyli się również jako opiekunowie w trakcie pobytu dzieci na lodowisku w Pszowie. Były to pierwsze ferie w których brało udział nasze Stowarzyszenie, ale na pewno nie ostatnie! Wszystkie zajęcia udały się świetnie, co było widać po zadowolonych minach uczestników. Dziękujemy serdecznie wszystkim dzieciom za udział, rodzicom za zaufanie, ks. proboszczowi Henrykowi Kulas za wszelką pomoc, Radzie Dzielnicy Rogoźna za przychylność oraz wszystkim członkom Stowarzyszenia Przyjaciół Rogoźnej za poświęcony czas i zaangażowanie.

Aktualnie Stowarzyszenie Przyjaciół Rogoźnej

z dofinansowaniem z FIO

Stowarzyszenie Przyjaciół Rogoźnej z siedzibą w Żorach na os. Sikorskiego  obecnie realizuje projekt pn. „Na starcie liczy się dobre wsparcie”, który jest finansowany w ramach programu „Fundusz Inicjatyw Obywatelskich – Śląskie Lokalnie”.

Na realizację projektu, w ramach którego planowane jest doposażenie Stowarzyszenia w nowy sprzęt organizacja pozyskała dofinansowanie w wysokości 5.000 zł. – Dzięki wsparciu nasze Stowarzyszenie będzie mogło się rozwinąć i poszerzyć zakres swoich działań – informuje Adam Gryman, koordynator projektu.

Adresatem konkursu organizowanego przez Centrum Rozwoju Inicjatyw Społecznych w Rybniku oraz Fundusz Lokalny „Ramża” były młode podmioty, czyli organizacje pozarządowe i podmioty wymienione w art. 3 ust. 3 ustawy o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie, zarejestrowane nie wcześniej niż 18 miesięcy od dnia złożenia wniosku. Cel konkursu jest  zwiększenie zaangażowania organizacji pozarządowych w życie publiczne poprzez wsparcie inicjatyw służących rozwojowi społeczności lokalnych na obszarze województwa śląskiego.

Informacje o konkursie
Wyniki konkursu




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dnia 24.09.2016 r. w Miejskim Ośrodku Kultury w Żorach odbyło się podsumowanie projektu „Szlakiem kapliczek i legend żorskich – wyprawy rowerowe” realizowanego przez Stowarzyszenie Przyjaciół Rogoźnej. Podsumowanie miało charakter wernisażu, w trakcie którego można było zobaczyć fotografie i prace plastyczne dzieci, które brały udział w projekcie. W trakcie wernisażu, przybyli goście zobaczyli krótki pokaz slajdów, prezentujący co działo się na wyprawach rowerowych, natomiast uczestnicy projektu otrzymali dyplomy i nagrody za udział w wycieczkach rowerowych.
Wystawa połączona była również z prelekcją i pokazem slajdów zaproszonych przez Stowarzyszenie podróżników: Kamy Guzik i Damiana Mirowskiego, którzy w sposób ciekawy i angażujący dzieci, opowiedzieli o swoich podróżach rowerowych po Europie. Po wernisażu przybyli goście zostali zaproszeni na poczęstunek przygotowany przez Członków Stowarzyszenia Przyjaciół Rogoźnej.
Było to dla nas wielkie wydarzenie, dlatego dziękujemy wszystkim, którzy zaszczycili nas swoją obecnością na wernisażu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Stowarzyszenie Przyjaciół Rogoźnej zaprasza do wzięcia udziału w projekcie „Teatralne podróże po Śląsku”.  Będzie to cykl dziesięciu wyjątkowych warsztatów teatralnych w gwarze śląskiej poprowadzonych przez profesjonalnych aktorów z teatru Bajkowe Skarbki Śląska. Rezultatem zajęć będzie przedstawienie bajki „Czerwony Kapturek” Marka Szołtyska.
Zapraszamy wszystkich bez względu na wiek, zainteresowanych teatrem, tworzeniem scenografii i gwarą śląską.

Ruszamy już 5 września 2016r  o godz. 16.30 w Zespole Szkolno-Przedszkolnym nr 8 w Rogoźnej.
Warsztaty potrwają do listopada.

Projekt zostanie zrealizowany  dzięki wsparciu Miejskiego Ośrodka Kultury w Żorach  w ramach programu  Inicjatywy Lokalne w Kulturze Żory 2016.

Wszelkie informacje i zapisy pod numerem telefonu: 889 549 894, 511 648 344, lub pod adresem mailowym: stowarzyszenie_rogozna@interia.pl

a to już sam projekt:




"Czerwony Kapturek" po śląsku w wykonaniu dzieci i dorosłych Naszej Dzielnicy– piękny finał kolejnej inicjatywy Stowarzyszenia pt. "Teatralne podróże po śląsku", który odbył się 13 listopada w Sali przy OSP  Rogoźna.

Inicjatywa Stowarzyszenia Przyjaciół Rogoźnej trwała już od początku września. Spektakl  zobaczył również sam autor śląskiej wersji "Czerwonego Kapturka" - Marek Szołtysek.

Gratulacje dla wszystkich aktorów tych małych i dużych oraz wielki ukłon w stronę pani prezes p. Barbary Dzierżęga i jej całej ekipy! no i oczywiście prosimy o więcej!.

Zobaczcie to jeszcze raz!

Nagranie RDZR/DPabiś ->   https://youtu.be/eAaXjgKsZtw



Życzymy powodzenia w dalszych projektach SPR, wszystkim chętnym polecamy odwiedzić stronkę internetową  Stowarzyszenia i włączyć się w projekty SPR - bo czego nie zrobimy sami - możemy zrobić razem !

adres podany j.w - tam informacje na bieżąco.  ZAPRASZAMY!

                                                                  Rogoźna, 2016r/ dede/RDZR



"SZKUBACZKI"


Wikipedia,zdjęcia pochodzą z internetu

Darcie pierza, wyskubki, wydzirki, pierzajki, szkubki – oddzieranie z gęsich (czasami innych) piór chorągiewek od twardych stosin oraz oddzielanie puchu. Dawniej wykonywane ręcznie w zimie. Gwarowe nazwy to szkubanie, skubaczki, poranie piyrzi. Kilkudniowe darcie pierza kończyło się poczęstunkiem lub zabawą, zwanymi wyskubkiem, będącymi formą zapłaty za pracę.

Na Śląsku Opolskim używano gwarowego niemieckiego słowa federbal[1].

Darcie pierza jest formą wielu widowisk folklorystycznych, warsztatów śpiewu. Agnieszka Osiecka napisała tekst dramatyczny Darcie pierza (inspirowany przez Singera).





"Szkubaczki"- to panie, które dawniej rwały pierze albo jak kto woli "szkubały pjyrzi" -  na wsi to była normalna rzecz, także w Naszej Rogoźnej. Starsze panie jak i Nasze babcie doskonale wiedzą w czym rzecz. Gdy w któreś rodzinie urodziła się dziewczynka, to mówiono, że "chałupa wygorała", ale było też wiadomo, że gdy panna dorośnie i  wyjdzie za mąż rodzice będą musieli przygotować jej tz.wiano i z całą pewnością była to pierzyna i poduchy dla niej i jej przyszłego męża, dawniej to było coś. Więc "szkubaczki" miały dużo roboty, przeważnie zakładały chustki na głowę i rwały te pierze, a potem sypały pierzyny a następnie je szyły.
 
Znalezione obrazy dla zapytania spanie w łóżku gif
Każda taka usypana pierzyna była bardzo ciężka, a im cięższa tym cieplejsza, a gospodynie nie żałowały swoim córkom rwanego pierza.
Skubanie pierza było w ten czas jedną z form życia w towarzystwie na wsiach, a kobiety mogły poplotkować. Odbywało się to zazwyczaj jesienią lub zimą, wtedy gdy prace polne na wsi były już zakończone i panie miały więcej czasu.
Znalezione obrazy dla zapytania pierzyna
Najczęściej kobiet do rwania pierza tzw. "szkubaczek" było więcej i zbierały się wszystkie u tej, która miała wkrótce "dziołchę na wydaniu" i co posiadała pierze do rwania. No przecież trzeba było przygotować pierzynę czy kołdry na "wyprawkę" do panny młodej i do wszystkich tych walorów zamążpóścia potrzebne było duże ilości pierza. Zanim rwane pierze zamieniło się w mięciutki delikatny puch i wypełniło wszystkie kołdry i poduszki gospodynie miały pełne ręce "pierzastej" roboty.
Panie zasiadały do dużego stołu i zabierały się do dzieła.
 
 
Pierze było zazwyczaj z gęsi, ale bywało i z kaczek. Zakończenie takich nasiadówek, które nie raz trwały do nocy, a kończyły się ostatecznie po tygodniu, uwieńczał poczęstunek dla wszystkich pań-gospodyń, które je rwały.
Nie raz do "szkubników" przyłączali się chłopy i zabawa przy ludowej muzyce trwała do nocy. Nie obyło się rónież bez poczęstunku przygotowanego przez gospodynię, u której trwał "szkubnik" okowitką, warzonką lub jak kto woli gorzołeczką.
 
Potem cały proces się powtarzał i chodziły rwać to pierze jedna do drugiej, a zima była długa...
Kobiety często śpiewały przy "szkubaniu" umilając sobie czas, te starsze opowiadały niesamowite historie, zazwyczaj były to opowieści o diabłach, utopkach i innych stworach lub wspominały stare czasy, te młodsze słuchały zaś ich z wypiekami na twarzy.
Później Panie szyły kołdry z pierza, jednak gdzieś w połowie lat siedemdziesiątych XX wieku zwyczaj ten zamarł.
 
 
 Dzisiaj "szkubaczek"  już raczej nie ma i tradycja ta zaginęła, bo nie sypie się już pierza w pierzyny czy kołdry, wszystko kupimy w "Auchanie" czy "Merino" albo innym firmowym sklepie i nie z pierza, a zdrowotne-antyalergiczne.
 
śląski słowniczek:
 
 1. "chałupa wygorała" - częste określenie śląskie, które było równoznaczne z zamążpójściem danej panny z rodzinnego domu i koniecznością przygotowania posagu dla niej (najgorzej jeśli w rodzinie było ich więcej).
 2. "szkubani" -rwanie pierza.
3. "szkubaczki" - panie rwące pierze.
4. "szkubnik" - poczęstunek zazwyczaj po rwaniu pierza ale i w czasie rwania, zabawa, tańce,śpiewy.
5."dziołcha na wydaniu"- dziewczyna zazwyczaj panna, która miała wyjść za mąż.
6. "wyprawka, wiano"- posag, prezent od rodziców
7. "okowitka"-warzonka, gorzołka - wódka.


                                                                                                 Rogoźna, 2016r/ dede/RDZR





PLAC ZABAW DLA DZIECI

SIŁOWNIA

"POD CHMURKĄ"

ORAZ

TĘŻNIA   SOLANKOWA

W NASZEJ DZIELNICY




ZAPRASZAMY MIESZKAŃCÓW ROGOŹNEJ RAZEM ZE SWOIMI POCIECHAMI NA PLAC ZABAW NA WOLNYM POWIETRZU
Teren obok OSP Rogoźna ul. Wodzisławska 119, a najstarsi -rdzenni mieszkańcy dzielnicy wiedzą, że to nasze tzw."nowsi".

ZAPRASZAMY MIESZKAŃCÓW ROGOŹNEJ DO  NASZEJ SIŁOWNI "POD CHMURKĄ"

- RUCH NA WOLNYM POWIETRZU-

ZABIERZ Z SOBĄ SWOJĄ RODZINĘ I DO DZIEŁA!

Siłownia "pod chmurką" została oddana do użytku dokładnie 10.05.2014r, gdzie została poświęcona przez ks. proboszcza Henryka Kulasa-podczas Rog
ojskiego Festynu.

ZAPRASZAMY MIESZKAŃCÓW ROGOŹNEJ, ale nie tylko do Naszej świeżo powstałej Tężni solankowej na wolnym powietrzu tzw. zewnętrznej.

Co to jest Tężnia?
Tężnia jest konstrukcją zbudowaną z drewna iglastego (sosna, świerk) i gałązek brzozowych oraz urządzeń do pompowania solanki.


Działanie Tężni

Na ułożone na drewnianej konstrukcji gałązki brzozowe podawana jest za pomocą pomp solanka z górnej strefy konstrukcji. Rozprowadzona rurkami solanka spływa swobodnie po gałązkach a jej nadmiar gromadzi się w korycie umieszczonym w dolnej części tężni. Tak rozprowadzona solanka podlega intensywnemu parowaniu wytwarzając w pomieszczeniu intensywny aerozol. Tężnia Solankowa nasyca powietrze jodem, bromem i całą gamą innych mikroelementów jak magnez, sód, potas, żelazo i innych. Powstały aerozol odznacza się szczególnymi walorami zdrowotnymi, ponieważ jego cząsteczki mają znaczną zdolność penetracji poprzez błony śluzowe układu oddechowego oraz skórę. Wokół Tężni wytwarza się specyficzny mikroklimat, będący naturalnym leczniczym inhalatorium. Mikroklimat Tężni wytwarzany jest w skutek ociekania solanki i działania ruchu powietrza, co powoduje intensywne parowanie, a rozbijane cząsteczki solanki sprzyjają także hydrojonizacji.

O FIRMIE

 Firma Kryształowy Świat z siedzibą w Libiążu, która wykonała nam Naszą tężnię istnieje od 1999 roku.
Bazując na doświadczeniu lekarzy w leczeniu inhalacyjnym solą, w sanatorium Kopalni Soli „Wieliczka”, firma ta opracowała produkty do wspomagania leczenia chorób górnych dróg oddechowych: astmy, alergii, schorzeń dermatologicznych. Są to produkty takie jak: Płyty Solne, Puzzle Solne®, Panele Solne do saun każdego typu. Produkty te są atestowane i opatentowane przez w/w Firmę. Oprócz tych produktów w ofercie firmy Kryształowy świat są również: Kryształowe Komnaty Solne, Kryształowe Groty Solne, Kryształowe Jaskinie Solne, Tężnie Solankowe i aranżacje wnętrz w soli. Zlecenia firma ta wykonuje wyłącznie na najwyższym poziomie, zapewniając  klientom szybki, sprawny i terminowy montaż oraz sprawdzone urządzenia. Oferuje również serwis zarówno gwarancyjny, jak i pogwarancyjny, a także na życzenie klienta stałą obsługę serwisową.

więcej czytaj na stronie firmy :

Kryształowy Świat® Wieliczka - groty, jaskinie i komnaty solne, obrazy ...


Mikroklimat Tężni wykorzystywany jest od wielu dziesiątków lat w profilaktyce i leczeniu schorzeń górnych dróg oddechowych, zapalenia zatok, rozedmie płuc, nadciśnienia tętniczego, nerwicy wegetatywnej i w przypadku ogólnego wyczerpania. Inhalacje wykorzystane w profilaktyce u ludzi zdrowych powodują wzrost odporności organizmu. Taki aerozol obdarzone jest ładunkiem ujemnym który działa bakteriobójczo. Najkorzystniejsza w leczeniu jest solanka o stężeniu 3- 5 %.



 Nasza Tężnia solankowa będzie czynna od wiosny do jesieni. W nocy konstrukcja jest podświetlona.

Koszt tężni to około 50 tys. złotych, natomiast ponad 25 tys. zł wyniosło przygotowanie i zagospodarowanie terenu tej inwestycji.


Przykład Tężni wewnętrznej

     Przykład Tężni zewnętrznej - także nasza.

Wszystkie te Inwestycje sfinansowano ze środków tzw. budżetu obywatelskiego dzielnic.

czytaj o Nas

W Rogoźnej powstała tężnia solankowa • Wiadomości • www.tuzory.pl

                                                                                                         RDZR/dede/2016r




JAK  POWSTAŁ  II - KRZYŻ

PRZYDROŻNY  MIESZCZĄCY

  SIĘ  PRZY  ULICY

WODZISŁAWSKIEJ  NA POLU

PAŃSTWA DZIERŻĘGA

Przydrożne krzyże nazywane są „Świadkami historii”, niewątpliwie tak jest, są wszędzie, na wsiach, na skrajach dróg, polach, w lasach. Często skrywają w sobie historię kilku pokoleń, nie potrafią o niej opowiedzieć, ale dają doskonały jej obraz. Są przede wszystkim znakiem wiary naszych przodków, nas samych, są cząstką Naszej małej historii.

            Jednym z charakterystycznych krzyży przydrożnych na terenie Rogoźnej jest krzyż położony przy ulicy Wodzisławskiej na terenie posesji Państwa Dzierżęga.

Na temat jego historii nie posiadamy zbyt dużej wiedzy. Nie wiemy kiedy krzyż został postawiony i przez kogo. Jedynie na podstawie wspomnień Pani Krystyny Dzierżęga wiadomo nam, że krzyż stał już w 1935 roku w momencie zakupu przez jej ojca Atanazego Dzida majątku ziemskiego w Rogoźnej. „Ojciec z Matką nie znali historii tego krzyża, nie wiadomo kto go postawił i kiedy”, opowiada Pani Krystyna.

Pod koniec lat 60 – tych w czasie rozbudowy ulicy Wodzisławskiej, krzyż został przestawiony na miejsce gdzie obecnie się znajduje. Pierwotnie cokół krzyża wykonany był z cegły (w latach osiemdziesiątych otynkowany), uwieńczony kutym krzyżem z wizerunkiem ukrzyżowanego Chrystusa. Krzyż dodatkowo otoczony był kutym rzeźbionym płotkiem, który został niestety skradziony

Z czasem wokół krzyża dokonano obsadzeń roślinnością. Rodzina Dzierżęga do dzisiejszego dnia sprawuje nad nim opiekę. Traducją stały się co roku odbywane przy krzyżu nabożeństwa majowe, na które przybywają licznie parafianie Rogoźnej.

                                                                  źródło:tekst/zdjęcia Barbara Dzierżęga

     Dziękujemy pani Basi, za przygotowanie kawałka historii Naszej Rogoźnej.

                                                                                              dede/RDZR/2016r



JAK POWSTAŁ III - KRZYŻ

PRZYDROŻNY GRANICZĄCY

Z ULICAMI GAJOWEJ

A  ALEJĄ JANA PAWŁA II,

OBOK LASU "OSINIOK"

źródło: [1]  Elżbieta Krakowiak, „Zakamarki przeszłości. Kronika Szkoły w Baranowicach”, wyd. Oldprint 2014, s. 73; [2] Zygmunt J. Orlik, „Baranowice”, wyd. Oldprint 2012, s. 55, 177;   [3]ks. Alfons Chmiel, „Od krzyża do kościoła”, wyd. 2004, s. 28;                Dziękuję-ZPK//dede/RDZR 

...Jak się babcia krzyżem opiekowała…..

 

       Krzyż stojący na skrzyżowaniu dróg Gajowej i Alei Jana Pawła II, możemy znaleźć już na mapach Messtischblatt w skali 1:25 000 z 1884 roku.

       Według kroniki baranowickiej krzyż został ufundowany w 1834 roku przez barona Emila Heinricha Erdrmanna Konrada von Duranta de Senege, wyznania ewangelickiego ówczesnego właściciela Baranowic i Osin. Krzyż ten został postawiony przez syna dla upamiętnienia imienia zmarłej  matki  Baronessy Jeanetty von Czarneckiej. Krzyż ten jednak został zniszczony i w roku 1864 postawiono nowy.[1]

        W roku 1903 ta część Osin została wykupiona przez Berliński Bank Krajowy. W roku 1907 ziemie te wykupił właściciel tartaku z Żor Paweł Szczepan [2]. W późniejszym czasie ziemie te były własnością gospodarza Hupki.

Po wojnie był to teren spółdzielni rolniczej. Obecnym właścicielem działki na której stoi krzyż jest p. Paweł Kania.  

       Po wojnie w 1950 roku nowy dębowy krzyż wykonał osiński cieśla p. Figas. Na krzyżu była wyżłobiona data postawienia. Krzyż ustawiono na solidnym fundamencie, podtrzymywany przez dwie metalowe szyny. Pasyjka, czyli wyobrażenie ukrzyżowanego Chrystusa, została wykonana w żorskiej hucie „Pawła” dzięki staraniom Szymona Gamoń, pracownika huty i mieszkańca Osin.[3] Krzyżem od jego powojennego powstania opiekowała się Agnieszka Wacławczyk (siostra Szymona) mieszkanka wtedy ul. Leśnej, dziś Gajowej.

„Nie było dnia aby babcia nie szła pod krzyż podlać swojego małego ogródka. Sadzonki kwiatków babcia przynosiła z Osin od krawca śp. p. Józefa Wróbla. Kwiaty cięte często przynosiła także p. Maryjka Ćwienczek” Po śmierci babci krzyż doglądała mama Małgorzata Płonka oraz p. Halina Fojcik, która do dziś przyozdabia go w sztuczne kompozycje kwiatowe.

O ład i porządek wokół krzyża dbają siostry p. Maria Ćwienczek i p. Małgorzata Hajzyk.

Kto i kiedy wyciął blaszaną „Maryję” nie wiadomo.

Wizerunek blaszanej „Maryji” na prośbę babci odnawiała wg potrzeb dziś już śp. p. Krystyna Ratajczak (także mieszkanka Gajowej), robiła to zawsze bardzo chętnie i na własny koszt.” 

      Do roku 1994 administracyjnie część z krzyżem ul. Gajowej należała do Osin, ale do parafii Rogoźna.

         W roku 2009 śp. ks. Józef Szulik zaproponował parafianom odnowienie wszystkich krzyży przydrożnych w parafii. Tak więc mieszkańcy Gajowej wzięli się do działania.

Pan  Nosiadek obstalował drewno na nowy krzyż, który wykonał stolarz z Rogoźnej p. Grodoń, a zapłacili państwo Kaniowie. Ogrodzenie oraz prace ślusarskie, wykonał na własny koszt p. Józef Sobik. Panowie Piotr Ćwienczek, Krysiek Hajzyk wykonali postument na którym stoi krzyż, położono kostkę brukową, wykonano ławeczkę oraz otoczono całość miejsca odpoczynku betonowymi kwietnikami.

Krzyż oświetla reflektor ufundowany także przez państwo Kaniów.

Z końcem lata 2009 roku mieszkańcy Gajowej  zebrali się pod krzyżem, wraz z proboszczem ks. Józefem Szulikiem i wikarym ks. Arturem Więckiem, aby poświęcić odnowiony krzyż.   

      W pamięci mieszkańców okolicy zostały historie, że pod krzyżem zatrzymywało się dawniej wiele osób dla chwili odpoczynku, zwłaszcza w dni targowe, w drodze do Żor. Kiedy głównym środkiem transportu były furmanki, koniom dawano w tym miejscu chwilę na odpoczynek, a sobie na zadumy i modlitwę. W miejscu tym mieli zatrzymywać się masarze, w drodze powrotnej z targu, z furmankami pełnymi świń. Dzielili się opowieściami, komu udało się dobić lepszego targu. Zachowały się także wspomnienia najstarszych, nie żyjących już mieszkańców ulicy, którzy mówili, że pod krzyżem pogrzebane są zwłoki żołnierzy, którzy zostali znalezieni na okolicznych polach po wojnie.

                                                                 dede/RDZR/2016r




 

BARDZO CIEKAWYM MIEJSCEM

DO ZOBACZENIA W ROGOŹNEJ

JEST BEZ WĄTPIENIA GALERIA

Pani Marii Michalik

mieszcząca się przy ulicy Rolniczej

      "GALERIA u MICHALIKÓW"

do której ona sama  serdecznie

zaprasza wszystkich tych, którzy

jeszcze tam nie byli, a interesują się

sztuką i malarstwem.

 


...Pani Maria pragnie, by to miejsce było odwiedzane  między innymi przez ludzi-zwykłych, ludzi zagonionych, spacerujących ulicami Rogoźnej w niedzielne popołudnie lub przypadkowych przechodni, którym nie jest obca sztuka i otaczające nas piękno, którego czasem nie dostrzegamy w naszym zabieganiu, a jest tuż obok ...

więcej o Naszym artyście przeczytasz na

podstronie: Ludzie nieprzeciętni Naszej Dzielnicy 2



 

Baśnie i legendy z okolic

stawu "Ławczok"

 

Utopcula z Papieroka

       Pewnego razu starka ze starzykiem i trójka ich młodszych dzieci spotkali utopculę przebraną za kobietę. W ciemną,ponurą noc wracali od starzyka Wilusia Bucha z Rogoźnej. Bliskość lasu i księżyc, który tylko od czasu do czasu wyjrzał zza chmur oraz przeogromna cisza zakłócona tylko stąpaniem konia i turkotem wozu stwarzały nastrój grozy. Nasi podróżni wracali późno, bo na urodzinach starzyka spotkały się wszystkie jego córki, co nie zdarzało się często i miały wiele do opowiadania. Nic dziwnego, że dobijała już północ, jak dziadkowie zobaczyli odbicie księżyca w lustrze wody Papieroka. Nagle stanęła przed nimi jakaś kobieta, która krzykliwym lamentem prosiła dziadka, by szedł z nią do lasu, bo tam jacyś zbóje napadli i biją jej męża. Starzyk chciał już zejść z wozu, ale starka go przytrzymała, prosząc, by jej w tej groźnej głuszy nie zostawiał samej z małymi dziećmi siedzącymi na wozie. Dziadek przez chwilę nasłuchiwał, czy nie usłyszy odgłosów bójki, a nie dosłyszawszy niczego prócz głośnego plusku, jakby ktoś skoczył do wody, pognał konia do domu. Nie dostrzegł też nigdzie kobiety, choć spoglądał za siebie.

       Nazajutrz starzyk chcąc uspokoić swoje sumienie za to, że nie poszedł z pomocą do lasu, dopytywał się u ludzi mieszkających najbliżej stawu czy nie słyszeli o jakiejś bójce, czy nie został ktoś pobity. Opisał też wygląd kobiety, ale nikt o niczym nie słyszał i żadnej obcej kobiety nie widział.

 „ Chyba była to utopcula, chcąca wciągnąć ojca do wody, bo na urodzinach u starzyka przechylił dwa kieliszki gorzałki”- opowiadały dzieci jadące wtedy z rodzicami. W domu nie widywały nigdy pijącego taty i dlatego tak skomentowały przygodę z napotkaną nocą kobietą, bo wiedziały, że utopki nie lubią pijaków. 

Wesele u utopków z Ławczoka

 

       Miały też utopki swojego pana – króla czy księcia – tego nie wiadomo, ale każdy poddany mu utopek wiedział, że mieszkał w  pałacu podwodnym w Ławczoku blisko Skrzeczkowic, Osin i Rogoźnej. Utopek wybrał to miejsce na swoje królestwo, bo z jednej strony mógł podziwiać łąki, lasy, pola,
a z drugiej drogę prowadzącą z Jastrzębia do Żor. Przyglądanie się przechodzącym i przejeżdżającym ludziom było jego ulubionym zajęciem. Siadał w tym celu na wysokim dębie rosnącym przy drodze, tuż nad wodą i pykał fajkę. Miał jedną, ale za to najpiękniejszą córkę spośród córek innych utopków
i zamierzał jej sprawić wesele godne jego stanowiska; z wielką muzyką, ale nie znał utopków – muzykantów. Wykorzystał więc swoją czarodziejską moc i muzykantów dostał.

      Trzej muzykanci wracali na chwiejnych nogach na przełaj z zabawy w Rogoźnej do Osin. NajbliższaZnalezione obrazy dla zapytania utopek dróżka prowadziła koło Ławczoka. Tej nocy zrobiło się jakoś ciemno, ale w oddali muzykanci ujrzeli rzęsiste światła i podążali w ich kierunku, aż stanęli przed wspaniałym pałacem. Nie mogli się zorientować, gdzie są, bo dotąd chodząc tą ścieżką, nigdy nie zabłądzili. Nie starczyło im jednak czasu na zastanawianie się, bo na wysokich schodach ukazał się panoczek w czarnym fraku, z czerwoną czapeczką i zapraszającym gestem wzywał ich do siebie. Obiecał im dużo talarów, o ile zagrają dla jego gości weselnych. Takie bogactwo nie zdarza się biednym muzykantom wiejskim, więc jeden chętnie chwycił za skrzypce, drugi za harmonijkę, a najmłodszy zaczął wybijać na bębnie. Muzykowali, choć im ręce mdlały od ciągłego wysiłku, ale panoczek po każdym kawałku płacił im talary, aż kapsy były wypchane po brzegi i byliby grali jeszcze dłużej, gdyby ciemności nie zaczęły się przerzedzać
i jakiś kogut z najbliższej chałupy nie zapiał. Wtedy czar prysnął, a nasi bohaterowie ocknąwszy się, zobaczyli siebie siedzących na dębie nad wodą, zaś ich kieszenie wypchane były liśćmi. Tak król utopków zemścił się za to, że zwykły wiejski kogut przerwał zabawę weselną.

       Uważne dzieci słuchające bajek opowiadanych przez starki
i starzyków, zapytywały: „ A gdzie podziały się te utopki, skoro my ich nie możemy zobaczyć?” Wtedy starki z powagą w głosie odpowiadały wiarygodnie: „Grzmoty ich wybiły”. I na dowód pokazywały przejeżdżając z wnukami koło Ławczoka uschnięty dąb, do którego uderzył grom z jasnego nieba, gdy na nim kiedyś siedział najmądrzejszy utopek. Pobożni ludzie zawiesili na uschniętym drzewie kapliczkę istniejącą do dziś. 
       

Kapliczka na uschniętym dębie przed Ławczokiem od strony Żor

Chlebowe pantofelki

Znalezione obrazy dla zapytania pantofelki z chleba

        Przed wieloma laty po drugiej stronie drogi biegnącej koło Ławczoka znajdował się młyn wodny. Do niego jeździli ze zbożem wszyscy okoliczni gospodarze. Samego młyna nie pamięta już nikt, ale żyje jeszcze legenda o nim, przekazywana z pokolenia na pokolenie.

We młynie mieszkał ze swoją żoną i dwojgiem dzieci bogaty, ale nieuczciwy młynarz.
Za przemiał zboża brał od swoich klientów więcej mąki niż należało. Do pomocy przy mieleniu żyta
i pszenicy miał dwóch parobków, których ciągle poganiał i zmuszał do roboty nad siły.  Nigdy nie opuszczał go zły humor, bo stale popijał gorzałkę z flaszki kupowanej co tydzień przez jego żonę.
A żona, niby pobożna, jeździła w niedziele bryczką do kościoła, ale głównie po to, by się przechwalać przed innymi gospodyniami ciągle nowymi, bogatymi strojami. Idąc przez kościół, puszyła się niby paw i ściągała na siebie pożądliwy wzrok niejednego pachołka, a nawet niektórego młodego gospodarza. W karczmie wodziła rej, stawiając wódkę co swarniejszym kawalerom. Kobiety wiejskie nie mogły się z nią równać.

        W każdy wtorek młynarzowa wybierała się wozem razem z parobkiem do Żor. Wieźli mąkę zamówioną przez żorskiego piekarza. Po odebraniu pieniędzy młynarka udawała się na rynek ku „budom”. Obchodziła wszystkie i kupowała, co się jej najbardziej spodobało. Raz była to chustka
z frędzlami wyszywana atłasem, innym razem jedwabny fartuch w błyszczące kwiaty lub szeroka koronka do kiecki albo jakiś jeszcze inny przyciągający oczy fatałaszek. Nigdy nie zapomniała
o butelce z mocną gorzałą i o wieńcu mocno podwędzonej kiełbasy. Kiedy mąż ujrzał flachę, wybaczał ślubnej niegospodarską rozrzutność.

W pamiętnym dniu żona akurat wróciła z miasta i od progu wołała służącą, by ta zabrała z wozu koszyk z zakupami. Naprzeciw niej wyszły jej dzieci : 10 – letni chłopak i 8 – letnia dziewczynka. Miały na sobie pantofelki z chleba.Znalezione obrazy dla zapytania pantofelki z chleba

Skorzystały z tego, że dziewka doiła krowę i nie zwracała na nie uwagi. Zabrały z ławy bochenek świeżo upieczonego chleba, wybrały z niego „oszczótkę”, a ze skórki zrobiły sobie butki. W tym czasie wiejskim dzieciom brakowało nieraz chleba, zwłaszcza na przednówku. Był powszechnie szanowany i kiedy komuś kawałeczek chleba upadł  na ziemię, to go zaraz podnosił jak jaką świętość i przepraszając, całował.

        Kiedy służąca sięgała po koszyk z wozu, a parobek wyprzęgał konie, zaś drugi zrzucał z pleców worek mąki  na furę jakiegoś gospodarza oczekującego  na przemiał swojego zboża, złowrogo zamiauczało wielkie czarne kocisko i rozległ się straszliwy huk. Wszyscy pozostający na dworze ze strachem spojrzeli w stronę młyna i ze zgrozą ujrzeli, jak się zapada razem z jego niedobrymi  mieszkańcami.

        Tak ukarał Pan Bóg nieuczciwego młynarza, jego nieskromną żonę i dzieci nie szanujące chleba. Starzykowie opowiadają, że pamiętają prostokątny staw powstały w miejscu zapadniętego młyna. Z biegiem czasu woda opadła, a całą dolinkę porosła trawa. Niewielka łączka naprzeciw Ławczoka istnieje jeszcze dziś.

O człowieku zamienionym w kamień

   W lesie w pobliżu Ławczoka, znajduje się kamień ponad 1 m wysoki, przypominający człowieka ze skrzyżowanymi rękami. O tym kamieniu istnieje następująca legenda: W mroźną noc Bożego Narodzenia, gdy w kościele w Krzyżowicach oddzwoniono już na Pasterkę i z każdej chaty mieszkańcy podążali w kierunku swojej świątyni, by przywitać nowo  narodzoną Bożą Dziecinę,
z jednego domku wychodził chłop z siekierą w kierunku lasu  kraść drzewo. Żona zobaczywszy go, wykrzyknęła pełna rozpaczy: „ Nie rób tego w taką noc. Czy masz kamienne serce ?!.” Kiedy żona wróciła z kościoła, nie zastała męża w domu. Na drugi dzień podniosła się ogromna śnieżyca i mróz trzymał dalej. Po świętach ludzie szukający w lesie chrustu  na opał  zauważyli w środku lasu ścięte drzewo, a obok stojącego nieruchomo mężczyznę. Przyglądając mu się z bliska, poznali w nim zaginionego mieszkańca kolonii z rękami skrzyżowanymi  na piersiach. Początkowo myśleli,
że zamarzł, ale okazało się, że został zamieniony w kamień.

 Na kolonii mieszkali ludzie niezamożni. Okoliczne lasy kusiły mieszkańców, by zbierać
w nich jagody, grzyby, a nawet zastawiać sidła na leśną zwierzynę. W swoim sumieniu usprawiedliwiali się niedostatkiem i nie uważali tego za ciężkie przewinienie. Czasem udało się ściąć drzewo z pańskiego lasu pod osłoną nocy i z tego się też nie spowiadali, jeśli to drzewo pozwoliło ogrzać chatę w tęgie mrozy.

   Jednak niewybaczalnym czynem była kradzież w noc Bożego Narodzenia, gdy sam Pan Bóg zstępował na ziemię i wszyscy winni pójść do kościoła na Pasterkę, by go powitać. Kto zdobył się na taki uczynek, musiał być z pewnością zatwardziałym grzesznikiem i fakt, że zamienił się w kamień, był w pojęciu ludu słuszną karą.

  Baśnie pochodzą z książki zatytułowanej: W naszej krainie. Jastrzębie-Zdrój 2002

 Autorka: Helena Białecka, pra prawnuczka nauczyciela z Rogoźnej -Valentina Dosterschill           (1818 - 1852);prawnuczka drugiego nauczyciela szkoły z Rogoźnej - Wilhelma Bucha (1852-1877).

.........................................

O Walecznym Utopku z Ławczoka

 w gwarze śląskiej

Z dowiyn downa jak byłech jeszcze bajtlym, moja starka Trudka czynsto rozprowiała mi rozmajte bojki i przedziwne historie, a że sposobności ku tymu było w pierony, bo to w tyn czas ani telewizji ani komputerów jak som tera, nie było. Wiync brała mjie na klin w kuchni i przy rozpolonym nieroz do czerwoności pjecyku, bo taki yno był, zaczynała bojać: „… z popielnika iskiereczka na Bogusia mrugo, poć opowym ci bojeczka, bojka  bydzie długo…”- no i była też opowiastka o utopku z Ławczoka.  Godała o tym jak, to wciongoł przejyżdżajonce furmanki gospodorzy do wody, i że płacił muzykantom za grani pieniondzami, a potym okozało sie, że były to liście.

Mapa Rogoźnej jako Rogosina z 1884 r  skala  1: 25 000

Była też historyjka o nijakim gospodarzu, kiery mjyszkoł w Brodku i nazywoł sie Broda. Przyjoł łon do roboty parobka, a tyn zajmowoł sie pasaniym jego krów, a że krów było masa w tym gospodarstwie, tyn gnoł je na łąki ku Ławczokowi. Na wieczór jak parobek przyganioł napasione krowy nazot, zanim doszoł do Brodku był tak sromotnie zmachany, że ledwo umioł ustoć na szłapach.

Historia ta powtarzała sie praje codzyńnie, co gospodorza rychtyk zaczło nerwować. Zgorszony gospodorz rozmyśloł, co z tym parobkiym sie dzieje, ale łon za nic w świecie nie chcioł pedzieć, o co rychtyk łazi. Dopjyro po dłoższym czasie, bo już ni mioł praje sił żeby te krowy wyganiać przyznoł wreszcie, co je na rzeczy, na to gospodorz oczy wybałuszył łokropnie. Powiado mu tak: „Jak jo te krowy przygoniom na łonki, zawsze od strony stawu przyłazi ku mie taki pierońsko pjynky panoczek i chce sie zy mnom prać, i w tyn czos godo: … na roz - na dwa - na  trzi- ! mocujymy sie  fest, aż straca siły. Gospodorz przemyśloł cało sprawa, a kapnoł sie, że to może być utoplec, bo już o takich cudach słyszoł, wjync padoł mu tak: „ teroz jak tyn gryfny panoczek bydzie chcioł z Tobom sie prać powiydz mu pryntko, że bydziesz sie z nim proł, ale na: - roz - na roz -na roz-! - tak też parobek zrobił, chociaż nie wjedzioł czymu. Jak yno wyloz utopek na łonki, parobek mu tak godo: byda z tobą walczył, ale na roz-na roz-na roz!. Utopek jak to usłyszoł zaro pitnoł i już wyncy nie przyszoł ku parobkowi. Od tej pory wszystko było jak dawnij, a  parobkowi z powrotym siły wróciły.

Tako to była historia o utopku z Ławczoka i do dzisio nie wym czymu tyn parobek mioł mu tak odpedzieć i czy to była prowda czy yno wymyślono bajka moji omy Trudki.

                                                                   spisano z opowiaści.     

                                                                                                 DPabiś/2016r

.........................................

Legendy o stawie Ławczok i utopkach przeczytaj również :

Utopek z Ławczoka : Nowiny - Tygodnik Regionalny

Ławczok czy może Łapczok? : Nowiny - Tygodnik Regionalny

Ławczok czy może Łapczok? : Nowiny - Tygodnik Regionalny

Zatopiony młyn - JasNet.pl - Jastrzębski Portal Informacyjny


UTOPEK  ZE  STAWU  ŁAWCZOK





 KRZYŻ  POKUTNY W ROGOŹNEJ

Autor: Szymon Kamczyk, źródło: Naszemiasto.pl

Na przełomie XIII i XIV wieku na terenie całej Polski przyjął się zwyczaj polubownego wymierzania sprawiedliwości, w przypadku zbrodni popełnionych przez dobrze sytuowanych ludzi. Śladem po tamtych czasach są dwa krzyże pokutne, które znaleźć można w Żorach.

Tuż przy ruchliwej ulicy Wodzisławskiej w Rogoźnej, na jednej z posesji stoi tajemniczy kamienny krzyż. Pamięta on czasy średniowiecza i jest świadectwem zbrodni. Według podań, w tym miejscu jeden z właścicieli majątku w Rogoźnej, zabił zarządcę garbarni. Choć nie ma dziś dokumentów, które by to potwierdzały, być może w tej opowieści jest ziarno prawdy. Mieszkańcy posesji z krzyżem, chętnie wpuszczają do ogródka miłośników historii.

Krzyż został odnaleziony w 1985 roku przez właścicieli, podczas remontu domu i zagospodarowania ogrodu. Został on bezmyślnie zakopany w 1970 roku podczas poszerzania drogi.

Krzyż w Rogoźnej wykonany jest z piaskowca, wysokości-75cm, szerokości-62cm i grubości-23cm, typ łaciński. 

Wszyscy rdzenni mieszkańcy Rogoźnej doskonale wiedzą, że krzyż ten znajduje się na posesji państwa Gertrudy i Jana Dworok ul. Wodzisławska 87, którzy krzyżem pokutnym, kawałkiem Naszej historii opiekują się przez wiele lat. 

Drugi żorski krzyż pokutny znajduje się na starym cmentarzu przy kościele p.w. Apostołów Filipa i Jakuba w Żorach. O nim jednak nie wiadomo prawie nic, oprócz tego, że stał przy ul. Rybnickiej i został przeniesiony na cmentarz przy poszerzaniu drogi. Nie ma też żadnej wykutej inskrypcji czy symbolu.

 

więcej czytaj na ten temat

http://zory.naszemiasto.pl/artykul/krzyze-pamietaja-o-zbrodni-bogaczy,3849304,artgal,t,id,tm.html

Krzyze Pokutne - NaszeMiasto.pl - Żory - NaszeMiasto.pl



LKS JEDNOŚĆ  - ROGOŹNA

DZIAŁALNOŚĆ NASZYCH SPORTOWCÓW PRZEZ LATA

...bo w Rogoźnej sport mają we krwi...

tekst /autor: Szymon Kamczyk, źródło: zory.naszemiasto.pl

W wyniku działania grupy zapaleńców, w 1923 roku zarejestrowano oficjalnie klub sportowy „Jedność” Rogoźna. Początkowo klub zrzeszał graczy w popularnego wówczas palanta. Ta gra pochłaniała sportowców przez kilkanaście pierwszych lat działania klubu. Oczywiście nie zabrakło sukcesów na szczeblu lokalnym i wojewódzkim. - Drużyna piłki palantowej rozgrywała swoje mecze w tak odległych na tamte czasy miejscowościach, jak Orzegów, Wirek i Kochłowice. Gra cieszyła się ogromną popularnością. W szeregach tej drużyny grali zawodnicy z Rogoźnej i okolicznych miejscowości. Do najlepszych należeli bracia Hermanowie, Sobikowie, Buchowie, Michalikowie, Cienciałowice oraz zawodnicy o nazwiskach Oczadły, Zmarzły, a także Paweł Machulec, Florian Frydecki czy Józef i Paweł Sitkowie - mówi Kazimierz Dajka, były prezes LKS „Jedność” Rogoźna, który zebrał skrawki historyczne na jubileusz 80-lecia klubu.

Wraz z upływem lat, klub
stale się rozrastał. Okazało się, że mieszkańcy Rogoźnej chcą trenować już nie tylko palanta. W 1936 roku powołano do życia sekcje lekkiej atletyki i siatkówki, a później również sekcje tenisa stołowego oraz zdobywającej popularność piłki nożnej, która jako jedyna drużyna klubu przetrwała do dzisiaj. W tym okresie jednym z najbardziej zaangażowanych działaczy klubu był Antoni Herman.

Historyczne zapiski nie wspominają o działalności klubu w czasie II wojny. Wtedy mieszkańcom wsi nie w głowie były rozgrywki sportowe, jednak gdy wojna się skończyła, sport powrócił. Pierwszym powojennym prezesem klubu został Jan Pustelny, a po nim funkcję przez blisko 18 lat
piastował Franciszek Cyrulik. Odrodziły się takie dyscypliny, jak siatkówka,tenis stołowy,piłka nożna, lekkoatletyka oraz pojawiła się też sekcja szachów, w której wyróżniali się Franciszek Sitko, Henryk Sojka, Roman Pawlas i bracia Jabłonkowie. Tenisiści swoje mecze rozgrywali wówczas w domu pana Dzidy.

Ówczesna drużyna siatkówki zaliczała się do najlepszych zespołów powiatu. Lata 50. i 60. przyniosły największe sukcesy klubu. Siatkarze, jako jedyny zespół powiatu rybnickiego, grali w wojewódzkiej klasie A i w 1962 roku zdobyli mistrzostwo województwa drużyn LZS. Ośmiokrotnie zdobyli mistrzostwo powiatu, a po zdobyciu najwyższego podium w województwie, reprezentowali je na półfinałowych zawodach LZS we Wrocławiu. Z kolei tenisiści grali w wojewódzkiej klasie A i w 1962 roku zdobyli drużynowe mistrzostwo powiatu. Trzykrotnym mistrzem powiatu, mistrzem województwa oraz zdobywcą wysokich miejsc (4. i 5.) na mistrzostwach Polski w Białymstoku i Lublinie był Jan Cyrulik. Zawodnik był także rezerwowym reprezentacji Polski na mistrzostwach Europy!


W 1965 roku, po 18 latach na funkcji prezesa, nastąpiła zmiana. Franciszka Cyrulika zastąpił Władysław Owczarek i to właśnie za jego kadencji drużyna piłkarska awansowała do klasy B. Ważną datą w historii klubu było wybudowanie pawilonu sportowego w 1967 roku, w którym swoje mecze rozgrywali tenisiści stołowi. W budowie ogromny udział mieli zaangażowani mieszkańcy Rogoźnej i działacze „Jedności”. Niestety, w 1978 roku klub zawiesił działalność za kadencji prezesa Franciszka Woźnicy, ale stagnacja potrwała tylko rok, bo mieszkańcy Rogoźnej nie mogli żyć bez sportu.

Od tego momentu jednak, klub ograniczył swoją działalność do drużyny piłkarskiej. Najpierw zawodnicy grali w klasie C, później zdobyli awans do B-klasy (w sezonie 1980/81). Pod koniec lat 80. niestety nastąpiło drugie zawieszenie działalności klubu na 3 lata w wyniku problemów finansowych. Sport w Rogoźnej z opresji wyciągnął wtedy proboszcz ks. Józef Szulik, który bardzo wsławił się w historii klubu. Sam grał w jego barwach.

Po wznowieniu działalności do 1995 roku prezesem został Eryk Karwot, a po nim Bogusław Stefanik. Kolejna zmiana zarządu przyszła w 2002 roku, kiedy prezesem został Kazimierz Dajka. - Jako zarząd postawiliśmy sobie dwa główne cele do realizacji. Była to budowa nowego boiska wraz z zapleczem sanitarno-socjalnym. Dotychczasowe boisko przy ul. Gajowej nie spełniało wszystkich wymagań. Drugim celem była praca z młodzieżą i powołanie drużyny trampkarzy oraz juniorów. Oba te cele udało się zrealizować w pełni - podkreśla Kazimierz Dajka.

Od 2004 roku prezesami klubu byli Tadeusz Mazurek, Jerzy Nowakowski, Janusz Rugor i Roman Paździor, za którego drużyna piłkarzy wywalczyła awans do klasy A.

Niestety, obecnie w wyniku spadku zawodnicy grają w B-klasie.       W 2016 roku prezesem zostaje-Marcin Lewandowski zaś 2017 roku - Tomasz Mitręga. Marcin Lewandowski trenuje naszych młodszych zawodnków, a czas pisze nową historię klubu.

Życzymy wysokich wyników w nadchodzących meczach i powodzenia!

Strona internetowa klubu LKS JEDNOŚC ROGOŹNA





       NORDIC   WALKING

wikipedia

Nordic Walking – forma rekreacji polegająca na marszach ze specjalnymi kijami. Znalezione obrazy dla zapytania NORDIC WALKING gif

Wymyślony został w Finlandii w latach 20. XX wieku, jako całoroczny trening dla narciarzy biegowych. Pozostawał jednak formalnie nieopisany aż do publikacji Marko Kantaneva z 1997 rok

W porównaniu do zwyczajnego marszu, nordic walking angażuje stosowanie siły do kijków z obu stron (each side), dlatego osoby uprawiające nordic walking w większym zakresie, choć mniej intensywnie, angażują mięśnie ciała[potrzebny przypis][styl do poprawy]. Mięśnie (m.in. klatki piersiowej, tricepsy, bicepsy, ramion i brzucha) są również inaczej stymulowane niż w zwykłym marszu. To prowadzi do większego ich wzmocnienia niż przy zwyczajnym chodzeniu czy joggingu. Szczególnie:

> rozwija się siła i wytrzymałość ramion,

> łatwość wchodzenia na wzgórza,

> spala się więcej kalorii niż przy normalnym chodzeniu,

> zwiększa się stabilność przy chodzeniu z kijkami,

> redukuje nacisk na piszczele, kolana, biodra i plecy, co daje korzyści dla osób ze słabszymi stawami i nie dość silnymi mięśniami,

> odciążone są stawy, co jest szczególnie ważne dla osób starszych.

Ważnym czynnikiem jest możliwość uprawiania w zasadzie przez każdego – bez względu na wiek, kondycję czy tuszę. Nordic walking można uprawiać zarówno nad morzem, w lesie, parku czy w górach – przez cały rok. Dobrze jest rozpocząć uprawianie nordic walking pod okiem instruktora, który nauczy prawidłowej techniki marszu i pomoże dobrać odpowiednie kije.

Badania wykazały[potrzebny przypis], że dobry trening techniki nordic walkingu pozwala osiągnąć takie korzyści zdrowotne jak: usprawnienie układu oddechowego i sercowo-naczyniowego, zwiększenie poboru tlenu przeciętnie o 20-58 procent, w zależności od intensywności wbijania kijków. Rozwija też wszystkie mięśnie kończyn dolnych, prostowników kończyn górnych, wzmacnia mięśnie tułowia, ramion i barków, zwiększa mobilność górnego odcinka kręgosłupa i łagodzi napięcia mięśniowe w okolicy barków. Niewielkie obciążenie stawów u osób ćwiczących nordic walking sprawia, że jest zalecany osobom otyłym. Nie pogarsza także stanu obolałych stawów, zwłaszcza kolanowych. Ponadto w porównaniu ze zwykłym chodem, uprawiający nordic walkinZnalezione obrazy dla zapytania NORDIC WALKING gifg spala przeciętnie od 20 do 40% więcej kalorii. Kijki pomagają również w utrzymaniu lepszej postawy, równowagi i stabilności podczas chodu w trudnym terenie[potrzebny przypis].

   Pierwsze polskie mistrzostwa w nordic walkingu odbyły się w Gnieźnie. Rosnąca popularność nordic walkingu w Polsce wykorzystywana jest również w działalności marketingowej firm[1].

W Polsce funkcjonują dwie duże organizacje: Polska Federacja Nordic Walking [2] oraz Polskie Stowarzyszenie Nordic Walking [3]

                  ZAPRASZAMY     WSZYSTKICH

      MIŁOŚNIKÓW REKREACJI  RUCHOWEJ

  BEZ  WZGLĘDU  NA WIEK

           NA  ZAJĘCIA  NORDIC  WALKING  -

           SPACER W  RAMACH  PROGRAMU :

   " DZIELNICE  NA  START  - AKTYWNIE

    I  NA  SPORTOWO  SPĘDZAJ  SWÓJ  CZAS "

 
                       
                          ZAJĘCIA     PROWADZI :

      pani  Jadwiga  Błaszkowska - Domagała        

                             SPOTYKAMY   SIĘ:

                         w  każdy  poniedziałek

                                 o  godz. 16.30 

                  Zbiórka -  parking  parafialny

                     przy Kościele  w  Rogoźnej

 

                - ZABIERZ   KIJKI !!!
 
                - DOBRY  HUMOR !!!
 
         I  RUSZAJ  RAZEM   Z  NAMI
 
                      - PO  ZDROWIE !

      SERDECZNIE  ZAPRASZAMY !!!



       AEROBIC w Naszej Dzielnicy

         Zapraszamy wszystkie chętnie panie z Naszej Dzielnicy,

  ale nie tylko  do poprawy swojej sylwetki i sprawności fizycznej

- jeżeli tylko masz ochotę!wspólne treningi i wspaniała atmosfera

                                 pod okiem  pani Zosi Pychowskiej

 na Hali Sportowej w Rogoźnej

   ul. Wodzisławska 119

                 wtorek i czwartek     godz. 20.00

         zapisy na miejscu lub pod nr  tel.  663 695 333 (p. Zosia)

....................................................

          Zofia Pychowska - sportowiec - Mistrzyni Polski 2012,2014
       w wyciskaniu sztangi leżąc W3 wielokrotna rekordzistka Polski

                       Czytaj więcej :

https://www.facebook.com/Zofia-Pychowska-1445146799098443/

Zofia Pychowska to mistrzyni w podnoszeniu sztangi leżąc - Żory ...

Zory Zofia Pychowska - NaszeMiasto.pl

Siłownia pod chmurką z Panią Zofią / zdjęcie 9, Żory

...i jak mówi „Nasza trenerka” p. Zosia :

- Ćwiczymy obwody i poszczególne partie mięśni modelujące sylwetkę, poprawiające wydolność i sprawność fizyczną…

 więc Gorąco zachęcamy do poćwiczenia razem z Nami!




Dziękuję mieszkańcom Rogoźnej, którzy zgodzili się podzielić z Nami swoimi wspomnieniami, pragnę również podziękować ich rodzinom, za udostępnienie zdjęć i pamiątek.

Mieszkańcy Rogoźnej,(jak również ich dzieci) oraz inne osoby, które nie życzą sobie by ich wizerunek był w jakikolwiek sposób zamieszczany na stronie Rady Dzielnicy (zdjęcia itd...) proszeni są o kontakt z Radą.     

„żadne naruszenia praw autorskich nie są zamierzone”.

     (patrz podstrona: kontakt-ważne telefony). Dziękujemy.  / RDZR/dede/2016r




>>> PODSTRONA  W  CIĄGŁEJ  ROZBUDOWIE <<<

Jeśli posiadasz jakiekolwiek ważne, cenne informacje na temat Naszej Dzielnicy, a chcesz się nimi z Nami podzielić, może chcesz opowiedzieć nam swoją historię lub swoich bliskich ?-  napisz  lub zadzwoń, my się z Tobą skontaktujemy ///czekamy: dpabis@onet.pl /// tel. 784012061





Datenschutzerklärung
Darmowa strona domowa na Beepworld
 
Za treść tej strony odpowiedzialny jest wyłącznie jej
autor. Osiągalny jest za pomocą tego Formularza!